Złapał mnie mocno za rękę i pociągnął w stronę innego pomieszczenia. Nie było w nim nic, pusta sala, było w niej tylko pełno kurzu i pajęczyny. Popchnął mnie na ścianę najmocniej jak mógł. W plechach poczułam ogromny ból jakby kości miały mi zaraz się pokruszyć. Nie mogłam zapanować nad sobą upadłam a potem zaczęłam gorzko płakać ten płacz nie był spowodowany tylko bólem jaki przeszywał moje ciało. Ale i bólem w sercu nie mogłam się pogodzić z tym, że Josh leżał teraz na zewnątrz i się wykrwawiał był moim jedynym wybawieniem tutaj a teraz zostałam tylko ja i jego ojciec. Patrzał na mnie nie chciałam się mu przyglądać ale czasami zerkałam, zobaczyłam na jego twarzy uśmiech, dlaczego? Jak miał powód do tego żeby się śmiać, to że leżałam przed nim i konałam z bólu, czy to, że postrzelił swojego syna. Podszedł do mnie i znowu mocno złapał mnie za policzki.
-I po co wam to było?Trzeba było nie uciekać.
-Czy ty w ogóle masz serce, jak mogłeś strzelić do syna.
-Normalnie jakoś się tym nie przejmuje i tak tylko mi przeszkadzał .
-Ty jesteś nienormalny.
-Nie myśl o mnie źle słonko.
Odwróciłam twarz łzy leciały mi jak woda.
-Zepsuliście mi humor a mogło być tak fajnie. Nie wiem czy karać cię dzisiaj czy jutro.
-I tak mnie nie zabijesz! Przecież chcesz mieć kasę.
-Nawet cie nie chcę zabić nie mów tak chcę cię ukarać.
-Po co ci to. Przecież i tak ci zapłacą, dlaczego chcesz się nade mną znęcać?
-Bo lubię? Znęcałem się nad żoną nad synami. Nawet ci się pochwalę, że zgwałciłem dziewczynę Josh'a i się zabiła, ale to było dawno!
-Co, jak mogłeś, ty się jeszcze tym chwalisz, jesteś skończony. Jak mogłeś ich tak skrzywdzić co oni ci zrobili. Powinieneś się leczyć.
Puścił mnie i wstał, wyjął papierosa i zaczął go palić, co chwilę się uśmiechał.Było mi tak żal jego rodziny, a najbardziej Josh'a zrozumiałam to dlaczego był dla mnie taki dobry i nie dał mnie skrzywdzić. Bo jego ojciec zgwałcił jego dziewczynę, która później przez to popełniła samobójstwo, jak Josh musiał się wtedy okropnie czuć. Najchętniej to pobiegłabym teraz do niego, nie wiedziałam czy on żyje czy nie.
-Mogę wyjść na zewnątrz?-spytałam miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Cyba sobie żartujesz!
-Błagam, chcę tylko sprawdzić czy Josh żyje, błagam
-Nie żyje!
-A skąd wiesz! Może żyje.
-Nie żyje Nie rozumiesz.
Pękło coś we mnie znów zaczęłam płakać.
Myślami Nialla...
Mieliśmy czas do jutra do 19:00 zbliżała się noc mieliśmy 48 tysięcy na razie. Martwiłem się o Rose a raczej bałem się o nią. Nie wiedziałem co ona robi i czy nie dzieje się jej krzywda. Chciałem ją zobaczyć. Wiem, że miała drugiego chłopaka James'a, bo mówiła mi jej matka, ale nie liczyło się to dla mnie w tamtej chwili. Najbardziej bałem się o to, że ci porywacze mogą ja zgwałcić i tak przeżyła traumę to dla niej za wiele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz