-No mów mamo!-nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
-Tak mi przykro Rose...
-Co się stało do jasnej cholery!
-Miał operację i nie wybudził się z narkozy jego organizm był za słaby.
Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Kiedy to się stało?
-W nocy.
Rozłączyłam się myślałam że wybuchnę. Wtedy w szpitalu obiecałam mu że go odwiedzę. A teraz.....On nikogo nie ma żadnej rodziny.
-Co się stało?-do salonu wszedł Niall.
-Josh nie żyje.
Nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił wiedział że Josh był moim przyjacielem.
-Lecimy do Ameryki!-poinformowałam Horana.
-Teraz? przecież nawet go nie znaliśmy.
-Może ty nie ale ja znałam go i zorganizuje mu pogrzeb.
-Rose poinformujemy jego rodzinę.
-On nie miał rodziny! Jak chcesz to nie leć, sama polecę-zdenerwowana odwróciłam się od niego i poszłam w stronę sypialni, zamknęłam drzwi z trzaskiem...no super znowu kłótnia.
Zamówiłam bilety do Chicago i za cztery godziny miał być samolot.jeszcze zadzwoniłam do mamy aby uprzedzić ją o moim przyjeździe. Te cztery godziny minęły bardzo szybko byłam już na lotnisku i nagle zobaczyłam biegnącego w moją stronę Nialla.
-Rose czekaj. Przepraszam cię...nie wiem dlaczego tak zareagowałem, lecę z tobą.-przytulił mnie czuło i pocałował w czubek głowy, tak bardzo to lubiłam. Samolot do Chicago odlatuje za 10 minut, udaliśmy się na odprawę i już po chwili byliśmy w samolocie. miejsca były podwójne i potrójne, niestety mieliśmy miejsce w potrójnym rzędzie. Usiadłam obok jakiejś dziewczyny. Gdy byliśmy w powietrzu ona cały czas płakała było mi jej żal, chociaż nawet nie wiedziałam z jakiego powodu szlochała.
-Czy cos sie stało?-w końcu zapytałam jej.
-Stało! Chłopak którego tak bardzo kochałam zostawił mnie.
-Tak mi przykro, może jeszcze dacie sobie jedna szansę.
-Chciałabym ale on popełnił samobójstwo-moje serce jakby się zatrzymało to było za wiele, pomyślałam o Niallu że ja też mogę go stracić, że może się mu coś stać. Przecież nigdy nic nie wiadomo. Myśl że mogłabym go stracić przerażało mnie. Złapałam ukochanego za rękę. Objął mnie jak dobrze, że go miałam. Dziewczyna dalej płakała a ja myślałam o śmierci Josh'a, o śmierci Ellie i o śmierci Grega. Każde z nich zginęło z innego powodu. Myślałam tak jeszcze długo, aż zasnęłam.
-Rose obudź się-usłyszałam głos Nialla.
-Zaraz.
-Lądujemy.
Otworzyłam oczy zobaczyłam buźkę Nialla był taki przystojny. Dziewczyna również spała obudziłam ja.
~~U rodziców Rose~~
-Musimy zorganizować mu pogrzeb mamo.
-Rose, ale go nawet nie znałam.
-ale ja go znałam, jeśli nie chcecie mi pomóc to sama sobie poradzę.
-Pomożemy Ci.
~~Dzień pogrzebu~~
Wszystko załatwiliśmy Josh miał piękny pogrzeb. Jego ojciec nie chciał przyjechać chociaż rozmawiałam z nim i próbowałam go przekonać. Jebany sukinsyn to przez niego Josh nie żyje. Wróciliśmy do domu rodziców. Miałam z Niallem zostać u nich do jutra. Zjedliśmy obiad, zaczęła mnie boleć głowa, poszłam się położyć. Myślałam o tym co było, że jeszcze tak nie dawno płakałam, byłam sama rozstaliśmy się z Niallem a teraz jesteśmy razem a ja znowu płacze tym razem z powodu śmierci Josha, cały czas płaczę miałam już tego dosyć. W moim życiu było więcej płaczu niż szczęścia. Leżałam w łóżku i myślałam o przeszłości, ale co ja robię powinnam mysleć o tym co będzie a nie o tym co było. do pokoju wszedł Niall.
-Jak się czujesz?
-Głowa mnie boli-powiedziałam.
podszedł do mnie i położył się obok.
-Mnie też boli głowa-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Wiesz Niall to wszystko jest jakieś popieprzone. Kiedy my w końcu będziemy szczęśliwi co?
-Nie wiem Rose.
Myślami Nialla...
Tak bardzo było mi jej żal chciałem aby w końcu była szczęśliwa, ale co mogłem poradzić na to, że wszystko się wali, że ona cały czas cierpi. Przypomniałem sobie o mojej niespodziance dla niej. Postanowiłem, że w końcu to zrobię po naszym powrocie. Wtedy na pewno będzie szczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz