środa, 13 listopada 2013

Już na zawsze razem/Rozdział 45

-Chodź zawiozę cie do Harry'ego a ja pójdę wszystko załatwić ok?-powiedział Zayn.
Nie odzywałam się do niego, byłam załamana nie chciałam nigdzie iść tylko tu zostać, ja też powinnam zginąć razem z Niallem.

~~~~U Harry'ego~~~~~
-Rose!-przytulił mnie, ile ja bym dała żeby zamiast Harry'ego stał przede mną Niall.
-Idź do salonu zaraz przyjdę.
-Zaopiekuj się nią i staraj się cały czas z nią być, boje się że..... no wiesz.
-Dobra postaram się, co się stało do jasnej cholery!-nagle zaczął krzyczeć.
-Nie wiem coś zaczęło się psuć, myślałem że są 3 spadochrony a były dwa, gdybym wiedział.....po co ja ich zabierałem na tą pieprzoną wycieczkę.
-Zayn nikt nie wiedział. Przyjdź jutro wieczorem będą też Louis i Liam, musimy zorganizować mu pogrzeb przecież on miał tylko nas i Rose.
-Dobra ja muszę jechać na policję.
-Powodzenia.
-Mam nadzieję że mnie nie zamkną, nara.
-Do jutra i zadzwoń.
-Ok.

Myślami Harry'ego...
Musiałem się nią zaopiekować była załamana nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
-Może chcesz się położyć, choć zaprowadzę cie do sypialni.
Nie chętnie wstała i ruszyła za mną.
-Chcesz pogadać?
-Tak.
-Usiądźmy.
-Harry on mi obiecał że wyskoczy zaraz za mną, dlaczego mi to zrobił, dlaczego mnie okłamał.
-Chciał cie ocalić, dobrze wiedział że jeśli by ci powiedział, że nie ma trzeciego spadochronu to byś została z nim i ty też byś zginęła.
-Wolałabym to niż żyć bez niego.
Przytuliła mnie i zaczęła płakać, cała się trzęsła.
-Nigdy nie zapomnę tego widoku...-powiedziała przez łzy.
-.............
Nie wiedziałem co jej powiedzieć, łzy napływały mi do oczu, było mi jej bardzo szkoda, ona straciła ukochanego, a ja przyjaciela.
-Chcę zostać sama.
-Rose.
-Proszę.-spojrzała błagająco w moje oczy.
-Dobra pójdę zrobić kolację za jakieś 30 minut przyjdź ok?
-Dobrze.

Myślami Rose...
Co ja mam teraz zrobić, na myśl przychodziło mi tylko jedno rozwiązanie, wtedy już na zawsze będę z Niallem.....
~~~~~30 minut później~~~~
Miała przyjść, gdzie ona jest, najlepiej jak po nią pójdę. Strasznie się bałem że zobaczę coś czego bym nie chciał.
-Rose.
Na szczęście siedziała na krześle i patrzyła w okno, w ogóle się nie odzywała.
-Rose w porządku?
Widziałem jej zapłakane oczy, mówiły mi abym sobie poszedł, zrobiłem to wiedziałem, że chce zostać sama.

Myślami Rose...
Nie miałam innego wyjścia, poszłam do łazienki i zaczęłam łykać wszystkie leki jakie tylko miał Harry, źle się poczułam, bałam się że mogą mnie uratować postanowiłam przeciąć żyły, zrobiłam to_______________________________________________________________________________~~~~30 minut później~~~~
-Rose błagam obudź się Rose słyszysz....
Co ona zrobiła dlaczego!? zadzwoniłem po karetkę i po chłopaków. Po kilku minutach przyjechała karetka zaraz za nią chłopaki.
-Gdzie jest poszkodowana?
-Tam w łazience-lekarze pobiegli w stronę łazienki-i co?
-Przykro mi od jakichś 30 minut nie żyje.
Chłopaki stali za mną, zobaczyłem Liama-płakał-mi łzy też zaczęły spływać po policzkach.
Zabrali jej ciało...
-Gdzie Zayn?
-Jeszcze go nie wypuścili.
Nagle usłyszałem jak ktoś trzasnął drzwiami.
-Co się stało-przed nami stał Zayn-widziałem jak odjeżdża stąd karetka.
-Rose ona.......popełniła samobójstwo.
-Co!!!!!Dlaczego jej nie pilnowałeś.
Zayn był wściekły i zrozpaczony.
-Przestań Zayn nie możemy obwiniać Harry'ego.-odezwał się Liam.
-Co może miałem z nią do łazienki wejść.
-Już dajcie spokój-powiedział ze smutkiem Lou.
~~~~~Dzień później~~~~~
-Musimy zorganizować im pogrzeb.
-Mieliśmy zorganizować dzisiaj pogrzeb dla Nialla a nie dla Nialla i Rose.
-Zayn przestań!
-Niech będą mieli wspólny pogrzeb, pochowamy ich razem żeby już zawsze byli razem.
-A zadzwoniliście do jej rodziny?
-Tak ja zadzwoniłem.
-Dobra to teraz jedźmy wszystko załatwić.
~Dwa dni później, dzień pogrzebu~
Myślami Harry'ego...
Wszystko było jak trzeba, Rose i Niall zostali razem już na zawsze.Wczoraj Zayn miał rozprawę w sądzie i dostał 2 lata w zawieszeniu. Rodzina Rose obwiniała go za to wszystko ale jakoś dał radę. Rose kiedyś mówiła że z Niallem będzie już na zawsze, ksiądz udzielił im ślubu pośmiertnego bo Rose chciała być jego żoną. Teraz na pewno są razem i są szczęśliwi a ja ZAWSZE BĘDĘ MIAŁ ICH W SWOIM SERCU....

                                                                            KONIEC...

wtorek, 12 listopada 2013

Ocalić i zginąć/Rozdział 44

Był Ranek.
Już nie mogłam się doczekać tej niespodzianki Nialla. Podobno miał mnie gdzieś zabrać. Poszłam do kuchni, zobaczyłam Nialla przygotowującego śniadanie.
-Dzień dobry kochanie-powiedział niebieskooki blondyn.
-Hej.
-Niedługo wychodzimy.
-Tak w ogóle to gdzie chcesz mnie zabrać?-byłam ciekawa gdzie mamy iśc ale on jak zwykle nic nie chciał mi powiedzieć.
-No proszę Niall powiedz!
-To niespodzianka.
-Dobra, nie to nie-udawałam obrażoną.
-Proszę śniadanie-postawił przede mną talerz z omletem i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuję, a gdzie Harry?
-Nie wrócił na noc dzwonił że jest u chłopaków, nie chciał nam przeszkadzać.

Myślami Rose...
Zjedliśmy w ciszy. Gdy skończyliśmy jeść odłożyłam naczynia do zlewu. Poszliśmy na górę się szykować. strasznie się denerwowałam, ponieważ nie wiedziałam dokąd mój chłopak chce mnie zabrać. Szczerze to bardzo nie chciałam tam jechać ale nie chciałam sprawić przykrości Niallowi.
~~~~
-Gotowa?-zapytał Niall.
-Tak, świetnie wyglądasz.
-Dzięki ty też pięknie wyglądasz.

Myślami Rose...
Niall wyglądał ślicznie, miał jeansy, białe skety, czarny t-shirt i niebieską bluzę. A ja miałam na sobie zwykłe rurki, czarną bokserkę i jeansową kamizelkę. Wyglądałam przy nim tak zwyczajnie i nudno, no ale trudno. Tylko nie rozumiałam dlaczego on się tak wystroił? O co tu do cholery chodzi?
-Dobra jedziemy.
Weszliśmy do auta Nialla i pojechaliśmy. Jechaliśmy strasznie długo, aż przed oczami miałam lotnisko, tylko że to lotnisko było o wiele mniejsze niż zwykłe. Stał tam już Zayn.
-Co my tu robimy?-zapytałam ze zdenerwowaniem.
-No wiesz, chcę cię zabrać na wycieczkę, będziemy latać samolotem, który z resztą będzie pilotował Zayn, to będzie taka podniebna wycieczka nad Londynem.
-Łał...Super.
-No widzisz? a tak ci się nie chciało iść, ok, chodź wsiadamy.
Ale się cieszę, jeszcze nie leciałam takim samolotem, już nie mogłam się doczekać.......
Po wejściu do samolotu zaczęłam się bać ale Niall mocno mnie przytulił i powiedział że to nic strasznego.
~~~~~~~~~~
-Piękne widoki co nie Rose?
-Piękne to mało powiedziane.
-Dobra, zmieniamy kierunek teraz trochę natury, lecimy nad lasem-powiedział nasz super pilot Zayn.
-Rose, chcę ci coś powiedzieć-nagle odezwał się Niall, o co mu chodziło?
- O czym?
-Zayn-Horan krzyknął do Zayna. I nagle włączyła się nastrojowa muzyka.
-Ok. przejdę do rzeczy. Wyjdziesz za mnie?
Wyjął piękny pierścionek i malutki bukiecik. Co? on poprosił mnie o rękę? serce zaczęło mi mocniej bić i rzuciłam mu się na szyję.
-Oczywiście że TAK.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie jakiś 20 minut i podziwialiśmy piękne widoki. Ale niestety piękne chwile się skończyły.
-Co się dzieje?-nagle zaczęło trząść samolotem.
-Zayn-Niall krzyczał do przyjaciela.
-Nie jestem pewien, ale chyba silnik przestaje działać, musimy skakać,włączyłem automatycznego pilota, żeby mieć czas aby wyskoczyć.
Rzucił nam spadochron. Pierwszy wskoczył Zayn. My chcieliśmy poczekać, chciałam wyskoczyć z nim.
-Masz spadochron i skacz-Niall założył mi spadochron.
-A ty?
-Skaczę zaraz za tobą ale najpierw ty.
-Obiecujesz?
-.....Obiecuję,skacz-oboje płakaliśmy nie mogłem powstrzymać łez Rose trzymała moją rekę i nie chciała puścić.
-Niall kocham cię.
-Ja ciebie tez do zobaczenia na dole, Rose już bo zaraz się rozbijemy.
-Dobrze skacz za mną.
-Ok. Kocham Cię.
-Skacz ze mną.
-Rose skacz rozumiesz.
-Niall błagam.

Myślami Nialla...
Jeszcze raz powiedziałem że ja kocham i wypchnąłem ją z samolotu. Co ona zrobi? Ale musiałem ja okłamać, gdyby się dowiedziała że nie mam spadochronu to by nie wyskoczyła. Trudno. I nie obwiniam Zayna, mógł nie wiedzieć mam nadzieję że chłopaki zaopiekują się Rose.
~~~~~~~~
-Gdzie on jest?-znalazłam Zayna a Nialla nigdzie nie było.
-Patrz tam leży samolot, uwaga on jeszcze może wybuchnąć.
Biegliśmy ile sił w nogach.
-Jest-krzyczał Zayn, pobiegłam i zobaczyłam to czego nigdy ni chciałam zobaczyć.
-Żyje???-krzyczałam do Zayna-Sprawdź puls!!!
I co??-Zayn wstał z oczami we łzach.
-Posłuchaj Rose...
-Nie Nie!!!!proszę powiedz że żyje.
-Przykro mi.
-Cooo????-zaczęłam biec gdzieś przed siebie, nie mogłam w to uwierzyć. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę, miałam nadzieję....ale to był Zayn.
-Chodź musimy zadzwonić po karetkę żeby zabrali ciało Nia....-rozpłakał się.
Strasznie płakałam, łzy leciały mi jak groch.
-Dlaczego? przecież mi obiecał.
______________________________________________________________________________
I jak podoba się?..:* 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Taki delikatny/Rozdział 43

~Kilka dni później~
Właśnie wróciliśmy z pogrzebu rodziców Nialla. Nadal mieszkamy u Harry'ego.
-O nareszcie przyjechaliście-przywitał nas Hazza.
-Pójdę się położyć-poinformował nas Niall, był zmęczony to wszystko go dobijało.Zostałam, usiadłam obok Harry'ego.
-I jak było-zapytał mnie.
-A jak miało być, jest przybity.
-Głupie pytanie.
-Niall powiedział że poszukamy sobie dzisiaj albo jutro mieszkania. Nie będziesz się już z nami męczył.
-Nie wyprowadzajcie się jeszcze, znowu mi będzie nudno.
-Będziemy cię odwiedzać-powiedziałam i poszłam do pokoju w którym był Niall, położyłam się bez słowa obok ukochanego. Odwrócił się w moją stronę i przytulił mnie.
-Wiesz przemyślałem wszystko, tak po prostu miało być i tak czy inaczej bym tego nie zmienił. Tylko właśnie zdałem sobie sprawę że mogłem stracić najważniejszą osobę  moim życiu. Ciebie...
-Ale jestem tu.
-Wiesz bardzo się o ciebie bałem.
-Nie wracajmy do tego, dobrze.
Nagle usłyszałam wibracje mojej komórki.
-Halo.
-Dzień dobry z tej strony aspirant Luck Stoner.
-Dzień dobry, o o chodzi?
-Wiemy kto podpalił pani dom.
-Tak, kto?
-Nie jaki Nick Roger.
-Słucham.
-Czy zna go pani?
-Jego nie ale ojca znam.
-W takim razie zapraszam na komendę bedzie pani zeznawać.
-Dobrze, kiedy?
-Za godzinę.
-Dobrze będę.
Rozłączyłam się byłam w szoku, czego oni ode mnie chcieli.
-Kto dzwonił?-zapytał Niall.
-Policja,wiedzą kto podpalił nasz dom.
-Kto?
-Nick Roger, syn Rogera.
-Co? Zabiję go! Zabiję!
-Uspokój się! za godzinę muszę jechać na policję pojedziesz ze mną?
-Jasne.
Minęła godzina pojechaliśmy na komendę powiedziałam wszystko o Rogerze. Wyszliśmy z policji byłam zdenerwowana miałam tego dosyć. To mnie przerosło.
-Wiesz Rose za kilka dni chcę gdzieś cię zabrać-powiedział znienacka.
-Gdzie?
-To właśnie ta niespodzianka o której mówiłem ci przed śmiercią Ellie. Odpoczniemy chociaż przez kilka godzin. Odpoczniemy od wszystkiego.
-To bardzo dobry pomysł.

~~Kilka Dni później~~
Już nawet nie pytałam Nialla co to za niespodzianka bo wiedziałam, że nic mi nie powie, wiem tylko że namawiał się z Zaynem. Był wieczór zrobiliśmy kolację była pyszna. Harry pojechał do chłopaków, chciał zostawić nas samych. Po kolacji położyliśmy się trochę rozmawialiśmy aż Niall zaczął mnie całować, te pocałunki zamieniły się w coś więcej, potem zaczął zdejmować moja piżamę byłam trochę speszona. Niall był taki delikatny.
-Kocham cię Rose.
-Ja też cie kocham.
-Jak myślisz zestarzejemy się razem.
-Na pewno.
____________________________________________________________________________
z przykrością powiadamiam was że pozostały tylko dwa rozdziały...i to chyba dwa najbardziej emocjonujące rozdziały z tego opowiadania(według mnie). Opowiadanie skończy się już w tym tygodniu :/ mam nadzieje że powyższy post się spodobał i skomentujecie go ...Pozdrawiam Majka :D

niedziela, 10 listopada 2013

Nie zostawię jej/Rozdział 42

Próbowałam zejść na dół. Nie mogłam schody były całe w płomieniach nie mogłam zejść na dół. Przestraszona zaczęłam szukać telefonu.
-Gdzie on do cholery jest!!!-krzyczałam sama do siebie zdenerwowana przerzuciałm cały pokój. Znalazłam go był na łóżku. Wybrałam numer do Nialla z pod drzwi przedostawał się do pokoju dym. Było mi duszno.
-Halo-odebrał.
-Niall przyjeżdżaj-krzyczałam do niego.
-Co się stało?!!!
-Cały dom jest w płomieniach..błagam zabierz mnie stąd.
-Już jadę...gdzie jesteś.
-W sypialni, nie mogę wyjść schody są w płomieniach.
-Zaraz będę.

Myślami Nialla...
-Harry bierz auto, mój dom się pali a Rose jest w środku.
-O cholera.
Wybiegliśmy z domu.

Myślami Rose...
Usłyszałam dźwięk straży pożarnej pewnie jakiś przechodni zadzwonił. Dzięki Bogu.

Myślami Nialla...
Przyjechaliśmy na miejsce pod domem była już straż.
-No róbcie coś, tam jest Rose!!!-krzyczałem na nich.
-Nie mamy jak wejść koledzy zaraz spróbują ugasić pożar.
Nie mogłem czekać, pobiegłem do wozu i wziąłem kombinezon.
-Niall co chcesz zrobić-pytał Harry.
-Nie zostawię jej.
Pobiegłem w stronę domu. Ludzie próbowali mnie zatrzymać. Wbiegłem do środka. Co miałem zrobić?
Na szczęście schody miały miejsca które jeszcze nie spłonęły. Zacząłem po nich biec, nie czułem bólu, wiedziałem że muszę ją wyciągnąć choćby nie wiem co. Obiecałem jej.
-Rose-wbiegłem do pokoju, był cały w dymie, Rose siedziała w kącie, ciężko oddychając wydusiła moje imię.
-Niall-przytuliłem ją.
-Posłuchaj wyskoczymy z okna tam na dole są strażacy mają taki materac na który skoczymy, dobrze?
-Dobrze-cała się trzęsła wziąłem ją na ręce bo nie była wstanie ustać na swoich nogach, i wyskoczyliśmy. Uderzyliśmy w materac. Na dole zobaczyłem biegnącego w naszą stronę Harry'ego był też Lou, Liam i Zayn.
-Wszystko w porządku?-zapytał Zayn podając mi rękę abyśmy mogli wstać.
-Na szczęście tak.
Staliśmy jeszcze przed domem i obydwoje, ja i Rose patrzyliśmy jak nasz dom płonie. Kurwa co się stało.
-Rose co się stało, zostawiłaś coś włączonego?
-Nie, od razu się położyłam-mówiła płacząc.
-Ktoś go musiał podpalić.
Byłem wściekły. zobaczyłem zbliżających się policjantów.
-Przepraszamy, ale chcielibyśmy zadać kilka pytań.
-Powiedzieliśmy wszystko gliniarzom.
~*~
-To co jedziemy do mnie-zapytał Harry.
-Chyba tak.
Tylko Harry miał dwa pokoje, chłopaki mieszkali razem i nie mieli wolnego pokoju.
-Co ty tu masz?-zapytałem Rose, która uporczywie coś trzymała.
-Nasze zdjęcia i torebkę.
____________________________________________________________________________
Podoba się? Komentujcie proszę...
                                                             Majka...:)


sobota, 9 listopada 2013

Nie panowałem nad sobą/rozdział 41

Do salonu wszedł Niall.
-Kto dzwonił?
-Moja ciotka!
-Tak? A co chciała?
-Ja pierdole...
-Co się stało?
-Moi rodzice....nie żyją!
-Co takiego?
-Samolot się rozbił ciotka mówiła, że lecieli do mnie, chcieli się ze mną pogodzić.
Podeszłam do niego przytuliłam go i zaczęłam płakać mimo że nie znałam jego rodziców. Pomyślałam sobie, że z dnia na dzień tracimy bliskie nam osoby.
-Czy my nie możemy w końcu być szczęśliwi? zawsze wszystko musi się walić.
-Niall nie płacz damy radę.
-Dlaczego? dlaczego teraz.
-Nie wiem, mam już tego dosyć wiesz-powiedziałam.
-To jakieś fatum najpierw Greg potem Ellie, Josh, a teraz oni. Nie mam nikogo! Nikogo!
-Masz, masz czterech najlepszych przyjaciół, masz mnie. Ja cię nie zostawię.
-Rose, błagam powiedz, że to sen.
-Nie Niall to ta jebana rzeczywistość.
-Dlaczego teraz!
-Usiądźmy.
-Kurwa, a jeszcze niedawno mówiłem, że nie mam rodziców.
-Niall usiądź proszę-usiadł.
-Przyniosę ci wody-poszłam do kuchni, gdy wróciłam Nialla nie było, drzwi na zewnątrz były otwarte wybiegłam z domu. Widziałam go był dalej, szedł ze spuszczoną głową. Pobiegłam za nim.
-Niall zaczekaj.
-Zostaw mnie samego.
-Nie Niall w takim stanie cię nie zostawię.
-Rose błagam zostaw mnie.
-Niall to ja cie proszę! Uspokój się.
-Chcę zostać sam! Zrozum!
-Nie krzycz na mnie, chcę ci pomóc.
Szedł dalej, nie wiedziałam co mam zrobić, bałam się o niego.
-Niall proszę cię wróćmy do domu.
-Nie chcę!
Zobaczyłam mieszkanie Harry'ego tylko on mógł go uspokoić.
-To chodźmy do Harry'ego.
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Nie rozumiesz.
wybrałam numer do Harry'ego bałam się o Nialla krzyczał na mnie był zrospaczony a ja nie wieziałam jak mu pomóc.
-Co tam Rose?-odebrał Harry.
-Jesteś w domu?
-Tak.
-To wyjdź przed dom. Proszę.
-Ok.
Zaczęłam zagadywać Nialla, żeby znowu nie zaczął iść. Zobaczyłam wychodzącego Stylesa. Na szczęście.
-Co się stało?-podbiegł do nas.
-Harry zrób coś on nie panuje nad sobą.
-Niall co się dzieje?-zapytał Horana.
-Zostawcie mnie do cholery!
-Niall uspokój się!
-Nie uspokoję.
-Chodź do mnie! Nie rób scen.
Harry zaciągnął Nialla do swojego domu. Nie wiedziałam czy iść za nimi zostałam przed domem. Usiadłam na schodach i czekałam. Lepiej żeby porozmawiali.
-Rose chodź, już się uspokoił.-z domu wyszedł Harry i zaprosił mnie tam.
-Na pewno?-chciałam się upewnić.
-Nie bój się!-zobaczył chyba że płaczę.
-Nie boję się tylko...
-Nic nie mów chodź-weszłam do środka na kanapie siedział Niall cały we łzach. Przystałam w wejscu do salonu oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego.
-Rose przepraszam!-powiedział do mnie.
-Chciałam ci tylko pomóc.
-Wiem, sam nie wiedziałem co robię-podszedł do mnie i pocałował mnie a potem przytulił.
-Usiądźcie-powiedział Harry stawiając na mały stolik przy kanapie wodę. Usiedliśmy, ból głowy dawał mi popalić.
-Wszystko w porządku?-zapytał mnie Harry.
-Tak, głowa mnie trochę boli.
-Może się położysz?
-To dobry pomysł, pójdę do domu.
-Miałem na myśli, że położysz się u mnie w sypialni.
-Dziękuję Harry, ale wolę pójść do domu.
-Nie idź Rose-zatrzymał mnie Niall.
-Porozmawiajcie sobie, ja jestem zmęczona pójdę już.
-To ja też idę.
-Zostań tu, wolę sama-było mi nadal przykro, nic mu nie zrobiłam a on nakrzyczał na mnie.
-Jesteś zła.
-Pójdę już-pożegnałam się z Harrym i wyszłam.
Szłam wolno czułam na sobie wzrok innych ludzi. Wydawało mi się jakby oni wszystko widzieli. Weszłam do domu i od razu poszłam do sypialni. Położyłam się. Zasnęłam od razu. Obudziło mnie ciepło jakie  czułam, było mi wręcz gorąco. Wstałam otworzyłam drzwi a schody były całe w płomieniach.
_________________________________________________________________________
Hejka. z przykrością was informuję że do końca naszego opowiadania zostały już około 4 lub 5 rozdziałów. Mam nadzieję że pod tym postem pojawią się komentarze. Piszcie czy się podoba..:) Całusy...Majka:*

piątek, 8 listopada 2013

Nie powinnam pytać/Rozdział 40

Dziś wracamy do Londynu po śniadaniu postanowiłam pójść z Niallem na spacer. Poszliśmy na cmentarz najpierw na grób Josh'a, później na grób mojej siostry Ellie. Usiedliśmy na ławce przy jej grobie.
-Tęsknię za nią-powiedziałam Niall nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił. Wpatrywaliśmy się w zdjęcie które stało na jej grobie położyłam obok niego różę i poszliśmy. Czułam się tak jakbym więcej miała tu nie przyjść.
-To idziemy gdzieś jeszcze?-zapytał Niall łapiąc mnie za rękę.
-Nie, chcę się spakować i wracać do Londynu, Chicago nie za dobrze mi się kojarzy.
-Ale samolot mamy dopiero wieczorem a jest po 11:00.
-Usiądźmy-pokazałam Niallowi ławkę w parku przez, który szliśmy.
-Przeglądałam w internecie loty o 14:00 jest samolot do Dublina, może odwiedzilibyśmy twoich rodziców?
Zobaczyłam w oczach Nialla, sama nie wiem co, może przerażenie?
-Wszystko dobrze?-zapytałam.
-Nie chcę odwiedzać moich rodziców.
-Dlaczego?
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Powiedz proszę.
-Bo oni mnie nienawidzą.
-Słucham? Dlaczego?
-Bo wypadek Grega był przeze mnie! On przeze mnie umarł.!
Jego słowa mnie zszokowały.
-Jak to przez ciebie?
-Nie chcę o tym mówić.
-Dobrze Niall. Ale może czas z nimi porozmawiać?
-Nie! nie rozumiesz oni wyrzucili mnie z domu, kochali Grega bardziej niż mnie zawsze byłem tym gorszym. moi rodzice powiedzieli mi, że nie chcą mieć takiego syna.
Zobaczyłam łzy w oczach Nialla jego rodzice tak bardzo go skrzywdzili.
-Niall tak mi przykro, nie wiem co mam ci powiedzieć, przepraszam że o to pytałam.
-Nie szkodzi, wiesz Rose ja nie mam rodziców zawsze trzymałem się Harry'ego, bo to z nim na początku mieszkałem i to jego pierwszego poznałem, jest dla mnie jak brat.
-Zauważyłam, ale teraz masz nie tylko chłopaków, masz mnie.
-Kocham Cie Rose.
Wróciliśmy do domu rodziców spakowaliśmy się, zjedliśmy i już zbliżała się 17:00 za godzinę mamy samolot, pojechaliśmy na lotnisko. O 18:00 byliśmy w samolocie ten lot był spokojny. Prawie w ogóle nie rozmawialiśmy.

~~W Londynie~~
-Na reszcie-krzyknęłam i położyłam się na kanapie.
-Zrobić coś na śniadanie?-zapytał Niall, bo gdy dotarliśmy do domu był ranek.
-Zrób kawę.
-Ok. zaraz będzie.
Strasznie bolała mnie głowa pewnie  przez taką zmianę klimatu ze słonecznego Chicago do deszczowego Londynu. Wypiliśmy kawę i zjedliśmy gofry, które zrobił nam Niall. Komórka Nialla zaczęła wibrować. A ja włączyłam TV akurat były wiadomości. ,,Samolot lecący z Dublina rozbił się, nikt nie przeżył tej katastrofy'' Powiedziała redaktorka to było dla mnie bardzo przykre, pomyślałam sobie o rodzinach czekających na bliską osobę, którzy teraz dowiadują się o tym.

czwartek, 7 listopada 2013

Za szybko ich tracimy/Rozdział 39

-No mów mamo!-nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
-Tak mi przykro Rose...
-Co się stało do jasnej cholery!
-Miał operację i nie wybudził się z narkozy jego organizm był za słaby.
Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Kiedy to się stało?
-W nocy.
Rozłączyłam się myślałam że wybuchnę. Wtedy w szpitalu obiecałam mu że go odwiedzę. A teraz.....On nikogo nie ma żadnej rodziny.
-Co się stało?-do salonu wszedł Niall.
-Josh nie żyje.
Nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił wiedział że Josh był moim przyjacielem.
-Lecimy do Ameryki!-poinformowałam Horana.
-Teraz? przecież nawet go nie znaliśmy.
-Może ty nie ale ja znałam go i zorganizuje mu pogrzeb.
-Rose poinformujemy jego rodzinę.
-On nie miał rodziny! Jak chcesz to nie leć, sama polecę-zdenerwowana odwróciłam się od niego i poszłam w stronę sypialni, zamknęłam drzwi z trzaskiem...no super znowu kłótnia.
Zamówiłam bilety do Chicago i za cztery godziny miał być samolot.jeszcze zadzwoniłam do mamy aby uprzedzić ją o moim przyjeździe. Te cztery godziny minęły bardzo szybko byłam już na lotnisku i nagle zobaczyłam biegnącego w moją stronę Nialla.
-Rose czekaj. Przepraszam cię...nie wiem dlaczego tak zareagowałem, lecę z tobą.-przytulił mnie czuło i pocałował w czubek głowy, tak bardzo to lubiłam. Samolot do Chicago odlatuje za 10 minut, udaliśmy się na odprawę i już po chwili byliśmy w samolocie. miejsca były podwójne i potrójne, niestety mieliśmy miejsce w potrójnym rzędzie. Usiadłam obok jakiejś dziewczyny. Gdy byliśmy w powietrzu ona cały czas płakała było mi jej żal, chociaż nawet nie wiedziałam z jakiego powodu szlochała.
-Czy cos sie stało?-w końcu zapytałam jej.
-Stało! Chłopak którego tak bardzo kochałam zostawił mnie.
-Tak mi przykro, może jeszcze dacie sobie jedna szansę.
-Chciałabym ale on popełnił samobójstwo-moje serce jakby się zatrzymało to było za wiele, pomyślałam o Niallu że ja też mogę go stracić, że może się mu coś stać. Przecież nigdy nic nie wiadomo. Myśl że mogłabym go stracić przerażało mnie. Złapałam ukochanego za rękę. Objął mnie jak dobrze, że go miałam. Dziewczyna dalej płakała a ja myślałam o śmierci Josh'a, o śmierci Ellie i o śmierci Grega. Każde z nich zginęło z innego powodu. Myślałam tak jeszcze długo, aż zasnęłam.
-Rose obudź się-usłyszałam głos Nialla.
-Zaraz.
-Lądujemy.
Otworzyłam oczy zobaczyłam buźkę Nialla był taki przystojny. Dziewczyna również spała obudziłam ja.

~~U rodziców Rose~~
-Musimy zorganizować mu pogrzeb mamo.
-Rose, ale go nawet nie znałam.
-ale ja go znałam, jeśli nie chcecie mi pomóc to sama sobie poradzę.
-Pomożemy Ci.

~~Dzień pogrzebu~~
Wszystko załatwiliśmy Josh miał piękny pogrzeb. Jego ojciec nie chciał przyjechać chociaż rozmawiałam z nim i próbowałam go przekonać. Jebany sukinsyn to przez niego Josh nie żyje. Wróciliśmy do domu rodziców. Miałam z Niallem zostać u nich do jutra. Zjedliśmy obiad, zaczęła mnie boleć głowa, poszłam się położyć. Myślałam o tym co było, że jeszcze tak nie dawno płakałam, byłam sama rozstaliśmy się z Niallem a teraz jesteśmy razem a ja znowu płacze tym razem z powodu śmierci Josha, cały czas płaczę miałam już tego dosyć. W moim życiu było więcej płaczu niż szczęścia. Leżałam w łóżku i myślałam o przeszłości, ale co ja robię powinnam mysleć o tym co będzie a nie o tym co było. do pokoju wszedł Niall.
-Jak się czujesz?
-Głowa mnie boli-powiedziałam.
podszedł do mnie i położył się obok.
-Mnie też boli głowa-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Wiesz Niall to wszystko jest jakieś popieprzone. Kiedy my w końcu będziemy szczęśliwi co?
-Nie wiem Rose.

Myślami Nialla...
Tak bardzo było mi jej żal chciałem aby w końcu była szczęśliwa, ale co mogłem poradzić na to, że wszystko się wali, że ona cały czas cierpi. Przypomniałem sobie o mojej niespodziance dla niej. Postanowiłem, że w końcu to zrobię po naszym powrocie. Wtedy na pewno będzie szczęśliwa.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Wreszcie Londyn/Rozdział 38

Wróciliśmy do Londynu, na reszcie tak bardzo tęskniłam za Londynem i za domem. W domu nic się nie zmieniło było dokładnie tak samo jak przed moim wyjazdem.
-Na reszcie w domu-mówiłam wchodząc do salonu.
-Stęskniłaś się-zapytał Niall.
-Jak cholera-usiedliśmy na kanapie nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że jest ze mną Niall. Myślałam sobie co by było gdybym nie uciekła, pewnie dalej siedziałabym w Chicago z myślą dlaczego Niall się nie odzywa.
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytał mnie.
-Nie posiedź tu ze mną.
-Dobrze-przytulił mnie po czym obydwoje leżeliśmy wtuleni w siebie na kanapie.

Nie chciałam myśleć o niczym co było. Ale to wracało zastanawiałam się co u Josh'a przecież on nikogo nie ma. Matka z bratem nie żyją, ojciec w więzieniu. Kto go odwiedza w szpitalu?
-Niall!
-Tak Rose?
-Zastanawiam się co u Josh'a.
-On jest jeszcze w szpitalu?
-Tak z jego ręką nie jest dobrze, on nikogo nie ma, nikt go nie odwiedza.
-To może zadzwoń do swojej mamy, żeby poszła, podała się za jego ciocie i się czegoś dowiedziała. Co o tym myślisz?
-To dobry pomysł.
Zadzwoniłam do mamy opowiedziałam jej o wszystkim. Zgodziła się, żeby tam pójść, teraz muszę czekać na telefon od niej.
-To ja pójdę zrobić coś do jedzenia.
-Pomogę Ci-zakomunikowałam.
-Ok.
Zrobiliśmy pyszny obiad. gdy zjedliśmy odwiedzili nas chłopaki był Harry, Lou i Liam.
-A gdzie Zayn?-zapytałam gdy przyszli .
-Coś mu wypadło i nie mógł przyjść.
-Spoko, to zapraszam.-siedzieliśmy w salonie i gadaliśmy, tak bardzo mi tego brakowało rozmów z nimi w Ameryce byłam sama.
-A wiesz Rose że zamknęli Rogera?
-Naprawdę?-ucieszyłam się.
-Tak i jego ludzi.
-Niall zeznawałeś?-zapytałam go.
-Tak, przeciwko Rogerowi też.
-To dobrze.
Zrobiło się późno chłopaki już poszli. Wzięłam prysznic i położyłam się do sypialni wszedł Niall. Położył się obok i patrzał na mnie. Złapał mnie za rękę. Leżał tak jeszcze chwilę. Nim się spostrzegłam był już nade mną.
-Kocham cię Rose.
Zbliżył swoje usta do moich....
 ~~Rano~~
Obudziłam się w ramionach Nialla, było mi wtedy tak wygodnie, że nie chciało mi się wstawać. Postanowiłam poczekać aż obudzi się Niall. Nie musiałam długo czekać.
-Dzień dobry kochanie-przywitałam się na dzień dobry.
-Cześć księżniczko.
-Wstajemy.
-Nie chce mi się, co będziemy robić.
-Nie idziesz do pracy?
-Wylali mnie.
-Dlaczego?
-Bo jak byłaś w Ameryce w ogóle nie chodziłem do pracy i szef mnie wyrzucił.
-Niall!
-No co i tak jej nie lubiłem.
-Ja zapewne też nie mam pracy.
-Czyli jesteśmy bezrobotni i możemy spać do południa.
-Ale ja się wyspałam.
-Rose.
-Jak chcesz to śpij a ja pójdę zrobić śniadanie.
-Dobry pomysł.-uśmiechnął się i zamknął oczy. poszłam do kuchni zauważyłam że lodówka była pusta, wczoraj wszystko wyjedliśmy. Zostały dwie łyżeczki kawy. Na szczęście było musli ale nie było mleka. zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić n to śniadanie. Postanowiłam pójść do sklepu. gdy zrobiłam zakupy podszedł do mnie jakiś typ.
-Przepraszam, czy ty jesteś Vanessa?
-Nie przykro mi.
Zaczęłam podążać w stronę domu. On szedł za mną. wbiegłam do domu on przystał obok niego po czym ruszył dalej. Szczerze to się trochę przestraszyłam.
-Rose gdzie byłaś?-w salonie siedział Niall.
-W sklepie, w lodówce nic nie było.
-A spoko.
Zaczęłam rozpakowywać zakupy, gdy zadzwoniła mama.
-Co tak długo?-zapytałam.
-Bo wiesz Rose muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?
_________________________________________________________________________________
Dodałam dzisiaj znowu dwa rozdziały, ponieważ jutro bym tego nie dodała bo jadę do Warszawy na wycieczkę ...mam nadzieję że się spodobają..mam ogromną proźbę KOMENTUJCIE..proszę o to już któryś raz z kolei no ale wielkich skutków nie ma...smutam z tego powodu no ale cóż..mam nadzieję że to się zmieni.  Pozdrawiam Majka :*

To ja przepraszam/Rozdział 37

~~Ranek~~
Obudziłam się przemarznięta, cała się trzęsłam z zimna, było lato ale poranki były dość chłodne. Josh'a nie było obok.. Nie wiedziałam co mam robić, czy siedzieć na miejscu czy gdzieś pójść, potwornie chciało mi się do toalety. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, były zamknięte. Zaczęłam krzyczeć imię Josh, przez dłuższy czas siedziałam na podłodze czekając na to, aż drzwi się otworzą, i tak się stało, to był Josh.
-Jak dobrze że jesteś, mogę wyjść?
-No wiesz, raczej nie.
-Ale ja muszę do toalety.
-Hmm..chodź w tej fabryce jakaś jest.
Ruszyliśmy w poszukiwaniu ,,kibla'' Josh cały czas trzymał mnie za rękę.
-Nie musisz mnie trzymać, nie ucieknę.
-Ojciec mi kazał, dobra tu jest W-C.
Gdy wróciliśmy do sali w której spałam zobaczyłam ojca Josh'a, był wściekły.
-Gdzie wy kurwa byliście?
-Rose musiała do toalety.
-Przepraszam...-powiedziałam cicho bałam się, że znów coś zrobi albo mi albo Josh'owi.
-Kurwa jeszcze twój chłopak dzwoni-poczułam szczęście tak bardzo chciałam z nim pogadać.
-Halo-powiedział zezłoszczony.
-Mogę porozmawiać z Rose?
-Nie kurwa!
-Niech pan mi ją da do telefonu muszę wiedzieć czy żyje!!
-Dobra ale na chwile.
Oddał, a raczej przyłożył do ucha telefon.
-Rose.
-Niall-krzyknęłam z radością.
-Już niedługo będziesz w domu.
-Kocham cię Niall.-zabrał telefon, chciałam mu to powiedzieć, przecież myślał że chodzę z James'em, bo moja mama mu to powiedziała.

Myślami Nialla...
Powiedziała że mnie kocha może Harry miał rację i jej matka zmyśliła całą tą historię z James'em. Nadal mieliśmy mało kasy brakowało nam jeszcze 20 tysięcy nie miałem pojęcia skąd mam jeszcze je wziąć. Chłopaki dołożyli się tyle ile mogli i ja też, rodzice Rose dali 40 tysięcy i my 40 tysięcy miałem jeszcze samochód za niego nie dostanę za dużo. I tak go sprzedam, robię wszystko by ją zobaczyć.
~~Kilka godzin później~~
Popatrzałam przeraźliwie na zegarek wiszący w pustej sali była 18:56. Niall miał jeszcze cztery minuty. Do sali wszedł Josh i jego ojciec.
-No mała twój chłopak ma jeszcze cztery minuty, zobaczymy czy się wyrobi.

Myślami Nialla...
Ja pierdole mam jeszcze cztery minuty a jeszcze nie przejechaliśmy połowy drogi. Zacząłem panikować, rodzice Rose zostali w domu. A ja z Harrym, Lou, Zaynem i Liamem pośpiesznie jechaliśmy do starych fabryk, samochodem ojca Rose. Zostały 2 minuty.
-Chłopaki nie wyrobimy się.
-Niall zadzwoń do niego.
-Tak i co mu powiem żeby poczekał jeszcze jakieś 5 minut albo i więcej. Przecież on może jej coś zrobić.
-Trudno dzwoń.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem.
-Halo Niall czekamy została ci minuta.
-Nie wyrobimy się poczekaj jeszcze 5 minut proszę.
-O przykro mi, Rose nie będzie zadowolona.
-Błagam....zaczekasz!
-Od tej pory będę kaleczył Rose co minuta to zależy od ciebie, czy ją zabiję czy nie.
Rozłączył się. Byłem przerażony.
-Louis szybciej-krzyczałem do przyjaciela który prowadził samochód.

Myślami Rose...
Ojciec Josh'a kazał mu wyjść po czym zamknął drzwi i z kieszeni wyjął nóż. Już po mnie, zaczęłam się trząść ze strachu, serce mi tak waliło, myślałam że wyskoczy mi z piersi. Podszedł do mnie i kucnął.
-Twój chłoptaś nieco się spóźni-powiedział i rozciął mi kawałek ciała na dekolcie, krew błyskawicznie zaczęła się sączyć. Krzyczałam z przerażenia.
-Zostaw mnie...
-Przykro mi nie możemy tak długo czekać.
Minęła kolejna minuta tym razem przejechał nożem po przed ranieniu. Krzyczałam najgłośniej jak mogłam. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.
-To ja Niall mamy kasę.
Wstał i podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Zobaczyłam Nialla łzy zaczęły mi spływać po policzkach ze szczęścia.
-Rose.
-Niall.
Podbiegł do mnie rzucając przy tym walizkę z pieniędzmi porywaczowi. Przytulił mnie mocno, jajuz nie miałam siły byłam cała we krwi bolały mnie plecy i nic nie jadłam.
-Co on ci zrobił?
-Nie ważne Niall. Tak się cieszę że jesteś.
Niall wstał i podszedł do porywacza po czym wymierzył w niego cios, chłopaki zaczęli go okładać pięściami. Do sali wpadł Josh...Niall od razu podbiegł do niego, również chciał go pobić.
-Zostaw go-krzyknęłam do chłopaka.
-Dlaczego?
-On mi pomagał. Ten porywacz chciał mnie zgwałcić ale Josh go pobił. a potem chciał mnie stąd wyprowadzić ale on do niego strzelił-powiedziałam Niall stał zdziwiony. podszedł do mnie.
-Rose powiedz mi, masz nowego chłopaka?
-nie no coś ty, wiem że mama powiedziała ci o James'ie. To mój znajomy, a wtedy gdy u mnie byłeś ja wracałam od przyjaciółki.
-Rose Kocham Cię.
-Ja ciebie też-pocałował mnie po czym wziął mnie na ręce i wyszedł ze mną z fabryki. Niall wezwał policję. Zabrali go a Josh pojechał z nami. Najpierw pojechaliśmy do szpitala, kula która tkwiła w ramieniu Josh'a musiała być wyjęta. Gdy odstawiliśmy go do szpitala jedna z pielęgniarek opatrzyła mi rany, na szczęście nie były poważne. Potem pojechaliśmy do domu.
-Córeczko!
-Mamo!
-Tak bardzo się martwiłam.
-Przepraszam za wszystko.
-To ja przepraszam, nie powinnam zakazywać ci spotykać się z Niallem.
-A będę mogła wrócić do Londynu?
-Tak córeczko, jesteś dorosła.
-Dziękuję.
A jednak dobrze, że zostałam porwana wszystko się dobrze ułożyło. Tak bardzo chciałam wrócić już do Londynu.








sobota, 2 listopada 2013

A jednak/rozdział 36

Zbliżała się noc nie mogłam zasnąć za bardzo się bałam. W sali w której byłam było strasznie zimno a ja miałam cienkie spodnie i rozdartą koszulkę. Plecy bolały mnie jak cholera i jeszcze ta myśl, że tam na zewnątrz leży ciało Josh'a mnie przerażała czułam w sobie ból, może gdyby mnie zastrzelił, to może moje problemy by się skończyły. Usłyszałam jakieś odgłosy. Słyszałam jak ojciec Josh'a krzyczy do kogoś nie słyszałam odpowiedzi. Przysłuchiwałam się bardziej. A potem ten bandzior powiedział ,,Możesz do niej iść'' dalej nie słyszałam czy to chodziło o mnie. Gdy drzwi się otworzyły zobaczyłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała.
-Josh!-krzyknęłam z nie dowierzaniem, wstałam z zimnej podłogi i pobiegłam w jego stronę.
-Rose-przytulił mnie.
-Ty żyjesz!
-Żyję-spojrzałam przez ramię Josh'a czy nie stoi gdzieś jego ojciec, na szczęście go nie było.
-Twój ojciec mówił że nie żyjesz.
-Dostałem w ramię, leżałem chwilę nieprzytomny a później poszedłem do domu, to ten mały budynek obok fabryki no i tam opatrzyłem ranę ale boli jak cholera kula nadal tam jest.
-Musisz szybko jechać do szpitala.
-Nie mogę ojciec mi nie pozwolił nigdzie stąd iść.
-Ale może ci się coś stać.
-Nic mi nie będzie-zapewniał.
-Jak dobrze, że jesteś, dzięki tobie jestem tu jeszcze normalna.
-Przepraszam Rose najchętniej to bym cię wypuścił.
-Już raz spróbowałeś, mam nadzieję że rodzice i Niall uzbierają te pieniądze.
-Też mam taką nadzieję powinnaś się przespać, poczekaj zaraz przyniosę ci jakiś materac.
Byłam taka szczęśliwa że Josh żyje gdy tylko z tego wyjdę to od razu pójdę na policję i powiem o tym bandziorze czyli ojcu Josh'a mam nadzieję, że dostanie dożywocie. Po chwili do sali wszedł Josh z materacami. Położył je na podłodze jeden na drugim.
-Będzie ci cieplej, masz-dał mi swoją bluzę, wzięłam od razu bo było mi bardzo zimno. Josh usiadł obok.
-Gdzie twój ojciec?
-Na korytarzu ma stary fotel siedzi na nim i się wścieka że żyję.
-Nie mów tak.
-Najchętniej to zabrałbym cie do domu, ale ojciec mi nie pozwoli.
-Nie musisz się mną tak zajmować.
-Ale chcę, mam wieli szacunek do dziewczyn,nie tak jak mój ojciec, pewnie mówił ci o mojej dziewczynie.
-Mówił, tak mi przykro.
-Nie na widzę sukinsyna, najchętniej to bym go zabił.
-Wiesz ile ja bym dała żeby przytulić się do rodziców, jeszcze wczoraj mówiłam im że ich nie na widzę. Chłopak ze mną zerwał ale to dlatego że rodzice mu kazali, bardzo go kocham i tęsknię za nim.
-Też bym tak chciał, twoje życie jest normalne a moje jakieś popieprzone.
-Wcale nie mam normalnego życia byłam w śpiączce. Taki Roger dwa razy próbował mnie zgwałcić, chłopak był w szpitalu, siostra przedawkowała i umarła. Teraz cały czas kłócę się z rodzicami a Niall myśli że mam nowego chłopaka. A teraz to.
-Czyli też rozkoszy nie miałaś.
-Nie, ale i tak miałeś gorzej, masakra.
-Nie rozmawiajmy o tym. Twój chłopak ten Niall nadal cie kocha cały czas dzwoni i pyta czy jesteś cała i w ogóle.. i mówił że zebrali już połowę kasy widzisz w nie cały dzień maja 50 tysięcy na pewno uzbierają kasę i będziesz wolna tylko ja z nim zostanę.
-Nie, zabiorę cię stąd.
-Nie ma szans jeszcze nas zabije.
-Obiecuję ci to za dużo przez niego wycierpiałeś.
-Dobrze Rose a teraz śpij i nie myśl o tym. Nie pozwolę żeby ojciec ci coś zrobił.
__________________________________________________________________________
Ostatnio nie wstawiałam postów ale dzisiaj to nadrobiłam i wstawiłam 2 rozdziały.. proszę o komentarze....:)  Majka.

Ból/Rozdział 35

Złapał mnie mocno za rękę i pociągnął w stronę innego pomieszczenia. Nie było w nim nic, pusta sala, było w niej tylko pełno kurzu i pajęczyny. Popchnął mnie na ścianę najmocniej jak mógł. W plechach poczułam ogromny ból jakby kości miały mi zaraz się pokruszyć. Nie mogłam zapanować nad sobą upadłam a potem zaczęłam gorzko płakać ten płacz nie był spowodowany tylko bólem jaki przeszywał moje ciało. Ale i bólem w sercu nie mogłam się pogodzić z tym, że Josh leżał teraz na zewnątrz i się wykrwawiał był moim jedynym wybawieniem tutaj a teraz zostałam tylko ja i jego ojciec. Patrzał na mnie nie chciałam się mu przyglądać ale czasami zerkałam, zobaczyłam na jego twarzy uśmiech, dlaczego? Jak miał powód do tego żeby się śmiać, to że leżałam przed nim i konałam z bólu, czy to, że postrzelił swojego syna. Podszedł do mnie i znowu mocno złapał mnie za policzki.
-I po co wam to było?Trzeba było nie uciekać.
-Czy ty w ogóle masz serce, jak mogłeś strzelić do syna.
-Normalnie jakoś się tym nie przejmuje i tak tylko mi przeszkadzał .
-Ty jesteś nienormalny.
-Nie myśl o mnie źle słonko.
Odwróciłam twarz łzy leciały mi jak woda.
-Zepsuliście mi humor a mogło być tak fajnie. Nie wiem czy karać cię dzisiaj czy jutro.
-I tak mnie nie zabijesz! Przecież chcesz mieć kasę.
-Nawet cie nie chcę zabić nie mów tak chcę cię ukarać.
-Po co ci to. Przecież i tak ci zapłacą, dlaczego chcesz się nade mną znęcać?
-Bo lubię? Znęcałem się nad żoną nad synami. Nawet ci się pochwalę, że zgwałciłem dziewczynę Josh'a i się zabiła, ale to było dawno!
-Co, jak mogłeś, ty się jeszcze tym chwalisz, jesteś skończony. Jak mogłeś ich tak skrzywdzić co oni ci zrobili. Powinieneś się leczyć.
Puścił mnie i wstał, wyjął papierosa i zaczął go palić, co chwilę się uśmiechał.Było mi tak żal jego rodziny, a najbardziej Josh'a zrozumiałam to dlaczego był dla mnie taki dobry i nie dał mnie skrzywdzić. Bo jego ojciec zgwałcił jego dziewczynę, która później przez to popełniła samobójstwo, jak Josh musiał się wtedy okropnie czuć. Najchętniej to pobiegłabym teraz do niego, nie wiedziałam czy on żyje czy nie.
-Mogę wyjść na zewnątrz?-spytałam miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Cyba sobie żartujesz!
-Błagam, chcę tylko sprawdzić czy Josh żyje, błagam
-Nie żyje!
-A skąd wiesz! Może żyje.
-Nie żyje Nie rozumiesz.
Pękło coś we mnie znów zaczęłam płakać.

Myślami Nialla...
Mieliśmy czas do jutra do 19:00 zbliżała się noc mieliśmy 48 tysięcy na razie. Martwiłem się o Rose a raczej bałem się o nią. Nie wiedziałem co ona robi i czy nie dzieje się jej krzywda. Chciałem ją zobaczyć. Wiem, że  miała drugiego chłopaka James'a, bo mówiła mi jej matka, ale nie liczyło się to dla mnie w tamtej chwili. Najbardziej bałem się o to, że ci porywacze mogą ja zgwałcić i tak przeżyła traumę to dla niej za wiele.