Zapraszam serdecznie do czytania drugiego bloga pod tytułem ,,My Angel,,.
http://harrystylesfanfiction-myangel.blogspot.com/
piątek, 27 grudnia 2013
środa, 13 listopada 2013
Już na zawsze razem/Rozdział 45
-Chodź zawiozę cie do Harry'ego a ja pójdę wszystko załatwić ok?-powiedział Zayn.
Nie odzywałam się do niego, byłam załamana nie chciałam nigdzie iść tylko tu zostać, ja też powinnam zginąć razem z Niallem.
~~~~U Harry'ego~~~~~
-Rose!-przytulił mnie, ile ja bym dała żeby zamiast Harry'ego stał przede mną Niall.
-Idź do salonu zaraz przyjdę.
-Zaopiekuj się nią i staraj się cały czas z nią być, boje się że..... no wiesz.
-Dobra postaram się, co się stało do jasnej cholery!-nagle zaczął krzyczeć.
-Nie wiem coś zaczęło się psuć, myślałem że są 3 spadochrony a były dwa, gdybym wiedział.....po co ja ich zabierałem na tą pieprzoną wycieczkę.
-Zayn nikt nie wiedział. Przyjdź jutro wieczorem będą też Louis i Liam, musimy zorganizować mu pogrzeb przecież on miał tylko nas i Rose.
-Dobra ja muszę jechać na policję.
-Powodzenia.
-Mam nadzieję że mnie nie zamkną, nara.
-Do jutra i zadzwoń.
-Ok.
Myślami Harry'ego...
Musiałem się nią zaopiekować była załamana nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
-Może chcesz się położyć, choć zaprowadzę cie do sypialni.
Nie chętnie wstała i ruszyła za mną.
-Chcesz pogadać?
-Tak.
-Usiądźmy.
-Harry on mi obiecał że wyskoczy zaraz za mną, dlaczego mi to zrobił, dlaczego mnie okłamał.
-Chciał cie ocalić, dobrze wiedział że jeśli by ci powiedział, że nie ma trzeciego spadochronu to byś została z nim i ty też byś zginęła.
-Wolałabym to niż żyć bez niego.
Przytuliła mnie i zaczęła płakać, cała się trzęsła.
-Nigdy nie zapomnę tego widoku...-powiedziała przez łzy.
-.............
Nie wiedziałem co jej powiedzieć, łzy napływały mi do oczu, było mi jej bardzo szkoda, ona straciła ukochanego, a ja przyjaciela.
-Chcę zostać sama.
-Rose.
-Proszę.-spojrzała błagająco w moje oczy.
-Dobra pójdę zrobić kolację za jakieś 30 minut przyjdź ok?
-Dobrze.
Myślami Rose...
Co ja mam teraz zrobić, na myśl przychodziło mi tylko jedno rozwiązanie, wtedy już na zawsze będę z Niallem.....
~~~~~30 minut później~~~~
Miała przyjść, gdzie ona jest, najlepiej jak po nią pójdę. Strasznie się bałem że zobaczę coś czego bym nie chciał.
-Rose.
Na szczęście siedziała na krześle i patrzyła w okno, w ogóle się nie odzywała.
-Rose w porządku?
Widziałem jej zapłakane oczy, mówiły mi abym sobie poszedł, zrobiłem to wiedziałem, że chce zostać sama.
Myślami Rose...
Nie miałam innego wyjścia, poszłam do łazienki i zaczęłam łykać wszystkie leki jakie tylko miał Harry, źle się poczułam, bałam się że mogą mnie uratować postanowiłam przeciąć żyły, zrobiłam to_______________________________________________________________________________~~~~30 minut później~~~~
-Rose błagam obudź się Rose słyszysz....
Co ona zrobiła dlaczego!? zadzwoniłem po karetkę i po chłopaków. Po kilku minutach przyjechała karetka zaraz za nią chłopaki.
-Gdzie jest poszkodowana?
-Tam w łazience-lekarze pobiegli w stronę łazienki-i co?
-Przykro mi od jakichś 30 minut nie żyje.
Chłopaki stali za mną, zobaczyłem Liama-płakał-mi łzy też zaczęły spływać po policzkach.
Zabrali jej ciało...
-Gdzie Zayn?
-Jeszcze go nie wypuścili.
Nagle usłyszałem jak ktoś trzasnął drzwiami.
-Co się stało-przed nami stał Zayn-widziałem jak odjeżdża stąd karetka.
-Rose ona.......popełniła samobójstwo.
-Co!!!!!Dlaczego jej nie pilnowałeś.
Zayn był wściekły i zrozpaczony.
-Przestań Zayn nie możemy obwiniać Harry'ego.-odezwał się Liam.
-Co może miałem z nią do łazienki wejść.
-Już dajcie spokój-powiedział ze smutkiem Lou.
~~~~~Dzień później~~~~~
-Musimy zorganizować im pogrzeb.
-Mieliśmy zorganizować dzisiaj pogrzeb dla Nialla a nie dla Nialla i Rose.
-Zayn przestań!
-Niech będą mieli wspólny pogrzeb, pochowamy ich razem żeby już zawsze byli razem.
-A zadzwoniliście do jej rodziny?
-Tak ja zadzwoniłem.
-Dobra to teraz jedźmy wszystko załatwić.
~Dwa dni później, dzień pogrzebu~
Myślami Harry'ego...
Wszystko było jak trzeba, Rose i Niall zostali razem już na zawsze.Wczoraj Zayn miał rozprawę w sądzie i dostał 2 lata w zawieszeniu. Rodzina Rose obwiniała go za to wszystko ale jakoś dał radę. Rose kiedyś mówiła że z Niallem będzie już na zawsze, ksiądz udzielił im ślubu pośmiertnego bo Rose chciała być jego żoną. Teraz na pewno są razem i są szczęśliwi a ja ZAWSZE BĘDĘ MIAŁ ICH W SWOIM SERCU....
KONIEC...
Nie odzywałam się do niego, byłam załamana nie chciałam nigdzie iść tylko tu zostać, ja też powinnam zginąć razem z Niallem.
~~~~U Harry'ego~~~~~
-Rose!-przytulił mnie, ile ja bym dała żeby zamiast Harry'ego stał przede mną Niall.
-Idź do salonu zaraz przyjdę.
-Zaopiekuj się nią i staraj się cały czas z nią być, boje się że..... no wiesz.
-Dobra postaram się, co się stało do jasnej cholery!-nagle zaczął krzyczeć.
-Nie wiem coś zaczęło się psuć, myślałem że są 3 spadochrony a były dwa, gdybym wiedział.....po co ja ich zabierałem na tą pieprzoną wycieczkę.
-Zayn nikt nie wiedział. Przyjdź jutro wieczorem będą też Louis i Liam, musimy zorganizować mu pogrzeb przecież on miał tylko nas i Rose.
-Dobra ja muszę jechać na policję.
-Powodzenia.
-Mam nadzieję że mnie nie zamkną, nara.
-Do jutra i zadzwoń.
-Ok.
Myślami Harry'ego...
Musiałem się nią zaopiekować była załamana nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
-Może chcesz się położyć, choć zaprowadzę cie do sypialni.
Nie chętnie wstała i ruszyła za mną.
-Chcesz pogadać?
-Tak.
-Usiądźmy.
-Harry on mi obiecał że wyskoczy zaraz za mną, dlaczego mi to zrobił, dlaczego mnie okłamał.
-Chciał cie ocalić, dobrze wiedział że jeśli by ci powiedział, że nie ma trzeciego spadochronu to byś została z nim i ty też byś zginęła.
-Wolałabym to niż żyć bez niego.
Przytuliła mnie i zaczęła płakać, cała się trzęsła.
-Nigdy nie zapomnę tego widoku...-powiedziała przez łzy.
-.............
Nie wiedziałem co jej powiedzieć, łzy napływały mi do oczu, było mi jej bardzo szkoda, ona straciła ukochanego, a ja przyjaciela.
-Chcę zostać sama.
-Rose.
-Proszę.-spojrzała błagająco w moje oczy.
-Dobra pójdę zrobić kolację za jakieś 30 minut przyjdź ok?
-Dobrze.
Myślami Rose...
Co ja mam teraz zrobić, na myśl przychodziło mi tylko jedno rozwiązanie, wtedy już na zawsze będę z Niallem.....
~~~~~30 minut później~~~~
Miała przyjść, gdzie ona jest, najlepiej jak po nią pójdę. Strasznie się bałem że zobaczę coś czego bym nie chciał.
-Rose.
Na szczęście siedziała na krześle i patrzyła w okno, w ogóle się nie odzywała.
-Rose w porządku?
Widziałem jej zapłakane oczy, mówiły mi abym sobie poszedł, zrobiłem to wiedziałem, że chce zostać sama.
Myślami Rose...
Nie miałam innego wyjścia, poszłam do łazienki i zaczęłam łykać wszystkie leki jakie tylko miał Harry, źle się poczułam, bałam się że mogą mnie uratować postanowiłam przeciąć żyły, zrobiłam to_______________________________________________________________________________~~~~30 minut później~~~~
-Rose błagam obudź się Rose słyszysz....
Co ona zrobiła dlaczego!? zadzwoniłem po karetkę i po chłopaków. Po kilku minutach przyjechała karetka zaraz za nią chłopaki.
-Gdzie jest poszkodowana?
-Tam w łazience-lekarze pobiegli w stronę łazienki-i co?
-Przykro mi od jakichś 30 minut nie żyje.
Chłopaki stali za mną, zobaczyłem Liama-płakał-mi łzy też zaczęły spływać po policzkach.
Zabrali jej ciało...
-Gdzie Zayn?
-Jeszcze go nie wypuścili.
Nagle usłyszałem jak ktoś trzasnął drzwiami.
-Co się stało-przed nami stał Zayn-widziałem jak odjeżdża stąd karetka.
-Rose ona.......popełniła samobójstwo.
-Co!!!!!Dlaczego jej nie pilnowałeś.
Zayn był wściekły i zrozpaczony.
-Przestań Zayn nie możemy obwiniać Harry'ego.-odezwał się Liam.
-Co może miałem z nią do łazienki wejść.
-Już dajcie spokój-powiedział ze smutkiem Lou.
~~~~~Dzień później~~~~~
-Musimy zorganizować im pogrzeb.
-Mieliśmy zorganizować dzisiaj pogrzeb dla Nialla a nie dla Nialla i Rose.
-Zayn przestań!
-Niech będą mieli wspólny pogrzeb, pochowamy ich razem żeby już zawsze byli razem.
-A zadzwoniliście do jej rodziny?
-Tak ja zadzwoniłem.
-Dobra to teraz jedźmy wszystko załatwić.
~Dwa dni później, dzień pogrzebu~
Myślami Harry'ego...
Wszystko było jak trzeba, Rose i Niall zostali razem już na zawsze.Wczoraj Zayn miał rozprawę w sądzie i dostał 2 lata w zawieszeniu. Rodzina Rose obwiniała go za to wszystko ale jakoś dał radę. Rose kiedyś mówiła że z Niallem będzie już na zawsze, ksiądz udzielił im ślubu pośmiertnego bo Rose chciała być jego żoną. Teraz na pewno są razem i są szczęśliwi a ja ZAWSZE BĘDĘ MIAŁ ICH W SWOIM SERCU....
KONIEC...
wtorek, 12 listopada 2013
Ocalić i zginąć/Rozdział 44
Był Ranek.
Już nie mogłam się doczekać tej niespodzianki Nialla. Podobno miał mnie gdzieś zabrać. Poszłam do kuchni, zobaczyłam Nialla przygotowującego śniadanie.
-Dzień dobry kochanie-powiedział niebieskooki blondyn.
-Hej.
-Niedługo wychodzimy.
-Tak w ogóle to gdzie chcesz mnie zabrać?-byłam ciekawa gdzie mamy iśc ale on jak zwykle nic nie chciał mi powiedzieć.
-No proszę Niall powiedz!
-To niespodzianka.
-Dobra, nie to nie-udawałam obrażoną.
-Proszę śniadanie-postawił przede mną talerz z omletem i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuję, a gdzie Harry?
-Nie wrócił na noc dzwonił że jest u chłopaków, nie chciał nam przeszkadzać.
Myślami Rose...
Zjedliśmy w ciszy. Gdy skończyliśmy jeść odłożyłam naczynia do zlewu. Poszliśmy na górę się szykować. strasznie się denerwowałam, ponieważ nie wiedziałam dokąd mój chłopak chce mnie zabrać. Szczerze to bardzo nie chciałam tam jechać ale nie chciałam sprawić przykrości Niallowi.
~~~~
-Gotowa?-zapytał Niall.
-Tak, świetnie wyglądasz.
-Dzięki ty też pięknie wyglądasz.
Myślami Rose...
Niall wyglądał ślicznie, miał jeansy, białe skety, czarny t-shirt i niebieską bluzę. A ja miałam na sobie zwykłe rurki, czarną bokserkę i jeansową kamizelkę. Wyglądałam przy nim tak zwyczajnie i nudno, no ale trudno. Tylko nie rozumiałam dlaczego on się tak wystroił? O co tu do cholery chodzi?
-Dobra jedziemy.
Weszliśmy do auta Nialla i pojechaliśmy. Jechaliśmy strasznie długo, aż przed oczami miałam lotnisko, tylko że to lotnisko było o wiele mniejsze niż zwykłe. Stał tam już Zayn.
-Co my tu robimy?-zapytałam ze zdenerwowaniem.
-No wiesz, chcę cię zabrać na wycieczkę, będziemy latać samolotem, który z resztą będzie pilotował Zayn, to będzie taka podniebna wycieczka nad Londynem.
-Łał...Super.
-No widzisz? a tak ci się nie chciało iść, ok, chodź wsiadamy.
Ale się cieszę, jeszcze nie leciałam takim samolotem, już nie mogłam się doczekać.......
Po wejściu do samolotu zaczęłam się bać ale Niall mocno mnie przytulił i powiedział że to nic strasznego.
~~~~~~~~~~
-Piękne widoki co nie Rose?
-Piękne to mało powiedziane.
-Dobra, zmieniamy kierunek teraz trochę natury, lecimy nad lasem-powiedział nasz super pilot Zayn.
-Rose, chcę ci coś powiedzieć-nagle odezwał się Niall, o co mu chodziło?
- O czym?
-Zayn-Horan krzyknął do Zayna. I nagle włączyła się nastrojowa muzyka.
-Ok. przejdę do rzeczy. Wyjdziesz za mnie?
Wyjął piękny pierścionek i malutki bukiecik. Co? on poprosił mnie o rękę? serce zaczęło mi mocniej bić i rzuciłam mu się na szyję.
-Oczywiście że TAK.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie jakiś 20 minut i podziwialiśmy piękne widoki. Ale niestety piękne chwile się skończyły.
-Co się dzieje?-nagle zaczęło trząść samolotem.
-Zayn-Niall krzyczał do przyjaciela.
-Nie jestem pewien, ale chyba silnik przestaje działać, musimy skakać,włączyłem automatycznego pilota, żeby mieć czas aby wyskoczyć.
Rzucił nam spadochron. Pierwszy wskoczył Zayn. My chcieliśmy poczekać, chciałam wyskoczyć z nim.
-Masz spadochron i skacz-Niall założył mi spadochron.
-A ty?
-Skaczę zaraz za tobą ale najpierw ty.
-Obiecujesz?
-.....Obiecuję,skacz-oboje płakaliśmy nie mogłem powstrzymać łez Rose trzymała moją rekę i nie chciała puścić.
-Niall kocham cię.
-Ja ciebie tez do zobaczenia na dole, Rose już bo zaraz się rozbijemy.
-Dobrze skacz za mną.
-Ok. Kocham Cię.
-Skacz ze mną.
-Rose skacz rozumiesz.
-Niall błagam.
Myślami Nialla...
Jeszcze raz powiedziałem że ja kocham i wypchnąłem ją z samolotu. Co ona zrobi? Ale musiałem ja okłamać, gdyby się dowiedziała że nie mam spadochronu to by nie wyskoczyła. Trudno. I nie obwiniam Zayna, mógł nie wiedzieć mam nadzieję że chłopaki zaopiekują się Rose.
~~~~~~~~
-Gdzie on jest?-znalazłam Zayna a Nialla nigdzie nie było.
-Patrz tam leży samolot, uwaga on jeszcze może wybuchnąć.
Biegliśmy ile sił w nogach.
-Jest-krzyczał Zayn, pobiegłam i zobaczyłam to czego nigdy ni chciałam zobaczyć.
-Żyje???-krzyczałam do Zayna-Sprawdź puls!!!
I co??-Zayn wstał z oczami we łzach.
-Posłuchaj Rose...
-Nie Nie!!!!proszę powiedz że żyje.
-Przykro mi.
-Cooo????-zaczęłam biec gdzieś przed siebie, nie mogłam w to uwierzyć. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę, miałam nadzieję....ale to był Zayn.
-Chodź musimy zadzwonić po karetkę żeby zabrali ciało Nia....-rozpłakał się.
Strasznie płakałam, łzy leciały mi jak groch.
-Dlaczego? przecież mi obiecał.
______________________________________________________________________________
I jak podoba się?..:*
Już nie mogłam się doczekać tej niespodzianki Nialla. Podobno miał mnie gdzieś zabrać. Poszłam do kuchni, zobaczyłam Nialla przygotowującego śniadanie.
-Dzień dobry kochanie-powiedział niebieskooki blondyn.
-Hej.
-Niedługo wychodzimy.
-Tak w ogóle to gdzie chcesz mnie zabrać?-byłam ciekawa gdzie mamy iśc ale on jak zwykle nic nie chciał mi powiedzieć.
-No proszę Niall powiedz!
-To niespodzianka.
-Dobra, nie to nie-udawałam obrażoną.
-Proszę śniadanie-postawił przede mną talerz z omletem i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuję, a gdzie Harry?
-Nie wrócił na noc dzwonił że jest u chłopaków, nie chciał nam przeszkadzać.
Myślami Rose...
Zjedliśmy w ciszy. Gdy skończyliśmy jeść odłożyłam naczynia do zlewu. Poszliśmy na górę się szykować. strasznie się denerwowałam, ponieważ nie wiedziałam dokąd mój chłopak chce mnie zabrać. Szczerze to bardzo nie chciałam tam jechać ale nie chciałam sprawić przykrości Niallowi.
~~~~
-Gotowa?-zapytał Niall.
-Tak, świetnie wyglądasz.
-Dzięki ty też pięknie wyglądasz.
Myślami Rose...
Niall wyglądał ślicznie, miał jeansy, białe skety, czarny t-shirt i niebieską bluzę. A ja miałam na sobie zwykłe rurki, czarną bokserkę i jeansową kamizelkę. Wyglądałam przy nim tak zwyczajnie i nudno, no ale trudno. Tylko nie rozumiałam dlaczego on się tak wystroił? O co tu do cholery chodzi?
-Dobra jedziemy.
Weszliśmy do auta Nialla i pojechaliśmy. Jechaliśmy strasznie długo, aż przed oczami miałam lotnisko, tylko że to lotnisko było o wiele mniejsze niż zwykłe. Stał tam już Zayn.
-Co my tu robimy?-zapytałam ze zdenerwowaniem.
-No wiesz, chcę cię zabrać na wycieczkę, będziemy latać samolotem, który z resztą będzie pilotował Zayn, to będzie taka podniebna wycieczka nad Londynem.
-Łał...Super.
-No widzisz? a tak ci się nie chciało iść, ok, chodź wsiadamy.
Ale się cieszę, jeszcze nie leciałam takim samolotem, już nie mogłam się doczekać.......
Po wejściu do samolotu zaczęłam się bać ale Niall mocno mnie przytulił i powiedział że to nic strasznego.
~~~~~~~~~~
-Piękne widoki co nie Rose?
-Piękne to mało powiedziane.
-Dobra, zmieniamy kierunek teraz trochę natury, lecimy nad lasem-powiedział nasz super pilot Zayn.
-Rose, chcę ci coś powiedzieć-nagle odezwał się Niall, o co mu chodziło?
- O czym?
-Zayn-Horan krzyknął do Zayna. I nagle włączyła się nastrojowa muzyka.
-Ok. przejdę do rzeczy. Wyjdziesz za mnie?
Wyjął piękny pierścionek i malutki bukiecik. Co? on poprosił mnie o rękę? serce zaczęło mi mocniej bić i rzuciłam mu się na szyję.
-Oczywiście że TAK.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie jakiś 20 minut i podziwialiśmy piękne widoki. Ale niestety piękne chwile się skończyły.
-Co się dzieje?-nagle zaczęło trząść samolotem.
-Zayn-Niall krzyczał do przyjaciela.
-Nie jestem pewien, ale chyba silnik przestaje działać, musimy skakać,włączyłem automatycznego pilota, żeby mieć czas aby wyskoczyć.
Rzucił nam spadochron. Pierwszy wskoczył Zayn. My chcieliśmy poczekać, chciałam wyskoczyć z nim.
-Masz spadochron i skacz-Niall założył mi spadochron.
-A ty?
-Skaczę zaraz za tobą ale najpierw ty.
-Obiecujesz?
-.....Obiecuję,skacz-oboje płakaliśmy nie mogłem powstrzymać łez Rose trzymała moją rekę i nie chciała puścić.
-Niall kocham cię.
-Ja ciebie tez do zobaczenia na dole, Rose już bo zaraz się rozbijemy.
-Dobrze skacz za mną.
-Ok. Kocham Cię.
-Skacz ze mną.
-Rose skacz rozumiesz.
-Niall błagam.
Myślami Nialla...
Jeszcze raz powiedziałem że ja kocham i wypchnąłem ją z samolotu. Co ona zrobi? Ale musiałem ja okłamać, gdyby się dowiedziała że nie mam spadochronu to by nie wyskoczyła. Trudno. I nie obwiniam Zayna, mógł nie wiedzieć mam nadzieję że chłopaki zaopiekują się Rose.
~~~~~~~~
-Gdzie on jest?-znalazłam Zayna a Nialla nigdzie nie było.
-Patrz tam leży samolot, uwaga on jeszcze może wybuchnąć.
Biegliśmy ile sił w nogach.
-Jest-krzyczał Zayn, pobiegłam i zobaczyłam to czego nigdy ni chciałam zobaczyć.
-Żyje???-krzyczałam do Zayna-Sprawdź puls!!!
I co??-Zayn wstał z oczami we łzach.
-Posłuchaj Rose...
-Nie Nie!!!!proszę powiedz że żyje.
-Przykro mi.
-Cooo????-zaczęłam biec gdzieś przed siebie, nie mogłam w to uwierzyć. Poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę, miałam nadzieję....ale to był Zayn.
-Chodź musimy zadzwonić po karetkę żeby zabrali ciało Nia....-rozpłakał się.
Strasznie płakałam, łzy leciały mi jak groch.
-Dlaczego? przecież mi obiecał.
______________________________________________________________________________
I jak podoba się?..:*
poniedziałek, 11 listopada 2013
Taki delikatny/Rozdział 43
~Kilka dni później~
Właśnie wróciliśmy z pogrzebu rodziców Nialla. Nadal mieszkamy u Harry'ego.
-O nareszcie przyjechaliście-przywitał nas Hazza.
-Pójdę się położyć-poinformował nas Niall, był zmęczony to wszystko go dobijało.Zostałam, usiadłam obok Harry'ego.
-I jak było-zapytał mnie.
-A jak miało być, jest przybity.
-Głupie pytanie.
-Niall powiedział że poszukamy sobie dzisiaj albo jutro mieszkania. Nie będziesz się już z nami męczył.
-Nie wyprowadzajcie się jeszcze, znowu mi będzie nudno.
-Będziemy cię odwiedzać-powiedziałam i poszłam do pokoju w którym był Niall, położyłam się bez słowa obok ukochanego. Odwrócił się w moją stronę i przytulił mnie.
-Wiesz przemyślałem wszystko, tak po prostu miało być i tak czy inaczej bym tego nie zmienił. Tylko właśnie zdałem sobie sprawę że mogłem stracić najważniejszą osobę moim życiu. Ciebie...
-Ale jestem tu.
-Wiesz bardzo się o ciebie bałem.
-Nie wracajmy do tego, dobrze.
Nagle usłyszałam wibracje mojej komórki.
-Halo.
-Dzień dobry z tej strony aspirant Luck Stoner.
-Dzień dobry, o o chodzi?
-Wiemy kto podpalił pani dom.
-Tak, kto?
-Nie jaki Nick Roger.
-Słucham.
-Czy zna go pani?
-Jego nie ale ojca znam.
-W takim razie zapraszam na komendę bedzie pani zeznawać.
-Dobrze, kiedy?
-Za godzinę.
-Dobrze będę.
Rozłączyłam się byłam w szoku, czego oni ode mnie chcieli.
-Kto dzwonił?-zapytał Niall.
-Policja,wiedzą kto podpalił nasz dom.
-Kto?
-Nick Roger, syn Rogera.
-Co? Zabiję go! Zabiję!
-Uspokój się! za godzinę muszę jechać na policję pojedziesz ze mną?
-Jasne.
Minęła godzina pojechaliśmy na komendę powiedziałam wszystko o Rogerze. Wyszliśmy z policji byłam zdenerwowana miałam tego dosyć. To mnie przerosło.
-Wiesz Rose za kilka dni chcę gdzieś cię zabrać-powiedział znienacka.
-Gdzie?
-To właśnie ta niespodzianka o której mówiłem ci przed śmiercią Ellie. Odpoczniemy chociaż przez kilka godzin. Odpoczniemy od wszystkiego.
-To bardzo dobry pomysł.
~~Kilka Dni później~~
Już nawet nie pytałam Nialla co to za niespodzianka bo wiedziałam, że nic mi nie powie, wiem tylko że namawiał się z Zaynem. Był wieczór zrobiliśmy kolację była pyszna. Harry pojechał do chłopaków, chciał zostawić nas samych. Po kolacji położyliśmy się trochę rozmawialiśmy aż Niall zaczął mnie całować, te pocałunki zamieniły się w coś więcej, potem zaczął zdejmować moja piżamę byłam trochę speszona. Niall był taki delikatny.
-Kocham cię Rose.
-Ja też cie kocham.
-Jak myślisz zestarzejemy się razem.
-Na pewno.
____________________________________________________________________________
z przykrością powiadamiam was że pozostały tylko dwa rozdziały...i to chyba dwa najbardziej emocjonujące rozdziały z tego opowiadania(według mnie). Opowiadanie skończy się już w tym tygodniu :/ mam nadzieje że powyższy post się spodobał i skomentujecie go ...Pozdrawiam Majka :D
Właśnie wróciliśmy z pogrzebu rodziców Nialla. Nadal mieszkamy u Harry'ego.
-O nareszcie przyjechaliście-przywitał nas Hazza.
-Pójdę się położyć-poinformował nas Niall, był zmęczony to wszystko go dobijało.Zostałam, usiadłam obok Harry'ego.
-I jak było-zapytał mnie.
-A jak miało być, jest przybity.
-Głupie pytanie.
-Niall powiedział że poszukamy sobie dzisiaj albo jutro mieszkania. Nie będziesz się już z nami męczył.
-Nie wyprowadzajcie się jeszcze, znowu mi będzie nudno.
-Będziemy cię odwiedzać-powiedziałam i poszłam do pokoju w którym był Niall, położyłam się bez słowa obok ukochanego. Odwrócił się w moją stronę i przytulił mnie.
-Wiesz przemyślałem wszystko, tak po prostu miało być i tak czy inaczej bym tego nie zmienił. Tylko właśnie zdałem sobie sprawę że mogłem stracić najważniejszą osobę moim życiu. Ciebie...
-Ale jestem tu.
-Wiesz bardzo się o ciebie bałem.
-Nie wracajmy do tego, dobrze.
Nagle usłyszałam wibracje mojej komórki.
-Halo.
-Dzień dobry z tej strony aspirant Luck Stoner.
-Dzień dobry, o o chodzi?
-Wiemy kto podpalił pani dom.
-Tak, kto?
-Nie jaki Nick Roger.
-Słucham.
-Czy zna go pani?
-Jego nie ale ojca znam.
-W takim razie zapraszam na komendę bedzie pani zeznawać.
-Dobrze, kiedy?
-Za godzinę.
-Dobrze będę.
Rozłączyłam się byłam w szoku, czego oni ode mnie chcieli.
-Kto dzwonił?-zapytał Niall.
-Policja,wiedzą kto podpalił nasz dom.
-Kto?
-Nick Roger, syn Rogera.
-Co? Zabiję go! Zabiję!
-Uspokój się! za godzinę muszę jechać na policję pojedziesz ze mną?
-Jasne.
Minęła godzina pojechaliśmy na komendę powiedziałam wszystko o Rogerze. Wyszliśmy z policji byłam zdenerwowana miałam tego dosyć. To mnie przerosło.
-Wiesz Rose za kilka dni chcę gdzieś cię zabrać-powiedział znienacka.
-Gdzie?
-To właśnie ta niespodzianka o której mówiłem ci przed śmiercią Ellie. Odpoczniemy chociaż przez kilka godzin. Odpoczniemy od wszystkiego.
-To bardzo dobry pomysł.
~~Kilka Dni później~~
Już nawet nie pytałam Nialla co to za niespodzianka bo wiedziałam, że nic mi nie powie, wiem tylko że namawiał się z Zaynem. Był wieczór zrobiliśmy kolację była pyszna. Harry pojechał do chłopaków, chciał zostawić nas samych. Po kolacji położyliśmy się trochę rozmawialiśmy aż Niall zaczął mnie całować, te pocałunki zamieniły się w coś więcej, potem zaczął zdejmować moja piżamę byłam trochę speszona. Niall był taki delikatny.
-Kocham cię Rose.
-Ja też cie kocham.
-Jak myślisz zestarzejemy się razem.
-Na pewno.
____________________________________________________________________________
z przykrością powiadamiam was że pozostały tylko dwa rozdziały...i to chyba dwa najbardziej emocjonujące rozdziały z tego opowiadania(według mnie). Opowiadanie skończy się już w tym tygodniu :/ mam nadzieje że powyższy post się spodobał i skomentujecie go ...Pozdrawiam Majka :D
niedziela, 10 listopada 2013
Nie zostawię jej/Rozdział 42
Próbowałam zejść na dół. Nie mogłam schody były całe w płomieniach nie mogłam zejść na dół. Przestraszona zaczęłam szukać telefonu.
-Gdzie on do cholery jest!!!-krzyczałam sama do siebie zdenerwowana przerzuciałm cały pokój. Znalazłam go był na łóżku. Wybrałam numer do Nialla z pod drzwi przedostawał się do pokoju dym. Było mi duszno.
-Halo-odebrał.
-Niall przyjeżdżaj-krzyczałam do niego.
-Co się stało?!!!
-Cały dom jest w płomieniach..błagam zabierz mnie stąd.
-Już jadę...gdzie jesteś.
-W sypialni, nie mogę wyjść schody są w płomieniach.
-Zaraz będę.
Myślami Nialla...
-Harry bierz auto, mój dom się pali a Rose jest w środku.
-O cholera.
Wybiegliśmy z domu.
Myślami Rose...
Usłyszałam dźwięk straży pożarnej pewnie jakiś przechodni zadzwonił. Dzięki Bogu.
Myślami Nialla...
Przyjechaliśmy na miejsce pod domem była już straż.
-No róbcie coś, tam jest Rose!!!-krzyczałem na nich.
-Nie mamy jak wejść koledzy zaraz spróbują ugasić pożar.
Nie mogłem czekać, pobiegłem do wozu i wziąłem kombinezon.
-Niall co chcesz zrobić-pytał Harry.
-Nie zostawię jej.
Pobiegłem w stronę domu. Ludzie próbowali mnie zatrzymać. Wbiegłem do środka. Co miałem zrobić?
Na szczęście schody miały miejsca które jeszcze nie spłonęły. Zacząłem po nich biec, nie czułem bólu, wiedziałem że muszę ją wyciągnąć choćby nie wiem co. Obiecałem jej.
-Rose-wbiegłem do pokoju, był cały w dymie, Rose siedziała w kącie, ciężko oddychając wydusiła moje imię.
-Niall-przytuliłem ją.
-Posłuchaj wyskoczymy z okna tam na dole są strażacy mają taki materac na który skoczymy, dobrze?
-Dobrze-cała się trzęsła wziąłem ją na ręce bo nie była wstanie ustać na swoich nogach, i wyskoczyliśmy. Uderzyliśmy w materac. Na dole zobaczyłem biegnącego w naszą stronę Harry'ego był też Lou, Liam i Zayn.
-Wszystko w porządku?-zapytał Zayn podając mi rękę abyśmy mogli wstać.
-Na szczęście tak.
Staliśmy jeszcze przed domem i obydwoje, ja i Rose patrzyliśmy jak nasz dom płonie. Kurwa co się stało.
-Rose co się stało, zostawiłaś coś włączonego?
-Nie, od razu się położyłam-mówiła płacząc.
-Ktoś go musiał podpalić.
Byłem wściekły. zobaczyłem zbliżających się policjantów.
-Przepraszamy, ale chcielibyśmy zadać kilka pytań.
-Powiedzieliśmy wszystko gliniarzom.
~*~
-To co jedziemy do mnie-zapytał Harry.
-Chyba tak.
Tylko Harry miał dwa pokoje, chłopaki mieszkali razem i nie mieli wolnego pokoju.
-Co ty tu masz?-zapytałem Rose, która uporczywie coś trzymała.
-Nasze zdjęcia i torebkę.
____________________________________________________________________________
Podoba się? Komentujcie proszę...
Majka...:)
-Gdzie on do cholery jest!!!-krzyczałam sama do siebie zdenerwowana przerzuciałm cały pokój. Znalazłam go był na łóżku. Wybrałam numer do Nialla z pod drzwi przedostawał się do pokoju dym. Było mi duszno.
-Halo-odebrał.
-Niall przyjeżdżaj-krzyczałam do niego.
-Co się stało?!!!
-Cały dom jest w płomieniach..błagam zabierz mnie stąd.
-Już jadę...gdzie jesteś.
-W sypialni, nie mogę wyjść schody są w płomieniach.
-Zaraz będę.
Myślami Nialla...
-Harry bierz auto, mój dom się pali a Rose jest w środku.
-O cholera.
Wybiegliśmy z domu.
Myślami Rose...
Usłyszałam dźwięk straży pożarnej pewnie jakiś przechodni zadzwonił. Dzięki Bogu.
Myślami Nialla...
Przyjechaliśmy na miejsce pod domem była już straż.
-No róbcie coś, tam jest Rose!!!-krzyczałem na nich.
-Nie mamy jak wejść koledzy zaraz spróbują ugasić pożar.
Nie mogłem czekać, pobiegłem do wozu i wziąłem kombinezon.
-Niall co chcesz zrobić-pytał Harry.
-Nie zostawię jej.
Pobiegłem w stronę domu. Ludzie próbowali mnie zatrzymać. Wbiegłem do środka. Co miałem zrobić?
Na szczęście schody miały miejsca które jeszcze nie spłonęły. Zacząłem po nich biec, nie czułem bólu, wiedziałem że muszę ją wyciągnąć choćby nie wiem co. Obiecałem jej.
-Rose-wbiegłem do pokoju, był cały w dymie, Rose siedziała w kącie, ciężko oddychając wydusiła moje imię.
-Niall-przytuliłem ją.
-Posłuchaj wyskoczymy z okna tam na dole są strażacy mają taki materac na który skoczymy, dobrze?
-Dobrze-cała się trzęsła wziąłem ją na ręce bo nie była wstanie ustać na swoich nogach, i wyskoczyliśmy. Uderzyliśmy w materac. Na dole zobaczyłem biegnącego w naszą stronę Harry'ego był też Lou, Liam i Zayn.
-Wszystko w porządku?-zapytał Zayn podając mi rękę abyśmy mogli wstać.
-Na szczęście tak.
Staliśmy jeszcze przed domem i obydwoje, ja i Rose patrzyliśmy jak nasz dom płonie. Kurwa co się stało.
-Rose co się stało, zostawiłaś coś włączonego?
-Nie, od razu się położyłam-mówiła płacząc.
-Ktoś go musiał podpalić.
Byłem wściekły. zobaczyłem zbliżających się policjantów.
-Przepraszamy, ale chcielibyśmy zadać kilka pytań.
-Powiedzieliśmy wszystko gliniarzom.
~*~
-To co jedziemy do mnie-zapytał Harry.
-Chyba tak.
Tylko Harry miał dwa pokoje, chłopaki mieszkali razem i nie mieli wolnego pokoju.
-Co ty tu masz?-zapytałem Rose, która uporczywie coś trzymała.
-Nasze zdjęcia i torebkę.
____________________________________________________________________________
Podoba się? Komentujcie proszę...
Majka...:)
sobota, 9 listopada 2013
Nie panowałem nad sobą/rozdział 41
Do salonu wszedł Niall.
-Kto dzwonił?
-Moja ciotka!
-Tak? A co chciała?
-Ja pierdole...
-Co się stało?
-Moi rodzice....nie żyją!
-Co takiego?
-Samolot się rozbił ciotka mówiła, że lecieli do mnie, chcieli się ze mną pogodzić.
Podeszłam do niego przytuliłam go i zaczęłam płakać mimo że nie znałam jego rodziców. Pomyślałam sobie, że z dnia na dzień tracimy bliskie nam osoby.
-Czy my nie możemy w końcu być szczęśliwi? zawsze wszystko musi się walić.
-Niall nie płacz damy radę.
-Dlaczego? dlaczego teraz.
-Nie wiem, mam już tego dosyć wiesz-powiedziałam.
-To jakieś fatum najpierw Greg potem Ellie, Josh, a teraz oni. Nie mam nikogo! Nikogo!
-Masz, masz czterech najlepszych przyjaciół, masz mnie. Ja cię nie zostawię.
-Rose, błagam powiedz, że to sen.
-Nie Niall to ta jebana rzeczywistość.
-Dlaczego teraz!
-Usiądźmy.
-Kurwa, a jeszcze niedawno mówiłem, że nie mam rodziców.
-Niall usiądź proszę-usiadł.
-Przyniosę ci wody-poszłam do kuchni, gdy wróciłam Nialla nie było, drzwi na zewnątrz były otwarte wybiegłam z domu. Widziałam go był dalej, szedł ze spuszczoną głową. Pobiegłam za nim.
-Niall zaczekaj.
-Zostaw mnie samego.
-Nie Niall w takim stanie cię nie zostawię.
-Rose błagam zostaw mnie.
-Niall to ja cie proszę! Uspokój się.
-Chcę zostać sam! Zrozum!
-Nie krzycz na mnie, chcę ci pomóc.
Szedł dalej, nie wiedziałam co mam zrobić, bałam się o niego.
-Niall proszę cię wróćmy do domu.
-Nie chcę!
Zobaczyłam mieszkanie Harry'ego tylko on mógł go uspokoić.
-To chodźmy do Harry'ego.
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Nie rozumiesz.
wybrałam numer do Harry'ego bałam się o Nialla krzyczał na mnie był zrospaczony a ja nie wieziałam jak mu pomóc.
-Co tam Rose?-odebrał Harry.
-Jesteś w domu?
-Tak.
-To wyjdź przed dom. Proszę.
-Ok.
Zaczęłam zagadywać Nialla, żeby znowu nie zaczął iść. Zobaczyłam wychodzącego Stylesa. Na szczęście.
-Co się stało?-podbiegł do nas.
-Harry zrób coś on nie panuje nad sobą.
-Niall co się dzieje?-zapytał Horana.
-Zostawcie mnie do cholery!
-Niall uspokój się!
-Nie uspokoję.
-Chodź do mnie! Nie rób scen.
Harry zaciągnął Nialla do swojego domu. Nie wiedziałam czy iść za nimi zostałam przed domem. Usiadłam na schodach i czekałam. Lepiej żeby porozmawiali.
-Rose chodź, już się uspokoił.-z domu wyszedł Harry i zaprosił mnie tam.
-Na pewno?-chciałam się upewnić.
-Nie bój się!-zobaczył chyba że płaczę.
-Nie boję się tylko...
-Nic nie mów chodź-weszłam do środka na kanapie siedział Niall cały we łzach. Przystałam w wejscu do salonu oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego.
-Rose przepraszam!-powiedział do mnie.
-Chciałam ci tylko pomóc.
-Wiem, sam nie wiedziałem co robię-podszedł do mnie i pocałował mnie a potem przytulił.
-Usiądźcie-powiedział Harry stawiając na mały stolik przy kanapie wodę. Usiedliśmy, ból głowy dawał mi popalić.
-Wszystko w porządku?-zapytał mnie Harry.
-Tak, głowa mnie trochę boli.
-Może się położysz?
-To dobry pomysł, pójdę do domu.
-Miałem na myśli, że położysz się u mnie w sypialni.
-Dziękuję Harry, ale wolę pójść do domu.
-Nie idź Rose-zatrzymał mnie Niall.
-Porozmawiajcie sobie, ja jestem zmęczona pójdę już.
-To ja też idę.
-Zostań tu, wolę sama-było mi nadal przykro, nic mu nie zrobiłam a on nakrzyczał na mnie.
-Jesteś zła.
-Pójdę już-pożegnałam się z Harrym i wyszłam.
Szłam wolno czułam na sobie wzrok innych ludzi. Wydawało mi się jakby oni wszystko widzieli. Weszłam do domu i od razu poszłam do sypialni. Położyłam się. Zasnęłam od razu. Obudziło mnie ciepło jakie czułam, było mi wręcz gorąco. Wstałam otworzyłam drzwi a schody były całe w płomieniach.
_________________________________________________________________________
Hejka. z przykrością was informuję że do końca naszego opowiadania zostały już około 4 lub 5 rozdziałów. Mam nadzieję że pod tym postem pojawią się komentarze. Piszcie czy się podoba..:) Całusy...Majka:*
-Kto dzwonił?
-Moja ciotka!
-Tak? A co chciała?
-Ja pierdole...
-Co się stało?
-Moi rodzice....nie żyją!
-Co takiego?
-Samolot się rozbił ciotka mówiła, że lecieli do mnie, chcieli się ze mną pogodzić.
Podeszłam do niego przytuliłam go i zaczęłam płakać mimo że nie znałam jego rodziców. Pomyślałam sobie, że z dnia na dzień tracimy bliskie nam osoby.
-Czy my nie możemy w końcu być szczęśliwi? zawsze wszystko musi się walić.
-Niall nie płacz damy radę.
-Dlaczego? dlaczego teraz.
-Nie wiem, mam już tego dosyć wiesz-powiedziałam.
-To jakieś fatum najpierw Greg potem Ellie, Josh, a teraz oni. Nie mam nikogo! Nikogo!
-Masz, masz czterech najlepszych przyjaciół, masz mnie. Ja cię nie zostawię.
-Rose, błagam powiedz, że to sen.
-Nie Niall to ta jebana rzeczywistość.
-Dlaczego teraz!
-Usiądźmy.
-Kurwa, a jeszcze niedawno mówiłem, że nie mam rodziców.
-Niall usiądź proszę-usiadł.
-Przyniosę ci wody-poszłam do kuchni, gdy wróciłam Nialla nie było, drzwi na zewnątrz były otwarte wybiegłam z domu. Widziałam go był dalej, szedł ze spuszczoną głową. Pobiegłam za nim.
-Niall zaczekaj.
-Zostaw mnie samego.
-Nie Niall w takim stanie cię nie zostawię.
-Rose błagam zostaw mnie.
-Niall to ja cie proszę! Uspokój się.
-Chcę zostać sam! Zrozum!
-Nie krzycz na mnie, chcę ci pomóc.
Szedł dalej, nie wiedziałam co mam zrobić, bałam się o niego.
-Niall proszę cię wróćmy do domu.
-Nie chcę!
Zobaczyłam mieszkanie Harry'ego tylko on mógł go uspokoić.
-To chodźmy do Harry'ego.
-Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Nie rozumiesz.
wybrałam numer do Harry'ego bałam się o Nialla krzyczał na mnie był zrospaczony a ja nie wieziałam jak mu pomóc.
-Co tam Rose?-odebrał Harry.
-Jesteś w domu?
-Tak.
-To wyjdź przed dom. Proszę.
-Ok.
Zaczęłam zagadywać Nialla, żeby znowu nie zaczął iść. Zobaczyłam wychodzącego Stylesa. Na szczęście.
-Co się stało?-podbiegł do nas.
-Harry zrób coś on nie panuje nad sobą.
-Niall co się dzieje?-zapytał Horana.
-Zostawcie mnie do cholery!
-Niall uspokój się!
-Nie uspokoję.
-Chodź do mnie! Nie rób scen.
Harry zaciągnął Nialla do swojego domu. Nie wiedziałam czy iść za nimi zostałam przed domem. Usiadłam na schodach i czekałam. Lepiej żeby porozmawiali.
-Rose chodź, już się uspokoił.-z domu wyszedł Harry i zaprosił mnie tam.
-Na pewno?-chciałam się upewnić.
-Nie bój się!-zobaczył chyba że płaczę.
-Nie boję się tylko...
-Nic nie mów chodź-weszłam do środka na kanapie siedział Niall cały we łzach. Przystałam w wejscu do salonu oparłam się o ścianę i patrzyłam na niego.
-Rose przepraszam!-powiedział do mnie.
-Chciałam ci tylko pomóc.
-Wiem, sam nie wiedziałem co robię-podszedł do mnie i pocałował mnie a potem przytulił.
-Usiądźcie-powiedział Harry stawiając na mały stolik przy kanapie wodę. Usiedliśmy, ból głowy dawał mi popalić.
-Wszystko w porządku?-zapytał mnie Harry.
-Tak, głowa mnie trochę boli.
-Może się położysz?
-To dobry pomysł, pójdę do domu.
-Miałem na myśli, że położysz się u mnie w sypialni.
-Dziękuję Harry, ale wolę pójść do domu.
-Nie idź Rose-zatrzymał mnie Niall.
-Porozmawiajcie sobie, ja jestem zmęczona pójdę już.
-To ja też idę.
-Zostań tu, wolę sama-było mi nadal przykro, nic mu nie zrobiłam a on nakrzyczał na mnie.
-Jesteś zła.
-Pójdę już-pożegnałam się z Harrym i wyszłam.
Szłam wolno czułam na sobie wzrok innych ludzi. Wydawało mi się jakby oni wszystko widzieli. Weszłam do domu i od razu poszłam do sypialni. Położyłam się. Zasnęłam od razu. Obudziło mnie ciepło jakie czułam, było mi wręcz gorąco. Wstałam otworzyłam drzwi a schody były całe w płomieniach.
_________________________________________________________________________
Hejka. z przykrością was informuję że do końca naszego opowiadania zostały już około 4 lub 5 rozdziałów. Mam nadzieję że pod tym postem pojawią się komentarze. Piszcie czy się podoba..:) Całusy...Majka:*
piątek, 8 listopada 2013
Nie powinnam pytać/Rozdział 40
Dziś wracamy do Londynu po śniadaniu postanowiłam pójść z Niallem na spacer. Poszliśmy na cmentarz najpierw na grób Josh'a, później na grób mojej siostry Ellie. Usiedliśmy na ławce przy jej grobie.
-Tęsknię za nią-powiedziałam Niall nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił. Wpatrywaliśmy się w zdjęcie które stało na jej grobie położyłam obok niego różę i poszliśmy. Czułam się tak jakbym więcej miała tu nie przyjść.
-To idziemy gdzieś jeszcze?-zapytał Niall łapiąc mnie za rękę.
-Nie, chcę się spakować i wracać do Londynu, Chicago nie za dobrze mi się kojarzy.
-Ale samolot mamy dopiero wieczorem a jest po 11:00.
-Usiądźmy-pokazałam Niallowi ławkę w parku przez, który szliśmy.
-Przeglądałam w internecie loty o 14:00 jest samolot do Dublina, może odwiedzilibyśmy twoich rodziców?
Zobaczyłam w oczach Nialla, sama nie wiem co, może przerażenie?
-Wszystko dobrze?-zapytałam.
-Nie chcę odwiedzać moich rodziców.
-Dlaczego?
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Powiedz proszę.
-Bo oni mnie nienawidzą.
-Słucham? Dlaczego?
-Bo wypadek Grega był przeze mnie! On przeze mnie umarł.!
Jego słowa mnie zszokowały.
-Jak to przez ciebie?
-Nie chcę o tym mówić.
-Dobrze Niall. Ale może czas z nimi porozmawiać?
-Nie! nie rozumiesz oni wyrzucili mnie z domu, kochali Grega bardziej niż mnie zawsze byłem tym gorszym. moi rodzice powiedzieli mi, że nie chcą mieć takiego syna.
Zobaczyłam łzy w oczach Nialla jego rodzice tak bardzo go skrzywdzili.
-Niall tak mi przykro, nie wiem co mam ci powiedzieć, przepraszam że o to pytałam.
-Nie szkodzi, wiesz Rose ja nie mam rodziców zawsze trzymałem się Harry'ego, bo to z nim na początku mieszkałem i to jego pierwszego poznałem, jest dla mnie jak brat.
-Zauważyłam, ale teraz masz nie tylko chłopaków, masz mnie.
-Kocham Cie Rose.
Wróciliśmy do domu rodziców spakowaliśmy się, zjedliśmy i już zbliżała się 17:00 za godzinę mamy samolot, pojechaliśmy na lotnisko. O 18:00 byliśmy w samolocie ten lot był spokojny. Prawie w ogóle nie rozmawialiśmy.
~~W Londynie~~
-Na reszcie-krzyknęłam i położyłam się na kanapie.
-Zrobić coś na śniadanie?-zapytał Niall, bo gdy dotarliśmy do domu był ranek.
-Zrób kawę.
-Ok. zaraz będzie.
Strasznie bolała mnie głowa pewnie przez taką zmianę klimatu ze słonecznego Chicago do deszczowego Londynu. Wypiliśmy kawę i zjedliśmy gofry, które zrobił nam Niall. Komórka Nialla zaczęła wibrować. A ja włączyłam TV akurat były wiadomości. ,,Samolot lecący z Dublina rozbił się, nikt nie przeżył tej katastrofy'' Powiedziała redaktorka to było dla mnie bardzo przykre, pomyślałam sobie o rodzinach czekających na bliską osobę, którzy teraz dowiadują się o tym.
-Tęsknię za nią-powiedziałam Niall nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił. Wpatrywaliśmy się w zdjęcie które stało na jej grobie położyłam obok niego różę i poszliśmy. Czułam się tak jakbym więcej miała tu nie przyjść.
-To idziemy gdzieś jeszcze?-zapytał Niall łapiąc mnie za rękę.
-Nie, chcę się spakować i wracać do Londynu, Chicago nie za dobrze mi się kojarzy.
-Ale samolot mamy dopiero wieczorem a jest po 11:00.
-Usiądźmy-pokazałam Niallowi ławkę w parku przez, który szliśmy.
-Przeglądałam w internecie loty o 14:00 jest samolot do Dublina, może odwiedzilibyśmy twoich rodziców?
Zobaczyłam w oczach Nialla, sama nie wiem co, może przerażenie?
-Wszystko dobrze?-zapytałam.
-Nie chcę odwiedzać moich rodziców.
-Dlaczego?
-Nie chcę o tym rozmawiać.
-Powiedz proszę.
-Bo oni mnie nienawidzą.
-Słucham? Dlaczego?
-Bo wypadek Grega był przeze mnie! On przeze mnie umarł.!
Jego słowa mnie zszokowały.
-Jak to przez ciebie?
-Nie chcę o tym mówić.
-Dobrze Niall. Ale może czas z nimi porozmawiać?
-Nie! nie rozumiesz oni wyrzucili mnie z domu, kochali Grega bardziej niż mnie zawsze byłem tym gorszym. moi rodzice powiedzieli mi, że nie chcą mieć takiego syna.
Zobaczyłam łzy w oczach Nialla jego rodzice tak bardzo go skrzywdzili.
-Niall tak mi przykro, nie wiem co mam ci powiedzieć, przepraszam że o to pytałam.
-Nie szkodzi, wiesz Rose ja nie mam rodziców zawsze trzymałem się Harry'ego, bo to z nim na początku mieszkałem i to jego pierwszego poznałem, jest dla mnie jak brat.
-Zauważyłam, ale teraz masz nie tylko chłopaków, masz mnie.
-Kocham Cie Rose.
Wróciliśmy do domu rodziców spakowaliśmy się, zjedliśmy i już zbliżała się 17:00 za godzinę mamy samolot, pojechaliśmy na lotnisko. O 18:00 byliśmy w samolocie ten lot był spokojny. Prawie w ogóle nie rozmawialiśmy.
~~W Londynie~~
-Na reszcie-krzyknęłam i położyłam się na kanapie.
-Zrobić coś na śniadanie?-zapytał Niall, bo gdy dotarliśmy do domu był ranek.
-Zrób kawę.
-Ok. zaraz będzie.
Strasznie bolała mnie głowa pewnie przez taką zmianę klimatu ze słonecznego Chicago do deszczowego Londynu. Wypiliśmy kawę i zjedliśmy gofry, które zrobił nam Niall. Komórka Nialla zaczęła wibrować. A ja włączyłam TV akurat były wiadomości. ,,Samolot lecący z Dublina rozbił się, nikt nie przeżył tej katastrofy'' Powiedziała redaktorka to było dla mnie bardzo przykre, pomyślałam sobie o rodzinach czekających na bliską osobę, którzy teraz dowiadują się o tym.
czwartek, 7 listopada 2013
Za szybko ich tracimy/Rozdział 39
-No mów mamo!-nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
-Tak mi przykro Rose...
-Co się stało do jasnej cholery!
-Miał operację i nie wybudził się z narkozy jego organizm był za słaby.
Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Kiedy to się stało?
-W nocy.
Rozłączyłam się myślałam że wybuchnę. Wtedy w szpitalu obiecałam mu że go odwiedzę. A teraz.....On nikogo nie ma żadnej rodziny.
-Co się stało?-do salonu wszedł Niall.
-Josh nie żyje.
Nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił wiedział że Josh był moim przyjacielem.
-Lecimy do Ameryki!-poinformowałam Horana.
-Teraz? przecież nawet go nie znaliśmy.
-Może ty nie ale ja znałam go i zorganizuje mu pogrzeb.
-Rose poinformujemy jego rodzinę.
-On nie miał rodziny! Jak chcesz to nie leć, sama polecę-zdenerwowana odwróciłam się od niego i poszłam w stronę sypialni, zamknęłam drzwi z trzaskiem...no super znowu kłótnia.
Zamówiłam bilety do Chicago i za cztery godziny miał być samolot.jeszcze zadzwoniłam do mamy aby uprzedzić ją o moim przyjeździe. Te cztery godziny minęły bardzo szybko byłam już na lotnisku i nagle zobaczyłam biegnącego w moją stronę Nialla.
-Rose czekaj. Przepraszam cię...nie wiem dlaczego tak zareagowałem, lecę z tobą.-przytulił mnie czuło i pocałował w czubek głowy, tak bardzo to lubiłam. Samolot do Chicago odlatuje za 10 minut, udaliśmy się na odprawę i już po chwili byliśmy w samolocie. miejsca były podwójne i potrójne, niestety mieliśmy miejsce w potrójnym rzędzie. Usiadłam obok jakiejś dziewczyny. Gdy byliśmy w powietrzu ona cały czas płakała było mi jej żal, chociaż nawet nie wiedziałam z jakiego powodu szlochała.
-Czy cos sie stało?-w końcu zapytałam jej.
-Stało! Chłopak którego tak bardzo kochałam zostawił mnie.
-Tak mi przykro, może jeszcze dacie sobie jedna szansę.
-Chciałabym ale on popełnił samobójstwo-moje serce jakby się zatrzymało to było za wiele, pomyślałam o Niallu że ja też mogę go stracić, że może się mu coś stać. Przecież nigdy nic nie wiadomo. Myśl że mogłabym go stracić przerażało mnie. Złapałam ukochanego za rękę. Objął mnie jak dobrze, że go miałam. Dziewczyna dalej płakała a ja myślałam o śmierci Josh'a, o śmierci Ellie i o śmierci Grega. Każde z nich zginęło z innego powodu. Myślałam tak jeszcze długo, aż zasnęłam.
-Rose obudź się-usłyszałam głos Nialla.
-Zaraz.
-Lądujemy.
Otworzyłam oczy zobaczyłam buźkę Nialla był taki przystojny. Dziewczyna również spała obudziłam ja.
~~U rodziców Rose~~
-Musimy zorganizować mu pogrzeb mamo.
-Rose, ale go nawet nie znałam.
-ale ja go znałam, jeśli nie chcecie mi pomóc to sama sobie poradzę.
-Pomożemy Ci.
~~Dzień pogrzebu~~
Wszystko załatwiliśmy Josh miał piękny pogrzeb. Jego ojciec nie chciał przyjechać chociaż rozmawiałam z nim i próbowałam go przekonać. Jebany sukinsyn to przez niego Josh nie żyje. Wróciliśmy do domu rodziców. Miałam z Niallem zostać u nich do jutra. Zjedliśmy obiad, zaczęła mnie boleć głowa, poszłam się położyć. Myślałam o tym co było, że jeszcze tak nie dawno płakałam, byłam sama rozstaliśmy się z Niallem a teraz jesteśmy razem a ja znowu płacze tym razem z powodu śmierci Josha, cały czas płaczę miałam już tego dosyć. W moim życiu było więcej płaczu niż szczęścia. Leżałam w łóżku i myślałam o przeszłości, ale co ja robię powinnam mysleć o tym co będzie a nie o tym co było. do pokoju wszedł Niall.
-Jak się czujesz?
-Głowa mnie boli-powiedziałam.
podszedł do mnie i położył się obok.
-Mnie też boli głowa-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Wiesz Niall to wszystko jest jakieś popieprzone. Kiedy my w końcu będziemy szczęśliwi co?
-Nie wiem Rose.
Myślami Nialla...
Tak bardzo było mi jej żal chciałem aby w końcu była szczęśliwa, ale co mogłem poradzić na to, że wszystko się wali, że ona cały czas cierpi. Przypomniałem sobie o mojej niespodziance dla niej. Postanowiłem, że w końcu to zrobię po naszym powrocie. Wtedy na pewno będzie szczęśliwa.
-Tak mi przykro Rose...
-Co się stało do jasnej cholery!
-Miał operację i nie wybudził się z narkozy jego organizm był za słaby.
Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-Kiedy to się stało?
-W nocy.
Rozłączyłam się myślałam że wybuchnę. Wtedy w szpitalu obiecałam mu że go odwiedzę. A teraz.....On nikogo nie ma żadnej rodziny.
-Co się stało?-do salonu wszedł Niall.
-Josh nie żyje.
Nic nie odpowiedział tylko mnie przytulił wiedział że Josh był moim przyjacielem.
-Lecimy do Ameryki!-poinformowałam Horana.
-Teraz? przecież nawet go nie znaliśmy.
-Może ty nie ale ja znałam go i zorganizuje mu pogrzeb.
-Rose poinformujemy jego rodzinę.
-On nie miał rodziny! Jak chcesz to nie leć, sama polecę-zdenerwowana odwróciłam się od niego i poszłam w stronę sypialni, zamknęłam drzwi z trzaskiem...no super znowu kłótnia.
Zamówiłam bilety do Chicago i za cztery godziny miał być samolot.jeszcze zadzwoniłam do mamy aby uprzedzić ją o moim przyjeździe. Te cztery godziny minęły bardzo szybko byłam już na lotnisku i nagle zobaczyłam biegnącego w moją stronę Nialla.
-Rose czekaj. Przepraszam cię...nie wiem dlaczego tak zareagowałem, lecę z tobą.-przytulił mnie czuło i pocałował w czubek głowy, tak bardzo to lubiłam. Samolot do Chicago odlatuje za 10 minut, udaliśmy się na odprawę i już po chwili byliśmy w samolocie. miejsca były podwójne i potrójne, niestety mieliśmy miejsce w potrójnym rzędzie. Usiadłam obok jakiejś dziewczyny. Gdy byliśmy w powietrzu ona cały czas płakała było mi jej żal, chociaż nawet nie wiedziałam z jakiego powodu szlochała.
-Czy cos sie stało?-w końcu zapytałam jej.
-Stało! Chłopak którego tak bardzo kochałam zostawił mnie.
-Tak mi przykro, może jeszcze dacie sobie jedna szansę.
-Chciałabym ale on popełnił samobójstwo-moje serce jakby się zatrzymało to było za wiele, pomyślałam o Niallu że ja też mogę go stracić, że może się mu coś stać. Przecież nigdy nic nie wiadomo. Myśl że mogłabym go stracić przerażało mnie. Złapałam ukochanego za rękę. Objął mnie jak dobrze, że go miałam. Dziewczyna dalej płakała a ja myślałam o śmierci Josh'a, o śmierci Ellie i o śmierci Grega. Każde z nich zginęło z innego powodu. Myślałam tak jeszcze długo, aż zasnęłam.
-Rose obudź się-usłyszałam głos Nialla.
-Zaraz.
-Lądujemy.
Otworzyłam oczy zobaczyłam buźkę Nialla był taki przystojny. Dziewczyna również spała obudziłam ja.
~~U rodziców Rose~~
-Musimy zorganizować mu pogrzeb mamo.
-Rose, ale go nawet nie znałam.
-ale ja go znałam, jeśli nie chcecie mi pomóc to sama sobie poradzę.
-Pomożemy Ci.
~~Dzień pogrzebu~~
Wszystko załatwiliśmy Josh miał piękny pogrzeb. Jego ojciec nie chciał przyjechać chociaż rozmawiałam z nim i próbowałam go przekonać. Jebany sukinsyn to przez niego Josh nie żyje. Wróciliśmy do domu rodziców. Miałam z Niallem zostać u nich do jutra. Zjedliśmy obiad, zaczęła mnie boleć głowa, poszłam się położyć. Myślałam o tym co było, że jeszcze tak nie dawno płakałam, byłam sama rozstaliśmy się z Niallem a teraz jesteśmy razem a ja znowu płacze tym razem z powodu śmierci Josha, cały czas płaczę miałam już tego dosyć. W moim życiu było więcej płaczu niż szczęścia. Leżałam w łóżku i myślałam o przeszłości, ale co ja robię powinnam mysleć o tym co będzie a nie o tym co było. do pokoju wszedł Niall.
-Jak się czujesz?
-Głowa mnie boli-powiedziałam.
podszedł do mnie i położył się obok.
-Mnie też boli głowa-przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Wiesz Niall to wszystko jest jakieś popieprzone. Kiedy my w końcu będziemy szczęśliwi co?
-Nie wiem Rose.
Myślami Nialla...
Tak bardzo było mi jej żal chciałem aby w końcu była szczęśliwa, ale co mogłem poradzić na to, że wszystko się wali, że ona cały czas cierpi. Przypomniałem sobie o mojej niespodziance dla niej. Postanowiłem, że w końcu to zrobię po naszym powrocie. Wtedy na pewno będzie szczęśliwa.
poniedziałek, 4 listopada 2013
Wreszcie Londyn/Rozdział 38
Wróciliśmy do Londynu, na reszcie tak bardzo tęskniłam za Londynem i za domem. W domu nic się nie zmieniło było dokładnie tak samo jak przed moim wyjazdem.
-Na reszcie w domu-mówiłam wchodząc do salonu.
-Stęskniłaś się-zapytał Niall.
-Jak cholera-usiedliśmy na kanapie nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że jest ze mną Niall. Myślałam sobie co by było gdybym nie uciekła, pewnie dalej siedziałabym w Chicago z myślą dlaczego Niall się nie odzywa.
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytał mnie.
-Nie posiedź tu ze mną.
-Dobrze-przytulił mnie po czym obydwoje leżeliśmy wtuleni w siebie na kanapie.
Nie chciałam myśleć o niczym co było. Ale to wracało zastanawiałam się co u Josh'a przecież on nikogo nie ma. Matka z bratem nie żyją, ojciec w więzieniu. Kto go odwiedza w szpitalu?
-Niall!
-Tak Rose?
-Zastanawiam się co u Josh'a.
-On jest jeszcze w szpitalu?
-Tak z jego ręką nie jest dobrze, on nikogo nie ma, nikt go nie odwiedza.
-To może zadzwoń do swojej mamy, żeby poszła, podała się za jego ciocie i się czegoś dowiedziała. Co o tym myślisz?
-To dobry pomysł.
Zadzwoniłam do mamy opowiedziałam jej o wszystkim. Zgodziła się, żeby tam pójść, teraz muszę czekać na telefon od niej.
-To ja pójdę zrobić coś do jedzenia.
-Pomogę Ci-zakomunikowałam.
-Ok.
Zrobiliśmy pyszny obiad. gdy zjedliśmy odwiedzili nas chłopaki był Harry, Lou i Liam.
-A gdzie Zayn?-zapytałam gdy przyszli .
-Coś mu wypadło i nie mógł przyjść.
-Spoko, to zapraszam.-siedzieliśmy w salonie i gadaliśmy, tak bardzo mi tego brakowało rozmów z nimi w Ameryce byłam sama.
-A wiesz Rose że zamknęli Rogera?
-Naprawdę?-ucieszyłam się.
-Tak i jego ludzi.
-Niall zeznawałeś?-zapytałam go.
-Tak, przeciwko Rogerowi też.
-To dobrze.
Zrobiło się późno chłopaki już poszli. Wzięłam prysznic i położyłam się do sypialni wszedł Niall. Położył się obok i patrzał na mnie. Złapał mnie za rękę. Leżał tak jeszcze chwilę. Nim się spostrzegłam był już nade mną.
-Kocham cię Rose.
Zbliżył swoje usta do moich....
~~Rano~~
Obudziłam się w ramionach Nialla, było mi wtedy tak wygodnie, że nie chciało mi się wstawać. Postanowiłam poczekać aż obudzi się Niall. Nie musiałam długo czekać.
-Dzień dobry kochanie-przywitałam się na dzień dobry.
-Cześć księżniczko.
-Wstajemy.
-Nie chce mi się, co będziemy robić.
-Nie idziesz do pracy?
-Wylali mnie.
-Dlaczego?
-Bo jak byłaś w Ameryce w ogóle nie chodziłem do pracy i szef mnie wyrzucił.
-Niall!
-No co i tak jej nie lubiłem.
-Ja zapewne też nie mam pracy.
-Czyli jesteśmy bezrobotni i możemy spać do południa.
-Ale ja się wyspałam.
-Rose.
-Jak chcesz to śpij a ja pójdę zrobić śniadanie.
-Dobry pomysł.-uśmiechnął się i zamknął oczy. poszłam do kuchni zauważyłam że lodówka była pusta, wczoraj wszystko wyjedliśmy. Zostały dwie łyżeczki kawy. Na szczęście było musli ale nie było mleka. zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić n to śniadanie. Postanowiłam pójść do sklepu. gdy zrobiłam zakupy podszedł do mnie jakiś typ.
-Przepraszam, czy ty jesteś Vanessa?
-Nie przykro mi.
Zaczęłam podążać w stronę domu. On szedł za mną. wbiegłam do domu on przystał obok niego po czym ruszył dalej. Szczerze to się trochę przestraszyłam.
-Rose gdzie byłaś?-w salonie siedział Niall.
-W sklepie, w lodówce nic nie było.
-A spoko.
Zaczęłam rozpakowywać zakupy, gdy zadzwoniła mama.
-Co tak długo?-zapytałam.
-Bo wiesz Rose muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?
_________________________________________________________________________________
Dodałam dzisiaj znowu dwa rozdziały, ponieważ jutro bym tego nie dodała bo jadę do Warszawy na wycieczkę ...mam nadzieję że się spodobają..mam ogromną proźbę KOMENTUJCIE..proszę o to już któryś raz z kolei no ale wielkich skutków nie ma...smutam z tego powodu no ale cóż..mam nadzieję że to się zmieni. Pozdrawiam Majka :*
-Na reszcie w domu-mówiłam wchodząc do salonu.
-Stęskniłaś się-zapytał Niall.
-Jak cholera-usiedliśmy na kanapie nie mogłam uwierzyć, że tu jestem, że jest ze mną Niall. Myślałam sobie co by było gdybym nie uciekła, pewnie dalej siedziałabym w Chicago z myślą dlaczego Niall się nie odzywa.
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytał mnie.
-Nie posiedź tu ze mną.
-Dobrze-przytulił mnie po czym obydwoje leżeliśmy wtuleni w siebie na kanapie.
Nie chciałam myśleć o niczym co było. Ale to wracało zastanawiałam się co u Josh'a przecież on nikogo nie ma. Matka z bratem nie żyją, ojciec w więzieniu. Kto go odwiedza w szpitalu?
-Niall!
-Tak Rose?
-Zastanawiam się co u Josh'a.
-On jest jeszcze w szpitalu?
-Tak z jego ręką nie jest dobrze, on nikogo nie ma, nikt go nie odwiedza.
-To może zadzwoń do swojej mamy, żeby poszła, podała się za jego ciocie i się czegoś dowiedziała. Co o tym myślisz?
-To dobry pomysł.
Zadzwoniłam do mamy opowiedziałam jej o wszystkim. Zgodziła się, żeby tam pójść, teraz muszę czekać na telefon od niej.
-To ja pójdę zrobić coś do jedzenia.
-Pomogę Ci-zakomunikowałam.
-Ok.
Zrobiliśmy pyszny obiad. gdy zjedliśmy odwiedzili nas chłopaki był Harry, Lou i Liam.
-A gdzie Zayn?-zapytałam gdy przyszli .
-Coś mu wypadło i nie mógł przyjść.
-Spoko, to zapraszam.-siedzieliśmy w salonie i gadaliśmy, tak bardzo mi tego brakowało rozmów z nimi w Ameryce byłam sama.
-A wiesz Rose że zamknęli Rogera?
-Naprawdę?-ucieszyłam się.
-Tak i jego ludzi.
-Niall zeznawałeś?-zapytałam go.
-Tak, przeciwko Rogerowi też.
-To dobrze.
Zrobiło się późno chłopaki już poszli. Wzięłam prysznic i położyłam się do sypialni wszedł Niall. Położył się obok i patrzał na mnie. Złapał mnie za rękę. Leżał tak jeszcze chwilę. Nim się spostrzegłam był już nade mną.
-Kocham cię Rose.
Zbliżył swoje usta do moich....
~~Rano~~
Obudziłam się w ramionach Nialla, było mi wtedy tak wygodnie, że nie chciało mi się wstawać. Postanowiłam poczekać aż obudzi się Niall. Nie musiałam długo czekać.
-Dzień dobry kochanie-przywitałam się na dzień dobry.
-Cześć księżniczko.
-Wstajemy.
-Nie chce mi się, co będziemy robić.
-Nie idziesz do pracy?
-Wylali mnie.
-Dlaczego?
-Bo jak byłaś w Ameryce w ogóle nie chodziłem do pracy i szef mnie wyrzucił.
-Niall!
-No co i tak jej nie lubiłem.
-Ja zapewne też nie mam pracy.
-Czyli jesteśmy bezrobotni i możemy spać do południa.
-Ale ja się wyspałam.
-Rose.
-Jak chcesz to śpij a ja pójdę zrobić śniadanie.
-Dobry pomysł.-uśmiechnął się i zamknął oczy. poszłam do kuchni zauważyłam że lodówka była pusta, wczoraj wszystko wyjedliśmy. Zostały dwie łyżeczki kawy. Na szczęście było musli ale nie było mleka. zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić n to śniadanie. Postanowiłam pójść do sklepu. gdy zrobiłam zakupy podszedł do mnie jakiś typ.
-Przepraszam, czy ty jesteś Vanessa?
-Nie przykro mi.
Zaczęłam podążać w stronę domu. On szedł za mną. wbiegłam do domu on przystał obok niego po czym ruszył dalej. Szczerze to się trochę przestraszyłam.
-Rose gdzie byłaś?-w salonie siedział Niall.
-W sklepie, w lodówce nic nie było.
-A spoko.
Zaczęłam rozpakowywać zakupy, gdy zadzwoniła mama.
-Co tak długo?-zapytałam.
-Bo wiesz Rose muszę ci coś powiedzieć.
-Co takiego?
_________________________________________________________________________________
Dodałam dzisiaj znowu dwa rozdziały, ponieważ jutro bym tego nie dodała bo jadę do Warszawy na wycieczkę ...mam nadzieję że się spodobają..mam ogromną proźbę KOMENTUJCIE..proszę o to już któryś raz z kolei no ale wielkich skutków nie ma...smutam z tego powodu no ale cóż..mam nadzieję że to się zmieni. Pozdrawiam Majka :*
To ja przepraszam/Rozdział 37
~~Ranek~~
Obudziłam się przemarznięta, cała się trzęsłam z zimna, było lato ale poranki były dość chłodne. Josh'a nie było obok.. Nie wiedziałam co mam robić, czy siedzieć na miejscu czy gdzieś pójść, potwornie chciało mi się do toalety. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, były zamknięte. Zaczęłam krzyczeć imię Josh, przez dłuższy czas siedziałam na podłodze czekając na to, aż drzwi się otworzą, i tak się stało, to był Josh.
-Jak dobrze że jesteś, mogę wyjść?
-No wiesz, raczej nie.
-Ale ja muszę do toalety.
-Hmm..chodź w tej fabryce jakaś jest.
Ruszyliśmy w poszukiwaniu ,,kibla'' Josh cały czas trzymał mnie za rękę.
-Nie musisz mnie trzymać, nie ucieknę.
-Ojciec mi kazał, dobra tu jest W-C.
Gdy wróciliśmy do sali w której spałam zobaczyłam ojca Josh'a, był wściekły.
-Gdzie wy kurwa byliście?
-Rose musiała do toalety.
-Przepraszam...-powiedziałam cicho bałam się, że znów coś zrobi albo mi albo Josh'owi.
-Kurwa jeszcze twój chłopak dzwoni-poczułam szczęście tak bardzo chciałam z nim pogadać.
-Halo-powiedział zezłoszczony.
-Mogę porozmawiać z Rose?
-Nie kurwa!
-Niech pan mi ją da do telefonu muszę wiedzieć czy żyje!!
-Dobra ale na chwile.
Oddał, a raczej przyłożył do ucha telefon.
-Rose.
-Niall-krzyknęłam z radością.
-Już niedługo będziesz w domu.
-Kocham cię Niall.-zabrał telefon, chciałam mu to powiedzieć, przecież myślał że chodzę z James'em, bo moja mama mu to powiedziała.
Myślami Nialla...
Powiedziała że mnie kocha może Harry miał rację i jej matka zmyśliła całą tą historię z James'em. Nadal mieliśmy mało kasy brakowało nam jeszcze 20 tysięcy nie miałem pojęcia skąd mam jeszcze je wziąć. Chłopaki dołożyli się tyle ile mogli i ja też, rodzice Rose dali 40 tysięcy i my 40 tysięcy miałem jeszcze samochód za niego nie dostanę za dużo. I tak go sprzedam, robię wszystko by ją zobaczyć.
~~Kilka godzin później~~
Popatrzałam przeraźliwie na zegarek wiszący w pustej sali była 18:56. Niall miał jeszcze cztery minuty. Do sali wszedł Josh i jego ojciec.
-No mała twój chłopak ma jeszcze cztery minuty, zobaczymy czy się wyrobi.
Myślami Nialla...
Ja pierdole mam jeszcze cztery minuty a jeszcze nie przejechaliśmy połowy drogi. Zacząłem panikować, rodzice Rose zostali w domu. A ja z Harrym, Lou, Zaynem i Liamem pośpiesznie jechaliśmy do starych fabryk, samochodem ojca Rose. Zostały 2 minuty.
-Chłopaki nie wyrobimy się.
-Niall zadzwoń do niego.
-Tak i co mu powiem żeby poczekał jeszcze jakieś 5 minut albo i więcej. Przecież on może jej coś zrobić.
-Trudno dzwoń.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem.
-Halo Niall czekamy została ci minuta.
-Nie wyrobimy się poczekaj jeszcze 5 minut proszę.
-O przykro mi, Rose nie będzie zadowolona.
-Błagam....zaczekasz!
-Od tej pory będę kaleczył Rose co minuta to zależy od ciebie, czy ją zabiję czy nie.
Rozłączył się. Byłem przerażony.
-Louis szybciej-krzyczałem do przyjaciela który prowadził samochód.
Myślami Rose...
Ojciec Josh'a kazał mu wyjść po czym zamknął drzwi i z kieszeni wyjął nóż. Już po mnie, zaczęłam się trząść ze strachu, serce mi tak waliło, myślałam że wyskoczy mi z piersi. Podszedł do mnie i kucnął.
-Twój chłoptaś nieco się spóźni-powiedział i rozciął mi kawałek ciała na dekolcie, krew błyskawicznie zaczęła się sączyć. Krzyczałam z przerażenia.
-Zostaw mnie...
-Przykro mi nie możemy tak długo czekać.
Minęła kolejna minuta tym razem przejechał nożem po przed ranieniu. Krzyczałam najgłośniej jak mogłam. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.
-To ja Niall mamy kasę.
Wstał i podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Zobaczyłam Nialla łzy zaczęły mi spływać po policzkach ze szczęścia.
-Rose.
-Niall.
Podbiegł do mnie rzucając przy tym walizkę z pieniędzmi porywaczowi. Przytulił mnie mocno, jajuz nie miałam siły byłam cała we krwi bolały mnie plecy i nic nie jadłam.
-Co on ci zrobił?
-Nie ważne Niall. Tak się cieszę że jesteś.
Niall wstał i podszedł do porywacza po czym wymierzył w niego cios, chłopaki zaczęli go okładać pięściami. Do sali wpadł Josh...Niall od razu podbiegł do niego, również chciał go pobić.
-Zostaw go-krzyknęłam do chłopaka.
-Dlaczego?
-On mi pomagał. Ten porywacz chciał mnie zgwałcić ale Josh go pobił. a potem chciał mnie stąd wyprowadzić ale on do niego strzelił-powiedziałam Niall stał zdziwiony. podszedł do mnie.
-Rose powiedz mi, masz nowego chłopaka?
-nie no coś ty, wiem że mama powiedziała ci o James'ie. To mój znajomy, a wtedy gdy u mnie byłeś ja wracałam od przyjaciółki.
-Rose Kocham Cię.
-Ja ciebie też-pocałował mnie po czym wziął mnie na ręce i wyszedł ze mną z fabryki. Niall wezwał policję. Zabrali go a Josh pojechał z nami. Najpierw pojechaliśmy do szpitala, kula która tkwiła w ramieniu Josh'a musiała być wyjęta. Gdy odstawiliśmy go do szpitala jedna z pielęgniarek opatrzyła mi rany, na szczęście nie były poważne. Potem pojechaliśmy do domu.
-Córeczko!
-Mamo!
-Tak bardzo się martwiłam.
-Przepraszam za wszystko.
-To ja przepraszam, nie powinnam zakazywać ci spotykać się z Niallem.
-A będę mogła wrócić do Londynu?
-Tak córeczko, jesteś dorosła.
-Dziękuję.
A jednak dobrze, że zostałam porwana wszystko się dobrze ułożyło. Tak bardzo chciałam wrócić już do Londynu.
Obudziłam się przemarznięta, cała się trzęsłam z zimna, było lato ale poranki były dość chłodne. Josh'a nie było obok.. Nie wiedziałam co mam robić, czy siedzieć na miejscu czy gdzieś pójść, potwornie chciało mi się do toalety. Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi, były zamknięte. Zaczęłam krzyczeć imię Josh, przez dłuższy czas siedziałam na podłodze czekając na to, aż drzwi się otworzą, i tak się stało, to był Josh.
-Jak dobrze że jesteś, mogę wyjść?
-No wiesz, raczej nie.
-Ale ja muszę do toalety.
-Hmm..chodź w tej fabryce jakaś jest.
Ruszyliśmy w poszukiwaniu ,,kibla'' Josh cały czas trzymał mnie za rękę.
-Nie musisz mnie trzymać, nie ucieknę.
-Ojciec mi kazał, dobra tu jest W-C.
Gdy wróciliśmy do sali w której spałam zobaczyłam ojca Josh'a, był wściekły.
-Gdzie wy kurwa byliście?
-Rose musiała do toalety.
-Przepraszam...-powiedziałam cicho bałam się, że znów coś zrobi albo mi albo Josh'owi.
-Kurwa jeszcze twój chłopak dzwoni-poczułam szczęście tak bardzo chciałam z nim pogadać.
-Halo-powiedział zezłoszczony.
-Mogę porozmawiać z Rose?
-Nie kurwa!
-Niech pan mi ją da do telefonu muszę wiedzieć czy żyje!!
-Dobra ale na chwile.
Oddał, a raczej przyłożył do ucha telefon.
-Rose.
-Niall-krzyknęłam z radością.
-Już niedługo będziesz w domu.
-Kocham cię Niall.-zabrał telefon, chciałam mu to powiedzieć, przecież myślał że chodzę z James'em, bo moja mama mu to powiedziała.
Myślami Nialla...
Powiedziała że mnie kocha może Harry miał rację i jej matka zmyśliła całą tą historię z James'em. Nadal mieliśmy mało kasy brakowało nam jeszcze 20 tysięcy nie miałem pojęcia skąd mam jeszcze je wziąć. Chłopaki dołożyli się tyle ile mogli i ja też, rodzice Rose dali 40 tysięcy i my 40 tysięcy miałem jeszcze samochód za niego nie dostanę za dużo. I tak go sprzedam, robię wszystko by ją zobaczyć.
~~Kilka godzin później~~
Popatrzałam przeraźliwie na zegarek wiszący w pustej sali była 18:56. Niall miał jeszcze cztery minuty. Do sali wszedł Josh i jego ojciec.
-No mała twój chłopak ma jeszcze cztery minuty, zobaczymy czy się wyrobi.
Myślami Nialla...
Ja pierdole mam jeszcze cztery minuty a jeszcze nie przejechaliśmy połowy drogi. Zacząłem panikować, rodzice Rose zostali w domu. A ja z Harrym, Lou, Zaynem i Liamem pośpiesznie jechaliśmy do starych fabryk, samochodem ojca Rose. Zostały 2 minuty.
-Chłopaki nie wyrobimy się.
-Niall zadzwoń do niego.
-Tak i co mu powiem żeby poczekał jeszcze jakieś 5 minut albo i więcej. Przecież on może jej coś zrobić.
-Trudno dzwoń.
Wyjąłem telefon i zadzwoniłem.
-Halo Niall czekamy została ci minuta.
-Nie wyrobimy się poczekaj jeszcze 5 minut proszę.
-O przykro mi, Rose nie będzie zadowolona.
-Błagam....zaczekasz!
-Od tej pory będę kaleczył Rose co minuta to zależy od ciebie, czy ją zabiję czy nie.
Rozłączył się. Byłem przerażony.
-Louis szybciej-krzyczałem do przyjaciela który prowadził samochód.
Myślami Rose...
Ojciec Josh'a kazał mu wyjść po czym zamknął drzwi i z kieszeni wyjął nóż. Już po mnie, zaczęłam się trząść ze strachu, serce mi tak waliło, myślałam że wyskoczy mi z piersi. Podszedł do mnie i kucnął.
-Twój chłoptaś nieco się spóźni-powiedział i rozciął mi kawałek ciała na dekolcie, krew błyskawicznie zaczęła się sączyć. Krzyczałam z przerażenia.
-Zostaw mnie...
-Przykro mi nie możemy tak długo czekać.
Minęła kolejna minuta tym razem przejechał nożem po przed ranieniu. Krzyczałam najgłośniej jak mogłam. Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi.
-To ja Niall mamy kasę.
Wstał i podszedł do drzwi, aby je otworzyć. Zobaczyłam Nialla łzy zaczęły mi spływać po policzkach ze szczęścia.
-Rose.
-Niall.
Podbiegł do mnie rzucając przy tym walizkę z pieniędzmi porywaczowi. Przytulił mnie mocno, jajuz nie miałam siły byłam cała we krwi bolały mnie plecy i nic nie jadłam.
-Co on ci zrobił?
-Nie ważne Niall. Tak się cieszę że jesteś.
Niall wstał i podszedł do porywacza po czym wymierzył w niego cios, chłopaki zaczęli go okładać pięściami. Do sali wpadł Josh...Niall od razu podbiegł do niego, również chciał go pobić.
-Zostaw go-krzyknęłam do chłopaka.
-Dlaczego?
-On mi pomagał. Ten porywacz chciał mnie zgwałcić ale Josh go pobił. a potem chciał mnie stąd wyprowadzić ale on do niego strzelił-powiedziałam Niall stał zdziwiony. podszedł do mnie.
-Rose powiedz mi, masz nowego chłopaka?
-nie no coś ty, wiem że mama powiedziała ci o James'ie. To mój znajomy, a wtedy gdy u mnie byłeś ja wracałam od przyjaciółki.
-Rose Kocham Cię.
-Ja ciebie też-pocałował mnie po czym wziął mnie na ręce i wyszedł ze mną z fabryki. Niall wezwał policję. Zabrali go a Josh pojechał z nami. Najpierw pojechaliśmy do szpitala, kula która tkwiła w ramieniu Josh'a musiała być wyjęta. Gdy odstawiliśmy go do szpitala jedna z pielęgniarek opatrzyła mi rany, na szczęście nie były poważne. Potem pojechaliśmy do domu.
-Córeczko!
-Mamo!
-Tak bardzo się martwiłam.
-Przepraszam za wszystko.
-To ja przepraszam, nie powinnam zakazywać ci spotykać się z Niallem.
-A będę mogła wrócić do Londynu?
-Tak córeczko, jesteś dorosła.
-Dziękuję.
A jednak dobrze, że zostałam porwana wszystko się dobrze ułożyło. Tak bardzo chciałam wrócić już do Londynu.
sobota, 2 listopada 2013
A jednak/rozdział 36
Zbliżała się noc nie mogłam zasnąć za bardzo się bałam. W sali w której byłam było strasznie zimno a ja miałam cienkie spodnie i rozdartą koszulkę. Plecy bolały mnie jak cholera i jeszcze ta myśl, że tam na zewnątrz leży ciało Josh'a mnie przerażała czułam w sobie ból, może gdyby mnie zastrzelił, to może moje problemy by się skończyły. Usłyszałam jakieś odgłosy. Słyszałam jak ojciec Josh'a krzyczy do kogoś nie słyszałam odpowiedzi. Przysłuchiwałam się bardziej. A potem ten bandzior powiedział ,,Możesz do niej iść'' dalej nie słyszałam czy to chodziło o mnie. Gdy drzwi się otworzyły zobaczyłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała.
-Josh!-krzyknęłam z nie dowierzaniem, wstałam z zimnej podłogi i pobiegłam w jego stronę.
-Rose-przytulił mnie.
-Ty żyjesz!
-Żyję-spojrzałam przez ramię Josh'a czy nie stoi gdzieś jego ojciec, na szczęście go nie było.
-Twój ojciec mówił że nie żyjesz.
-Dostałem w ramię, leżałem chwilę nieprzytomny a później poszedłem do domu, to ten mały budynek obok fabryki no i tam opatrzyłem ranę ale boli jak cholera kula nadal tam jest.
-Musisz szybko jechać do szpitala.
-Nie mogę ojciec mi nie pozwolił nigdzie stąd iść.
-Ale może ci się coś stać.
-Nic mi nie będzie-zapewniał.
-Jak dobrze, że jesteś, dzięki tobie jestem tu jeszcze normalna.
-Przepraszam Rose najchętniej to bym cię wypuścił.
-Już raz spróbowałeś, mam nadzieję że rodzice i Niall uzbierają te pieniądze.
-Też mam taką nadzieję powinnaś się przespać, poczekaj zaraz przyniosę ci jakiś materac.
Byłam taka szczęśliwa że Josh żyje gdy tylko z tego wyjdę to od razu pójdę na policję i powiem o tym bandziorze czyli ojcu Josh'a mam nadzieję, że dostanie dożywocie. Po chwili do sali wszedł Josh z materacami. Położył je na podłodze jeden na drugim.
-Będzie ci cieplej, masz-dał mi swoją bluzę, wzięłam od razu bo było mi bardzo zimno. Josh usiadł obok.
-Gdzie twój ojciec?
-Na korytarzu ma stary fotel siedzi na nim i się wścieka że żyję.
-Nie mów tak.
-Najchętniej to zabrałbym cie do domu, ale ojciec mi nie pozwoli.
-Nie musisz się mną tak zajmować.
-Ale chcę, mam wieli szacunek do dziewczyn,nie tak jak mój ojciec, pewnie mówił ci o mojej dziewczynie.
-Mówił, tak mi przykro.
-Nie na widzę sukinsyna, najchętniej to bym go zabił.
-Wiesz ile ja bym dała żeby przytulić się do rodziców, jeszcze wczoraj mówiłam im że ich nie na widzę. Chłopak ze mną zerwał ale to dlatego że rodzice mu kazali, bardzo go kocham i tęsknię za nim.
-Też bym tak chciał, twoje życie jest normalne a moje jakieś popieprzone.
-Wcale nie mam normalnego życia byłam w śpiączce. Taki Roger dwa razy próbował mnie zgwałcić, chłopak był w szpitalu, siostra przedawkowała i umarła. Teraz cały czas kłócę się z rodzicami a Niall myśli że mam nowego chłopaka. A teraz to.
-Czyli też rozkoszy nie miałaś.
-Nie, ale i tak miałeś gorzej, masakra.
-Nie rozmawiajmy o tym. Twój chłopak ten Niall nadal cie kocha cały czas dzwoni i pyta czy jesteś cała i w ogóle.. i mówił że zebrali już połowę kasy widzisz w nie cały dzień maja 50 tysięcy na pewno uzbierają kasę i będziesz wolna tylko ja z nim zostanę.
-Nie, zabiorę cię stąd.
-Nie ma szans jeszcze nas zabije.
-Obiecuję ci to za dużo przez niego wycierpiałeś.
-Dobrze Rose a teraz śpij i nie myśl o tym. Nie pozwolę żeby ojciec ci coś zrobił.
__________________________________________________________________________
Ostatnio nie wstawiałam postów ale dzisiaj to nadrobiłam i wstawiłam 2 rozdziały.. proszę o komentarze....:) Majka.
-Josh!-krzyknęłam z nie dowierzaniem, wstałam z zimnej podłogi i pobiegłam w jego stronę.
-Rose-przytulił mnie.
-Ty żyjesz!
-Żyję-spojrzałam przez ramię Josh'a czy nie stoi gdzieś jego ojciec, na szczęście go nie było.
-Twój ojciec mówił że nie żyjesz.
-Dostałem w ramię, leżałem chwilę nieprzytomny a później poszedłem do domu, to ten mały budynek obok fabryki no i tam opatrzyłem ranę ale boli jak cholera kula nadal tam jest.
-Musisz szybko jechać do szpitala.
-Nie mogę ojciec mi nie pozwolił nigdzie stąd iść.
-Ale może ci się coś stać.
-Nic mi nie będzie-zapewniał.
-Jak dobrze, że jesteś, dzięki tobie jestem tu jeszcze normalna.
-Przepraszam Rose najchętniej to bym cię wypuścił.
-Już raz spróbowałeś, mam nadzieję że rodzice i Niall uzbierają te pieniądze.
-Też mam taką nadzieję powinnaś się przespać, poczekaj zaraz przyniosę ci jakiś materac.
Byłam taka szczęśliwa że Josh żyje gdy tylko z tego wyjdę to od razu pójdę na policję i powiem o tym bandziorze czyli ojcu Josh'a mam nadzieję, że dostanie dożywocie. Po chwili do sali wszedł Josh z materacami. Położył je na podłodze jeden na drugim.
-Będzie ci cieplej, masz-dał mi swoją bluzę, wzięłam od razu bo było mi bardzo zimno. Josh usiadł obok.
-Gdzie twój ojciec?
-Na korytarzu ma stary fotel siedzi na nim i się wścieka że żyję.
-Nie mów tak.
-Najchętniej to zabrałbym cie do domu, ale ojciec mi nie pozwoli.
-Nie musisz się mną tak zajmować.
-Ale chcę, mam wieli szacunek do dziewczyn,nie tak jak mój ojciec, pewnie mówił ci o mojej dziewczynie.
-Mówił, tak mi przykro.
-Nie na widzę sukinsyna, najchętniej to bym go zabił.
-Wiesz ile ja bym dała żeby przytulić się do rodziców, jeszcze wczoraj mówiłam im że ich nie na widzę. Chłopak ze mną zerwał ale to dlatego że rodzice mu kazali, bardzo go kocham i tęsknię za nim.
-Też bym tak chciał, twoje życie jest normalne a moje jakieś popieprzone.
-Wcale nie mam normalnego życia byłam w śpiączce. Taki Roger dwa razy próbował mnie zgwałcić, chłopak był w szpitalu, siostra przedawkowała i umarła. Teraz cały czas kłócę się z rodzicami a Niall myśli że mam nowego chłopaka. A teraz to.
-Czyli też rozkoszy nie miałaś.
-Nie, ale i tak miałeś gorzej, masakra.
-Nie rozmawiajmy o tym. Twój chłopak ten Niall nadal cie kocha cały czas dzwoni i pyta czy jesteś cała i w ogóle.. i mówił że zebrali już połowę kasy widzisz w nie cały dzień maja 50 tysięcy na pewno uzbierają kasę i będziesz wolna tylko ja z nim zostanę.
-Nie, zabiorę cię stąd.
-Nie ma szans jeszcze nas zabije.
-Obiecuję ci to za dużo przez niego wycierpiałeś.
-Dobrze Rose a teraz śpij i nie myśl o tym. Nie pozwolę żeby ojciec ci coś zrobił.
__________________________________________________________________________
Ostatnio nie wstawiałam postów ale dzisiaj to nadrobiłam i wstawiłam 2 rozdziały.. proszę o komentarze....:) Majka.
Ból/Rozdział 35
Złapał mnie mocno za rękę i pociągnął w stronę innego pomieszczenia. Nie było w nim nic, pusta sala, było w niej tylko pełno kurzu i pajęczyny. Popchnął mnie na ścianę najmocniej jak mógł. W plechach poczułam ogromny ból jakby kości miały mi zaraz się pokruszyć. Nie mogłam zapanować nad sobą upadłam a potem zaczęłam gorzko płakać ten płacz nie był spowodowany tylko bólem jaki przeszywał moje ciało. Ale i bólem w sercu nie mogłam się pogodzić z tym, że Josh leżał teraz na zewnątrz i się wykrwawiał był moim jedynym wybawieniem tutaj a teraz zostałam tylko ja i jego ojciec. Patrzał na mnie nie chciałam się mu przyglądać ale czasami zerkałam, zobaczyłam na jego twarzy uśmiech, dlaczego? Jak miał powód do tego żeby się śmiać, to że leżałam przed nim i konałam z bólu, czy to, że postrzelił swojego syna. Podszedł do mnie i znowu mocno złapał mnie za policzki.
-I po co wam to było?Trzeba było nie uciekać.
-Czy ty w ogóle masz serce, jak mogłeś strzelić do syna.
-Normalnie jakoś się tym nie przejmuje i tak tylko mi przeszkadzał .
-Ty jesteś nienormalny.
-Nie myśl o mnie źle słonko.
Odwróciłam twarz łzy leciały mi jak woda.
-Zepsuliście mi humor a mogło być tak fajnie. Nie wiem czy karać cię dzisiaj czy jutro.
-I tak mnie nie zabijesz! Przecież chcesz mieć kasę.
-Nawet cie nie chcę zabić nie mów tak chcę cię ukarać.
-Po co ci to. Przecież i tak ci zapłacą, dlaczego chcesz się nade mną znęcać?
-Bo lubię? Znęcałem się nad żoną nad synami. Nawet ci się pochwalę, że zgwałciłem dziewczynę Josh'a i się zabiła, ale to było dawno!
-Co, jak mogłeś, ty się jeszcze tym chwalisz, jesteś skończony. Jak mogłeś ich tak skrzywdzić co oni ci zrobili. Powinieneś się leczyć.
Puścił mnie i wstał, wyjął papierosa i zaczął go palić, co chwilę się uśmiechał.Było mi tak żal jego rodziny, a najbardziej Josh'a zrozumiałam to dlaczego był dla mnie taki dobry i nie dał mnie skrzywdzić. Bo jego ojciec zgwałcił jego dziewczynę, która później przez to popełniła samobójstwo, jak Josh musiał się wtedy okropnie czuć. Najchętniej to pobiegłabym teraz do niego, nie wiedziałam czy on żyje czy nie.
-Mogę wyjść na zewnątrz?-spytałam miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Cyba sobie żartujesz!
-Błagam, chcę tylko sprawdzić czy Josh żyje, błagam
-Nie żyje!
-A skąd wiesz! Może żyje.
-Nie żyje Nie rozumiesz.
Pękło coś we mnie znów zaczęłam płakać.
Myślami Nialla...
Mieliśmy czas do jutra do 19:00 zbliżała się noc mieliśmy 48 tysięcy na razie. Martwiłem się o Rose a raczej bałem się o nią. Nie wiedziałem co ona robi i czy nie dzieje się jej krzywda. Chciałem ją zobaczyć. Wiem, że miała drugiego chłopaka James'a, bo mówiła mi jej matka, ale nie liczyło się to dla mnie w tamtej chwili. Najbardziej bałem się o to, że ci porywacze mogą ja zgwałcić i tak przeżyła traumę to dla niej za wiele.
-I po co wam to było?Trzeba było nie uciekać.
-Czy ty w ogóle masz serce, jak mogłeś strzelić do syna.
-Normalnie jakoś się tym nie przejmuje i tak tylko mi przeszkadzał .
-Ty jesteś nienormalny.
-Nie myśl o mnie źle słonko.
Odwróciłam twarz łzy leciały mi jak woda.
-Zepsuliście mi humor a mogło być tak fajnie. Nie wiem czy karać cię dzisiaj czy jutro.
-I tak mnie nie zabijesz! Przecież chcesz mieć kasę.
-Nawet cie nie chcę zabić nie mów tak chcę cię ukarać.
-Po co ci to. Przecież i tak ci zapłacą, dlaczego chcesz się nade mną znęcać?
-Bo lubię? Znęcałem się nad żoną nad synami. Nawet ci się pochwalę, że zgwałciłem dziewczynę Josh'a i się zabiła, ale to było dawno!
-Co, jak mogłeś, ty się jeszcze tym chwalisz, jesteś skończony. Jak mogłeś ich tak skrzywdzić co oni ci zrobili. Powinieneś się leczyć.
Puścił mnie i wstał, wyjął papierosa i zaczął go palić, co chwilę się uśmiechał.Było mi tak żal jego rodziny, a najbardziej Josh'a zrozumiałam to dlaczego był dla mnie taki dobry i nie dał mnie skrzywdzić. Bo jego ojciec zgwałcił jego dziewczynę, która później przez to popełniła samobójstwo, jak Josh musiał się wtedy okropnie czuć. Najchętniej to pobiegłabym teraz do niego, nie wiedziałam czy on żyje czy nie.
-Mogę wyjść na zewnątrz?-spytałam miałam nadzieję, że się zgodzi.
-Cyba sobie żartujesz!
-Błagam, chcę tylko sprawdzić czy Josh żyje, błagam
-Nie żyje!
-A skąd wiesz! Może żyje.
-Nie żyje Nie rozumiesz.
Pękło coś we mnie znów zaczęłam płakać.
Myślami Nialla...
Mieliśmy czas do jutra do 19:00 zbliżała się noc mieliśmy 48 tysięcy na razie. Martwiłem się o Rose a raczej bałem się o nią. Nie wiedziałem co ona robi i czy nie dzieje się jej krzywda. Chciałem ją zobaczyć. Wiem, że miała drugiego chłopaka James'a, bo mówiła mi jej matka, ale nie liczyło się to dla mnie w tamtej chwili. Najbardziej bałem się o to, że ci porywacze mogą ja zgwałcić i tak przeżyła traumę to dla niej za wiele.
środa, 30 października 2013
Strach Ból Krzyk/Rozdział 34
W pewnym momencie obaj wyszli z pomieszczenia, w którym byliśmy. Szybko wstałam i podążałam korytarzami w stronę wyjścia. Biegłam najszybciej jak tylko mogłam. Byłam już prawie przy wyjściu gdy usłyszałam krzyki za sobą.
-Stój kurwa!!!-krzyczeli, ale ja się nie zatrzymywałam, bałam się że oni mogą mi zrobić to czego nie udało się zrobić Rogerowi. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Myślałaś, że nam uciekniesz co!!!-zobaczyłam twarz tego starszego mężczyzny.
-Zostaw mnie, co ja ci zrobiłam.
-Wiesz mała potrzebujemy kasy, a ty akurat się nawinęłaś to skorzystaliśmy z okazji.
Wziął mnie za policzki i mocno przydusił je palcami. Zaczęłam krzyczeć, a raczej próbować krzyczeć.
-Zostaw ją-powiedział ten młodszy zaskoczyło mnie to.
-Zamknij się gówniarzu-jedną ręką go odepchną, a drugą mnie trzymał.
-Wiesz co tato nie będę w tym uczestniczył.
Czy ja się przesłyszałam, czy to był jego ojciec.
-Tylko spróbuj a pożałujesz, zabieraj ją do tego pomieszczenia w którym była wcześniej i zamknij drzwi.
-Dobra-posłuchał go i wziął mnie delikatnie za rękę, to było dziwne gdy szłam z nim przez te korytarze czułam się bezpieczniej. Wydawało mi się, że robił to z przymusu ojca. Gdy dotarliśmy na miejsce puścił mnie.
-Wszystko ok?-zapytał nieoczekiwanie.
-A co ma być ok. Jestem tu przetrzymywana.
-Wiem,głupio zapytałem.
-Dlaczego jaki jesteś?
-Jaki?
-No inny, że nie chcesz mi zrobić krzywdy.
-Bo nie chcę. Ojciec mnie zmusza żebym tu był wcale nie chcę żeby Ci się coś stało. On już wiele złego zrobił mi też, dwa razy byłem przez niego w szpitalu, ale go to nie obchodzi.
-Boisz się go?
-Tak, zabił moją matkę i brata, a potem jakieś bandziory wykupili go z więzienia i teraz musi im to spłacić.
-O boże, tak mi przykro. A jak on mnie zabije, przecież Niall nie zdąży do wieczora zebrać tyle kasy.
-Ma jeszcze jeden dzień jutro o 19:00 ma przynieść mu kasę.
-A jak nie zdąży.
-Nawet o tym nie myśl.
-A tu co się dzieje?-do pomieszczenia w którym byliśmy wpadł jego ojciec.
-Nic, rozmawialiśmy.
-Zabraniam ci z nią rozmawiać Josh.
Wyszli wiedziałam jak ma na imię przed chwilą poznany mi chłopak. Siedziałam zamknięta kilka godzin było mi zimno i byłam bardzo głodna a przede wszystkim zmęczona. Nie mogłam na chwilę przestać myśleć o tym co powiedział mi Josh. Jak jego ojciec mógł zabić własną żonę i syna. Cholernie się go bałam a jeśli Niall z rodzicami nie zdążą zebrać tych pieniędzy na pewno mnie zabije. Zaczęłam płakać i żałować tego, że uciekłam z domu.
-Cześć piękna- w drzwiach zobaczyłam ojca Josha.
-Zostaw mnie!-powiedziałam.
-Nie bój się!-podchodził bliżej.
-Czego chcesz?
-Trochę mi się nudzi-serce podchodziło mi do gardła tylko nie to jeśli on będzie próbował mi coś zrobić.
-Odejdź-powiedziałam gdy był na przeciwko mnie.
-Rose daj spokój, nie bój się!-był tak blisko że przyciskał mnie do ściany. Wpatrywał się w moje załzawione oczy, po czym rozerwał mi koszulkę. Zaczęłam krzyczeć.
-Zostaw!-krzyczałam dalej, gdy w drzwiach pojawił się Josh.
-Zostaw ją!Jeszcze ci mało-krzyczał do niego, ale on nic sobie z tego nie robił waliłam go pięściami po klatce piersiowej ale nic to nie dało. Josh podbiegł do nas i walną go z całej siły w głowę a potem znowu. Na szczęście stracił przytomność. Wziął mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Już dobrze, chodź wyprowadzę cię na zewnątrz i uciekniesz.
-Ok-zaczęliśmy biec w stronę wyjścia on cały czas trzymał mnie za rękę. Usłyszałam jak ktoś biegnie za nami to na pewno był jego ojciec.
-Stójcie, bo was zabiję-usłyszałam, chciałam się zatrzymać ale Josh dalej biegł. Wybiegliśmy na zewnątrz usłyszałam strzał, a potem Josh upadł.
-Nie! co ty zrobiłeś!-krzyczałam bez opamiętania-To twój syn!-krzyczałam dalej już nawet nie wiedziałam co.
-Zostaw go i chodź, bo skończysz jak on.
Jak ten sukinsyn mógł tak mówić strzelił do swojego syna miałam ochotę go zabić, ale co ja mogłam.
-Stój kurwa!!!-krzyczeli, ale ja się nie zatrzymywałam, bałam się że oni mogą mi zrobić to czego nie udało się zrobić Rogerowi. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Myślałaś, że nam uciekniesz co!!!-zobaczyłam twarz tego starszego mężczyzny.
-Zostaw mnie, co ja ci zrobiłam.
-Wiesz mała potrzebujemy kasy, a ty akurat się nawinęłaś to skorzystaliśmy z okazji.
Wziął mnie za policzki i mocno przydusił je palcami. Zaczęłam krzyczeć, a raczej próbować krzyczeć.
-Zostaw ją-powiedział ten młodszy zaskoczyło mnie to.
-Zamknij się gówniarzu-jedną ręką go odepchną, a drugą mnie trzymał.
-Wiesz co tato nie będę w tym uczestniczył.
Czy ja się przesłyszałam, czy to był jego ojciec.
-Tylko spróbuj a pożałujesz, zabieraj ją do tego pomieszczenia w którym była wcześniej i zamknij drzwi.
-Dobra-posłuchał go i wziął mnie delikatnie za rękę, to było dziwne gdy szłam z nim przez te korytarze czułam się bezpieczniej. Wydawało mi się, że robił to z przymusu ojca. Gdy dotarliśmy na miejsce puścił mnie.
-Wszystko ok?-zapytał nieoczekiwanie.
-A co ma być ok. Jestem tu przetrzymywana.
-Wiem,głupio zapytałem.
-Dlaczego jaki jesteś?
-Jaki?
-No inny, że nie chcesz mi zrobić krzywdy.
-Bo nie chcę. Ojciec mnie zmusza żebym tu był wcale nie chcę żeby Ci się coś stało. On już wiele złego zrobił mi też, dwa razy byłem przez niego w szpitalu, ale go to nie obchodzi.
-Boisz się go?
-Tak, zabił moją matkę i brata, a potem jakieś bandziory wykupili go z więzienia i teraz musi im to spłacić.
-O boże, tak mi przykro. A jak on mnie zabije, przecież Niall nie zdąży do wieczora zebrać tyle kasy.
-Ma jeszcze jeden dzień jutro o 19:00 ma przynieść mu kasę.
-A jak nie zdąży.
-Nawet o tym nie myśl.
-A tu co się dzieje?-do pomieszczenia w którym byliśmy wpadł jego ojciec.
-Nic, rozmawialiśmy.
-Zabraniam ci z nią rozmawiać Josh.
Wyszli wiedziałam jak ma na imię przed chwilą poznany mi chłopak. Siedziałam zamknięta kilka godzin było mi zimno i byłam bardzo głodna a przede wszystkim zmęczona. Nie mogłam na chwilę przestać myśleć o tym co powiedział mi Josh. Jak jego ojciec mógł zabić własną żonę i syna. Cholernie się go bałam a jeśli Niall z rodzicami nie zdążą zebrać tych pieniędzy na pewno mnie zabije. Zaczęłam płakać i żałować tego, że uciekłam z domu.
-Cześć piękna- w drzwiach zobaczyłam ojca Josha.
-Zostaw mnie!-powiedziałam.
-Nie bój się!-podchodził bliżej.
-Czego chcesz?
-Trochę mi się nudzi-serce podchodziło mi do gardła tylko nie to jeśli on będzie próbował mi coś zrobić.
-Odejdź-powiedziałam gdy był na przeciwko mnie.
-Rose daj spokój, nie bój się!-był tak blisko że przyciskał mnie do ściany. Wpatrywał się w moje załzawione oczy, po czym rozerwał mi koszulkę. Zaczęłam krzyczeć.
-Zostaw!-krzyczałam dalej, gdy w drzwiach pojawił się Josh.
-Zostaw ją!Jeszcze ci mało-krzyczał do niego, ale on nic sobie z tego nie robił waliłam go pięściami po klatce piersiowej ale nic to nie dało. Josh podbiegł do nas i walną go z całej siły w głowę a potem znowu. Na szczęście stracił przytomność. Wziął mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Już dobrze, chodź wyprowadzę cię na zewnątrz i uciekniesz.
-Ok-zaczęliśmy biec w stronę wyjścia on cały czas trzymał mnie za rękę. Usłyszałam jak ktoś biegnie za nami to na pewno był jego ojciec.
-Stójcie, bo was zabiję-usłyszałam, chciałam się zatrzymać ale Josh dalej biegł. Wybiegliśmy na zewnątrz usłyszałam strzał, a potem Josh upadł.
-Nie! co ty zrobiłeś!-krzyczałam bez opamiętania-To twój syn!-krzyczałam dalej już nawet nie wiedziałam co.
-Zostaw go i chodź, bo skończysz jak on.
Jak ten sukinsyn mógł tak mówić strzelił do swojego syna miałam ochotę go zabić, ale co ja mogłam.
wtorek, 29 października 2013
Ja i mój rozsądek/Rozdział 33
Postanowiłam do niego polecieć jeśli on się odważył to ja też się odważę. Nie byłam pewna, ale w końcu się zdecydowałam, spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do jednej walizki i po cichu wymknęłam się z domu. Szłam przed siebie, gdy nagle usłyszałam kroki za mną, odwróciłam się to był mój ojciec.
-A ty gdzie moja panno?
-Przed siebie.
-Nie chcesz powiedzieć, że miałaś zamiar pojechać do Nialla.
-Tak mam taki zamiar.
-Nigdzie nie jedziesz-wyrwał mi z ręki walizkę i się cofną.
-Myślisz, że zostanę, nigdy-zaczęłam biec przed siebie miałam w kieszeni tylko portfel, paszport i dokumenty zostawiłam w walizce. Słyszałam krzyki taty, ale nie zatrzymywałam się ani na moment dla Nialla byłam w stanie poświęcić wszystko. Zobaczyłam autobus bez chwili namysłu weszłam do środka i usiadłam przy oknie. Jechaliśmy w stronę starych fabryk. Szczerze to nigdy tam nie byłam chociaż mieszkam tu 19 lat. Autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku, nie mogłam jechać dalej. Wysiadłam. Nie miałam gdzie się podziać co ja najlepszego zrobiłam. Robiło się ciemno a ja nie miałam gdzie spać. Udałam się w stronę starej fabryki z nadzieją, że tam będę mogła się zdrzemnąć. Na szczęście w środku nikogo nie było położyłam się na jakichś postrzępionych materacach. Bardzo szybko zasnęłam.
~~Myślami Nialla~~
Siedziałem na kanapie i myślałem nagle usłyszałem dźwięk mojej komórki. Zdziwiłem się bo dzwoniła mama Rose.
-Halo.
-Niall daj mi Rose, wiem że tam jest!
-Słucham u mnie jej nie ma.
-Jak to? Wczoraj wyszła i do tej pory nie wróciła, byłam pewna że jest u ciebie.
-Jak jej nie ma?
-Boże ona uciekła, albo jej się coś stało.
-Zaraz wsiadam do samolotu i będę.
Co się stało, dlaczego ona uciekła z domu, jeśli jej się coś stało, to wszystko przeze mnie. Zadzwoniłem do chłopaków Harry poleciał ze mną a Zayn, Louis i Liam zostali u mnie w domu na wypadek gdyby Rose do mnie przyszła.
~~Myślami Rose~~
Gdy się obudziłam usłyszałam czyjąś rozmowę to były męskie głosy. Serce zaczęło mi walić gdy wsłuchałam się w ich rozmowę.
-Słuchaj zamkniemy ją tui ją wypytamy a później będziemy szantażować jej rodzinę. Będziemy chcieli okupu rozumiesz.
-Dobry plan to ja zamknę fabrykę a ty idź z nią pogadaj.
Serce podeszło mi do gardła wstałam i próbowałam stąd uciec, na marne w drzwiach zobaczyłam jakiegoś mężczyznę.
-Nie uciekaj piękna!
-Zostaw mnie-krzyknęłam.
-Nie krzycz! Musisz mi powiedzieć coś o sobie.
-Nic ci nie powiem zostaw mnie.
-Masz rodzinę?-milczałam nie chciałam ich w to wciągać.
-Nie chcesz mówić to nie mów. Mam twój telefon. To do kogo mam zadzwonić?-zaczął przeglądać kontakty.
-Nialla, Mamy, Taty, Harry'ego, Louisa, Zayna, Liama, no wybieraj...
-Wypuść mnie.
-Dobrze to zadzwonię do Nialla masz go pierwszego to pewnie twój chłopak.
Wziął telefon i wybrał numer.
-Halo.
-Cześć Niall.
-Kto mówi?
-Mam twoją dziewczynę.
-Kim jesteś?
-Nie ważne.
-Chce z nią pogadać.
-Dobrze-widziałam jak włącza głośno mówiący.
-Rose.
-Niall.
-Gdzie jesteś?
-W...-Zabrał telefon.
-A więc chce za nią 100 000 do jutra, masz być o 19:00 inaczej Rose bo tak się chyba nazywa o ile dobrze słyszałem a więc Rose stanie się krzywda.
Rozłączył się z nim, cholernie się bałam tego typa. Dołączył do nas jego kolega jego twarz wydawała misie bardziej przyjazna, był o wiele młodszy. Miałam nadzieję, że nic mi nie zrobią. Dlaczego zawsze muszę się w coś wpakować. Ja i mój jebany rozsądek.
__________________________________________________________________________________Ostatnio nie ma żadnych komentarzy jest mi z tego powodu trochę smutno...proszę czytajcie i komentujcie...zależy mi na waszych opiniach..:) Pozdrawiam Majka.
-A ty gdzie moja panno?
-Przed siebie.
-Nie chcesz powiedzieć, że miałaś zamiar pojechać do Nialla.
-Tak mam taki zamiar.
-Nigdzie nie jedziesz-wyrwał mi z ręki walizkę i się cofną.
-Myślisz, że zostanę, nigdy-zaczęłam biec przed siebie miałam w kieszeni tylko portfel, paszport i dokumenty zostawiłam w walizce. Słyszałam krzyki taty, ale nie zatrzymywałam się ani na moment dla Nialla byłam w stanie poświęcić wszystko. Zobaczyłam autobus bez chwili namysłu weszłam do środka i usiadłam przy oknie. Jechaliśmy w stronę starych fabryk. Szczerze to nigdy tam nie byłam chociaż mieszkam tu 19 lat. Autobus zatrzymał się na ostatnim przystanku, nie mogłam jechać dalej. Wysiadłam. Nie miałam gdzie się podziać co ja najlepszego zrobiłam. Robiło się ciemno a ja nie miałam gdzie spać. Udałam się w stronę starej fabryki z nadzieją, że tam będę mogła się zdrzemnąć. Na szczęście w środku nikogo nie było położyłam się na jakichś postrzępionych materacach. Bardzo szybko zasnęłam.
~~Myślami Nialla~~
Siedziałem na kanapie i myślałem nagle usłyszałem dźwięk mojej komórki. Zdziwiłem się bo dzwoniła mama Rose.
-Halo.
-Niall daj mi Rose, wiem że tam jest!
-Słucham u mnie jej nie ma.
-Jak to? Wczoraj wyszła i do tej pory nie wróciła, byłam pewna że jest u ciebie.
-Jak jej nie ma?
-Boże ona uciekła, albo jej się coś stało.
-Zaraz wsiadam do samolotu i będę.
Co się stało, dlaczego ona uciekła z domu, jeśli jej się coś stało, to wszystko przeze mnie. Zadzwoniłem do chłopaków Harry poleciał ze mną a Zayn, Louis i Liam zostali u mnie w domu na wypadek gdyby Rose do mnie przyszła.
~~Myślami Rose~~
Gdy się obudziłam usłyszałam czyjąś rozmowę to były męskie głosy. Serce zaczęło mi walić gdy wsłuchałam się w ich rozmowę.
-Słuchaj zamkniemy ją tui ją wypytamy a później będziemy szantażować jej rodzinę. Będziemy chcieli okupu rozumiesz.
-Dobry plan to ja zamknę fabrykę a ty idź z nią pogadaj.
Serce podeszło mi do gardła wstałam i próbowałam stąd uciec, na marne w drzwiach zobaczyłam jakiegoś mężczyznę.
-Nie uciekaj piękna!
-Zostaw mnie-krzyknęłam.
-Nie krzycz! Musisz mi powiedzieć coś o sobie.
-Nic ci nie powiem zostaw mnie.
-Masz rodzinę?-milczałam nie chciałam ich w to wciągać.
-Nie chcesz mówić to nie mów. Mam twój telefon. To do kogo mam zadzwonić?-zaczął przeglądać kontakty.
-Nialla, Mamy, Taty, Harry'ego, Louisa, Zayna, Liama, no wybieraj...
-Wypuść mnie.
-Dobrze to zadzwonię do Nialla masz go pierwszego to pewnie twój chłopak.
Wziął telefon i wybrał numer.
-Halo.
-Cześć Niall.
-Kto mówi?
-Mam twoją dziewczynę.
-Kim jesteś?
-Nie ważne.
-Chce z nią pogadać.
-Dobrze-widziałam jak włącza głośno mówiący.
-Rose.
-Niall.
-Gdzie jesteś?
-W...-Zabrał telefon.
-A więc chce za nią 100 000 do jutra, masz być o 19:00 inaczej Rose bo tak się chyba nazywa o ile dobrze słyszałem a więc Rose stanie się krzywda.
Rozłączył się z nim, cholernie się bałam tego typa. Dołączył do nas jego kolega jego twarz wydawała misie bardziej przyjazna, był o wiele młodszy. Miałam nadzieję, że nic mi nie zrobią. Dlaczego zawsze muszę się w coś wpakować. Ja i mój jebany rozsądek.
__________________________________________________________________________________Ostatnio nie ma żadnych komentarzy jest mi z tego powodu trochę smutno...proszę czytajcie i komentujcie...zależy mi na waszych opiniach..:) Pozdrawiam Majka.
poniedziałek, 28 października 2013
Fałszywa prawda/Rozdział 32
Nie byłem pewny co do mojego pomysłu ale raz się żyje. Wsiadłem do samochodu Hazzy a ten podwiózł mnie na lotnisko.
-Mogłeś chociaż coś ze sobą wziąć a nie tak bez niczego do niej lecisz-powiedział Harry, no w sumie miał rację, wziąłem tylko paszport i pieniądze nic po za tym.
-Trudno.
-A jak ona tam zostanie.
-Będę musiał to jakoś przeżyć.
Kupiłem bilet i za godzinę miał być samolot do Chicago. Denerwowałem się tym spotkaniem ona o niczym nie wiedziała.
-Harry może polecisz ze mną.
-Nie, sam musisz z nią pogadać ja bym tylko przeszkadzał.
Ta godzina trwała wieczność. W końcu samolot przyleciał poszedłem na odprawę i po paru minutach siedziałem przy małym okienku. Próbowałem wymyślić sobie tekst, który powiem Rose. Niestety nic z tego nie wyszło. Powiem jej coś od serca, że tęskniłem. Za nim się obejrzałem byłem już w Chicago. Postałem chwilkę na lotnisku i wezwałem taksówkę.
~~Myślami Rose~~
Cały czas siedziałam w pokoju, trochę mi się nudziło postanowiłam odwiedzić moją dawną przyjaciółkę Carolinę. Ubrałam się w coś wyjściowego i wyszłam z domu mówiąc mamie, że idę na miasto.
~~Myślami Nialla~~
Byłem już pod jej domem. Zapłaciłem taksówkarzowi. Stałem na tej drodze i nie mogłem się ruszyć tak strasznie się denerwowałem. W końcu zdobyłem się na odwagę i zapukałem. Otworzyła mama Rose.
-Dzień dobry.
-Niall co ty tu robisz?
-Przyleciałem do Rose, chcę z nią pogadać.
-Yyy....jej nie ma poszła do James'a.
-Jakiego James'a?
-No to jej nowy znajomy chyba ktoś bliższy.
-Słucham?
-Przykro mi Niall, zapomnij o niej, nie jesteś jej warty.
Nie mogłem w to uwierzyć miała innego, szybko się pocieszyła a ja głupi myślałem że zobaczę ją w drzwiach i że mnie wyściska, byłem taki naiwny, ale jak zapomniała to może i lepiej. Zadzwoniłem do Harry'ego.
-Co tam Niall?
-Szybko się pocieszyła.
-Jak to?
-Ma nowego chłopaka James'a.
-Nie wierzę.
-To uwierz, byłem naiwny.
-Wracasz?
-A co mam stać pod jej domem?
~~Myślami Rose~~
Niestety Caroliny nie było postanowiłam wrócić, przed domem zobaczyłam......Nialla on tu jest! wsiadał do taksówki.
-Niall-krzyczałam najgłośniej jak mogłam a on odwrócił się i dziwnie popatrzał. Biegłam ile sił w nogach ale odjechał. O co chodziło dlaczego mi nic nie powiedział. Co to kurwa miało być. Pobiegłam szybko do domu. Moja mama na pewno wiedziała o co chodzi.
-Mamo-krzyczałam jak opętana.
-Tak córeczko.
-Był tu Niall?
-Tak był!
-To dlaczego udawał, że mnie nie zna co mu powiedziałaś!?
-Prawdę.
-Jaką prawdę?
-Że cię nie ma bo jesteś u James'a i, że on chyba jest kimś bliskim dla ciebie.
-Oszalałaś?! Byłam u Caroliny. Jak mogłaś mu to powiedzieć, nienawidzę cię.
-Chciałam dobrze.
-Możesz nie wtrącać się w moje życie, daj mi spokój rozumiesz?
Pobiegłam do swojego pokoju i próbowałam dodzwonić się do Nialla, niestety nie odbierał. Rozumiem jego reakcję, też bym tak zareagowała. Od tego momentu poczułam nienawiść do mojej mamy. Niall teraz na pewno myślał, że go olałam, że się szybko pocieszyłam nie chciałam żeby to myślał. Włączyłam komputer i zobaczyłam samoloty do Londynu, niestety miał on być za 3 minuty nie zdążę go złapać na lotnisku. Jeśli on się odważył to ja też.
-Mogłeś chociaż coś ze sobą wziąć a nie tak bez niczego do niej lecisz-powiedział Harry, no w sumie miał rację, wziąłem tylko paszport i pieniądze nic po za tym.
-Trudno.
-A jak ona tam zostanie.
-Będę musiał to jakoś przeżyć.
Kupiłem bilet i za godzinę miał być samolot do Chicago. Denerwowałem się tym spotkaniem ona o niczym nie wiedziała.
-Harry może polecisz ze mną.
-Nie, sam musisz z nią pogadać ja bym tylko przeszkadzał.
Ta godzina trwała wieczność. W końcu samolot przyleciał poszedłem na odprawę i po paru minutach siedziałem przy małym okienku. Próbowałem wymyślić sobie tekst, który powiem Rose. Niestety nic z tego nie wyszło. Powiem jej coś od serca, że tęskniłem. Za nim się obejrzałem byłem już w Chicago. Postałem chwilkę na lotnisku i wezwałem taksówkę.
~~Myślami Rose~~
Cały czas siedziałam w pokoju, trochę mi się nudziło postanowiłam odwiedzić moją dawną przyjaciółkę Carolinę. Ubrałam się w coś wyjściowego i wyszłam z domu mówiąc mamie, że idę na miasto.
~~Myślami Nialla~~
Byłem już pod jej domem. Zapłaciłem taksówkarzowi. Stałem na tej drodze i nie mogłem się ruszyć tak strasznie się denerwowałem. W końcu zdobyłem się na odwagę i zapukałem. Otworzyła mama Rose.
-Dzień dobry.
-Niall co ty tu robisz?
-Przyleciałem do Rose, chcę z nią pogadać.
-Yyy....jej nie ma poszła do James'a.
-Jakiego James'a?
-No to jej nowy znajomy chyba ktoś bliższy.
-Słucham?
-Przykro mi Niall, zapomnij o niej, nie jesteś jej warty.
Nie mogłem w to uwierzyć miała innego, szybko się pocieszyła a ja głupi myślałem że zobaczę ją w drzwiach i że mnie wyściska, byłem taki naiwny, ale jak zapomniała to może i lepiej. Zadzwoniłem do Harry'ego.
-Co tam Niall?
-Szybko się pocieszyła.
-Jak to?
-Ma nowego chłopaka James'a.
-Nie wierzę.
-To uwierz, byłem naiwny.
-Wracasz?
-A co mam stać pod jej domem?
~~Myślami Rose~~
Niestety Caroliny nie było postanowiłam wrócić, przed domem zobaczyłam......Nialla on tu jest! wsiadał do taksówki.
-Niall-krzyczałam najgłośniej jak mogłam a on odwrócił się i dziwnie popatrzał. Biegłam ile sił w nogach ale odjechał. O co chodziło dlaczego mi nic nie powiedział. Co to kurwa miało być. Pobiegłam szybko do domu. Moja mama na pewno wiedziała o co chodzi.
-Mamo-krzyczałam jak opętana.
-Tak córeczko.
-Był tu Niall?
-Tak był!
-To dlaczego udawał, że mnie nie zna co mu powiedziałaś!?
-Prawdę.
-Jaką prawdę?
-Że cię nie ma bo jesteś u James'a i, że on chyba jest kimś bliskim dla ciebie.
-Oszalałaś?! Byłam u Caroliny. Jak mogłaś mu to powiedzieć, nienawidzę cię.
-Chciałam dobrze.
-Możesz nie wtrącać się w moje życie, daj mi spokój rozumiesz?
Pobiegłam do swojego pokoju i próbowałam dodzwonić się do Nialla, niestety nie odbierał. Rozumiem jego reakcję, też bym tak zareagowała. Od tego momentu poczułam nienawiść do mojej mamy. Niall teraz na pewno myślał, że go olałam, że się szybko pocieszyłam nie chciałam żeby to myślał. Włączyłam komputer i zobaczyłam samoloty do Londynu, niestety miał on być za 3 minuty nie zdążę go złapać na lotnisku. Jeśli on się odważył to ja też.
piątek, 25 października 2013
Cierpimy tak samo/Rozdział 31
Siedzieliśmy w moim pokoju w milczeniu. James albo się mnie wstydził albo był zdumiony tym, że powiedziałam mu, że nie ma u mnie szans. Byłam trochę znudzona tym milczeniem,więc postanowiłam zagadać.
-To czym się zajmujesz?
-W tej chwili to chodzę na uczelnię, studiuje.
-Tak! a co?
-Pedagogikę,jestem na pierwszym roku.
-Fajnie.
-A ty chodzisz do szkoły?
-Już skończyłam szkołę pracowałam ale wiesz..
-Tak twoja mam opowiadała-trochę się zmieszałam, dlaczego mama mu mówiła, mogła się mnie zapytać.
-Co mówiła?
-Że mieszkałaś w Londynie z chłopakiem i miałaś wypadek i, że musiałaś tu wrócić.
-Dobrze powiedziane ,,musiałam''a wcale nie chciałam.
-Przykro mi-nastał cisza, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć chciałam się mu wygadać, ale to było trudne. Ile ja bym dała żebym teraz rozmawiała z Niallem, tak bardzo mi go brakowało.
-A ty masz własny dom, czy mieszkasz z rodzicami-powiedziałam nawet się nad tym nie zastanawiałam, mam nadzieję że sobie czegoś nie pomyślał.
-Mam swój, to nie daleko.
-Aha fajnie.
-No powiedz co cie gryzie-zdziwiłam się tym co powiedział, zrobił się bardziej śmiały.
-Wiesz co, nie wiem co mam powiedzieć. Nie wiem od czego zacząć ale masz rację to mnie gryzie i muszę się komuś wygadać bo z rodzicami na ten temat nie rozmawiam.
-To mów, wiesz będę pedagogiem więc się domyślam, że ktoś chce mi cos powiedzieć.
-Dobra! A więc w Londynie poznałam chłopaka Nialla zakochaliśmy się w sobie potem u niego mieszkałam. Taki Roger próbował mnie zgwałcić a Niall go pobił, był moim bohaterem a później przez jego ludzi wylądował w szpitalu. Przeżyliśmy razem tyle wspaniałych chwil tak bardzo go kocham. A teraz po moim wypadku rodzice kazali mi tu przyjechać musieliśmy się rozstać. Wiesz jak bardzo za nim tęsknię nie mogę o nim zapomnieć.
-Rose tak mi przykro-zobaczyłam w jego oczach współczucie.
-Co mam zrobić?
-Sam nie wiem to trudna sytuacja.
-Ale dzięki że mnie wysłuchałeś.
-Nie ma sprawy, to ja będę spadał jak będziesz chciała pogadać to przyjdź albo zadzwoń, twoja mama ma mój numer.
-Ok dzięki.
Poszedł, okazał się fajnym chłopakiem, ale i tak żaden nie będzie lepszy od Nialla on był moim ideałem stałam przy ścianie i myślałam o nim. W ogóle nie dzwonił, przypomniałam sobie te chwile spędzone z nim. Zaczęłam płakać to było ponad moje siły.
Usłyszałam dźwięk telefonu jak najszybciej wzięłam go do ręki miałam nadzieję że to Niall, ale na wyświetlaczu było napisane,,Harry'' zdziwiłam się.
-Halo.
-Cześć to ja Harry.
-Hejka co tam?
-Słuchaj z Niallem nie jest za dobrze, jest załamany.
-Dlaczego?
-No przecież wiesz, tęskni za tobą.
-Cały czas do niego dzwonię, dlaczego nie odbiera?
-Nie wiem, chce abyś o nim zapomniała mówił, że rozmawiał z twoim ojcem, jak u ciebie byliśmy i twój ojciec kazał mu żeby dał ci spokój,bo za bardzo przez niego cierpisz.
-Co! nic mi nie mówił, wiesz ja też mam tego dosyć, powiedz Niallowi że jego nieodbieranie i tak nic nie da i że nie zapomnę o nim za bardzo go kocham nie mogę od tak zapomnieć.
-Dobrze Rose, całusy pa.
-Pa.
To co mi powiedział Harry jeszcze bardziej mnie rozżaliło, czyli on też cierpi, tak jak ja tylko dlaczego nie odbierał, tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos.
~~U Nialla~~
-Słuchaj stary Rose mówiła, że za bardzo cię kocha żeby zapomnieć może odbierz od niej jak będzie dzwoniła!
-Nie mogę ona musi zapomnieć. Pozna kogoś z lepszej sfery i zapomni.
-Nie Niall ona taka nie jest, cierpi bardziej niż ty.
-To co mam do cholery zrobić!!
-Nie wiem.!
Wyszedłem na spacer, nie chciało mi się gadać z Harrym. Bolało mnie serce gdy odrzucałem połączenia od Rose wiedziałem, że cierpi ale wystarczająco za dużo się nasłuchałem jej rodziców. Nie wiem co ja im takiego zrobiłem żeby mnie tak nienawidzili. Po drodze zobaczyłem ławkę usiadłem na niej łzy same zaczęły mi spływać po policzkach.
Myślami Rose...
Usiadłam na parapecie. Zaczęłam przyglądać się temu światu, dlaczego to wszystko było takie trudne.
Miałam nadzieję, że on o mnie nie zapomni, że nawet gdy się już nie zobaczymy gdy minie wiele lat on nadal będzie pamiętał, że będzie opowiadał swoim dzieciom jakim był bohaterem. Wzięłam do ręki nasze wspólne zdjęcie byliśmy na nim tacy szczęśliwi. Brakowało mi jego gry na gitarze, jego śpiewu brakowało mi jego uśmiechu, jego akcentu, jego spojrzenia i tego jak mnie przytulał jak mówił mi, że mnie kocha. Nie zapomnę tej chwili gdy mnie próbował poderwać w Nando's był taki pewny siebie a ja go olewałam potem zapytałam go co podać a ona powiedział ,, Twoje imię'' zaimponował mi tym. Pamiętam jak się mną zajmował był dla mnie jak rodzic. I to z jakim zaangażowaniem uczył mnie gry na gitarze. Jak po tym wszystkim miałam o nim zapomnieć?
Myślami Nialla...
Próbowałem zapomnieć o tej pannie na której punkcie oszalałem... o Rose. Przypomniałem sobie nasze wspólne chwile jak w Nando's ją podrywałem a ona zgrywała taka niedostępną. Musiałem coś zrobić zrozumiałem że ją kocham. Więc co miałam zrobić odebrać od niej telefon?. Nie coś innego wróciłem szybko do domu i powiedziałem Harry'emu o moim pomyśle.
-To czym się zajmujesz?
-W tej chwili to chodzę na uczelnię, studiuje.
-Tak! a co?
-Pedagogikę,jestem na pierwszym roku.
-Fajnie.
-A ty chodzisz do szkoły?
-Już skończyłam szkołę pracowałam ale wiesz..
-Tak twoja mam opowiadała-trochę się zmieszałam, dlaczego mama mu mówiła, mogła się mnie zapytać.
-Co mówiła?
-Że mieszkałaś w Londynie z chłopakiem i miałaś wypadek i, że musiałaś tu wrócić.
-Dobrze powiedziane ,,musiałam''a wcale nie chciałam.
-Przykro mi-nastał cisza, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć chciałam się mu wygadać, ale to było trudne. Ile ja bym dała żebym teraz rozmawiała z Niallem, tak bardzo mi go brakowało.
-A ty masz własny dom, czy mieszkasz z rodzicami-powiedziałam nawet się nad tym nie zastanawiałam, mam nadzieję że sobie czegoś nie pomyślał.
-Mam swój, to nie daleko.
-Aha fajnie.
-No powiedz co cie gryzie-zdziwiłam się tym co powiedział, zrobił się bardziej śmiały.
-Wiesz co, nie wiem co mam powiedzieć. Nie wiem od czego zacząć ale masz rację to mnie gryzie i muszę się komuś wygadać bo z rodzicami na ten temat nie rozmawiam.
-To mów, wiesz będę pedagogiem więc się domyślam, że ktoś chce mi cos powiedzieć.
-Dobra! A więc w Londynie poznałam chłopaka Nialla zakochaliśmy się w sobie potem u niego mieszkałam. Taki Roger próbował mnie zgwałcić a Niall go pobił, był moim bohaterem a później przez jego ludzi wylądował w szpitalu. Przeżyliśmy razem tyle wspaniałych chwil tak bardzo go kocham. A teraz po moim wypadku rodzice kazali mi tu przyjechać musieliśmy się rozstać. Wiesz jak bardzo za nim tęsknię nie mogę o nim zapomnieć.
-Rose tak mi przykro-zobaczyłam w jego oczach współczucie.
-Co mam zrobić?
-Sam nie wiem to trudna sytuacja.
-Ale dzięki że mnie wysłuchałeś.
-Nie ma sprawy, to ja będę spadał jak będziesz chciała pogadać to przyjdź albo zadzwoń, twoja mama ma mój numer.
-Ok dzięki.
Poszedł, okazał się fajnym chłopakiem, ale i tak żaden nie będzie lepszy od Nialla on był moim ideałem stałam przy ścianie i myślałam o nim. W ogóle nie dzwonił, przypomniałam sobie te chwile spędzone z nim. Zaczęłam płakać to było ponad moje siły.
Usłyszałam dźwięk telefonu jak najszybciej wzięłam go do ręki miałam nadzieję że to Niall, ale na wyświetlaczu było napisane,,Harry'' zdziwiłam się.
-Halo.
-Cześć to ja Harry.
-Hejka co tam?
-Słuchaj z Niallem nie jest za dobrze, jest załamany.
-Dlaczego?
-No przecież wiesz, tęskni za tobą.
-Cały czas do niego dzwonię, dlaczego nie odbiera?
-Nie wiem, chce abyś o nim zapomniała mówił, że rozmawiał z twoim ojcem, jak u ciebie byliśmy i twój ojciec kazał mu żeby dał ci spokój,bo za bardzo przez niego cierpisz.
-Co! nic mi nie mówił, wiesz ja też mam tego dosyć, powiedz Niallowi że jego nieodbieranie i tak nic nie da i że nie zapomnę o nim za bardzo go kocham nie mogę od tak zapomnieć.
-Dobrze Rose, całusy pa.
-Pa.
To co mi powiedział Harry jeszcze bardziej mnie rozżaliło, czyli on też cierpi, tak jak ja tylko dlaczego nie odbierał, tak bardzo chciałam usłyszeć jego głos.
~~U Nialla~~
-Słuchaj stary Rose mówiła, że za bardzo cię kocha żeby zapomnieć może odbierz od niej jak będzie dzwoniła!
-Nie mogę ona musi zapomnieć. Pozna kogoś z lepszej sfery i zapomni.
-Nie Niall ona taka nie jest, cierpi bardziej niż ty.
-To co mam do cholery zrobić!!
-Nie wiem.!
Wyszedłem na spacer, nie chciało mi się gadać z Harrym. Bolało mnie serce gdy odrzucałem połączenia od Rose wiedziałem, że cierpi ale wystarczająco za dużo się nasłuchałem jej rodziców. Nie wiem co ja im takiego zrobiłem żeby mnie tak nienawidzili. Po drodze zobaczyłem ławkę usiadłem na niej łzy same zaczęły mi spływać po policzkach.
Myślami Rose...
Usiadłam na parapecie. Zaczęłam przyglądać się temu światu, dlaczego to wszystko było takie trudne.
Miałam nadzieję, że on o mnie nie zapomni, że nawet gdy się już nie zobaczymy gdy minie wiele lat on nadal będzie pamiętał, że będzie opowiadał swoim dzieciom jakim był bohaterem. Wzięłam do ręki nasze wspólne zdjęcie byliśmy na nim tacy szczęśliwi. Brakowało mi jego gry na gitarze, jego śpiewu brakowało mi jego uśmiechu, jego akcentu, jego spojrzenia i tego jak mnie przytulał jak mówił mi, że mnie kocha. Nie zapomnę tej chwili gdy mnie próbował poderwać w Nando's był taki pewny siebie a ja go olewałam potem zapytałam go co podać a ona powiedział ,, Twoje imię'' zaimponował mi tym. Pamiętam jak się mną zajmował był dla mnie jak rodzic. I to z jakim zaangażowaniem uczył mnie gry na gitarze. Jak po tym wszystkim miałam o nim zapomnieć?
Myślami Nialla...
Próbowałem zapomnieć o tej pannie na której punkcie oszalałem... o Rose. Przypomniałem sobie nasze wspólne chwile jak w Nando's ją podrywałem a ona zgrywała taka niedostępną. Musiałem coś zrobić zrozumiałem że ją kocham. Więc co miałam zrobić odebrać od niej telefon?. Nie coś innego wróciłem szybko do domu i powiedziałem Harry'emu o moim pomyśle.
czwartek, 24 października 2013
Nie odbiera,nie dzwoni/Rozdział 30
Samolot odleciał a ja nadal stałam na lotnisku i płakałam nie mogłam się z tym pogodzić nie mogłam zaponieć o Niallu. Przed lotem powiedział mi że już nie przyleci do mnie, bo będę bardziej cierpiała, dlaczego on mi to robił. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do domu w salonie byli moi rodzice.
-Rose co się stało?-zapytała mama pewnie zauważyła że płakałam.
-Nie wiecie, to wszystko przez was, nienawidzę was!!!
-Rose uspokój się!
Wybiegłam i zamknęłam się w pokoju czułam rozpacz już zaczęłam tęsknić jak mogłam o nim zapomnieć...Jak?...Najgorsze było to że on mógł o mnie zapomnieć, może znajdzie sobie nową dziewczynę a ja będę tu siedziała załamana. Próbowałam się do niego dodzwonić ale nie odbierał...dlaczego!!?
Myślami Nialla...
Cały czas dzwoniła bardzo chciałem odebrać, ale nie wiedziałem co mam jej powiedzieć ona powinna o mnie zapomnieć. Chłopaki mnie ochrzaniali że nie powinienem się tak poddawać, że powinienem o nią walczyć, ale oni nic nie rozumieli. Myślałem o Rose, zastanawiam się co ona teraz robi pewnie płacze, tak bardzo tego nie lubiłem, nie mogę zapomnieć jej uśmiechu cały czas mam ją przed oczami.
~~Następny dzień. Myślami Rose...~~
Obudziłam się bardzo późno spojrzałam szybko na telefon niestety nie zadzwonił. Nie chciało mi się wstawać, bo po co nie wiedziałam co mam dzisiaj robić dochodziła 12:00. Wstałam.
-Rose dzień dobry-przywitała mnie mama nie odpowiedziałam nic.
-Będziemy mieli dzisiaj gości.
-Nie mam ochoty z nimi gadać!
-Przyjedzie moja przyjaciółka z jej synem James'em.
-Nie chcę się z nikim widzieć.
-Rose masz się dobrze zachowywać.
-Daj mi spokój.
-Zapomnij o Niallu. James to dobrze wychowany chłopak ma 20 lat i jest odpowiedzialny, pochodzi z dobrego domu.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Zaraz tu będą więc masz się zachować.
Zamknęłam się w swoim pokoju ona była śmieszna myślała, że wybierze mi chłopaka po chwili usłyszałam pukanie do moich drzwi.
-Rose otwórz!-usłyszałam głos mamy.
-Nie mam ochoty.
-Rose!
Postanowiłam otworzyć żeby nie wyjść na jakąś dzikuskę bo wiedziałam że ten cały James także stał pod drzwiami.
-Rose jak ty się zachowujesz!
-Normalnie.
-Poznaj James'a
-James miło mi.
-Rose.
-No to może zaprosisz kolegę do pokoju.
-Muszę?
-Rose...
Zaprosiłam go do pokoju żeby nie denerwować matki nie byłam z tego powodu zadowolona ale i tak nie maiłabym co robić.
Siadaj-odezwałam się do niego.
-Dzięki.
-Chcesz coś do picia?
-Nie.
Rozmowa nam się nie kleiła.
-Yyy to wiesz że moja matka chce nas zeswatać-powiedziałam mu.
-No wiem.
-Ale ja nie chcę jak by co!
-Rozumiem.
-Rose co się stało?-zapytała mama pewnie zauważyła że płakałam.
-Nie wiecie, to wszystko przez was, nienawidzę was!!!
-Rose uspokój się!
Wybiegłam i zamknęłam się w pokoju czułam rozpacz już zaczęłam tęsknić jak mogłam o nim zapomnieć...Jak?...Najgorsze było to że on mógł o mnie zapomnieć, może znajdzie sobie nową dziewczynę a ja będę tu siedziała załamana. Próbowałam się do niego dodzwonić ale nie odbierał...dlaczego!!?
Myślami Nialla...
Cały czas dzwoniła bardzo chciałem odebrać, ale nie wiedziałem co mam jej powiedzieć ona powinna o mnie zapomnieć. Chłopaki mnie ochrzaniali że nie powinienem się tak poddawać, że powinienem o nią walczyć, ale oni nic nie rozumieli. Myślałem o Rose, zastanawiam się co ona teraz robi pewnie płacze, tak bardzo tego nie lubiłem, nie mogę zapomnieć jej uśmiechu cały czas mam ją przed oczami.
~~Następny dzień. Myślami Rose...~~
Obudziłam się bardzo późno spojrzałam szybko na telefon niestety nie zadzwonił. Nie chciało mi się wstawać, bo po co nie wiedziałam co mam dzisiaj robić dochodziła 12:00. Wstałam.
-Rose dzień dobry-przywitała mnie mama nie odpowiedziałam nic.
-Będziemy mieli dzisiaj gości.
-Nie mam ochoty z nimi gadać!
-Przyjedzie moja przyjaciółka z jej synem James'em.
-Nie chcę się z nikim widzieć.
-Rose masz się dobrze zachowywać.
-Daj mi spokój.
-Zapomnij o Niallu. James to dobrze wychowany chłopak ma 20 lat i jest odpowiedzialny, pochodzi z dobrego domu.
-Ty sobie chyba żartujesz.
-Zaraz tu będą więc masz się zachować.
Zamknęłam się w swoim pokoju ona była śmieszna myślała, że wybierze mi chłopaka po chwili usłyszałam pukanie do moich drzwi.
-Rose otwórz!-usłyszałam głos mamy.
-Nie mam ochoty.
-Rose!
Postanowiłam otworzyć żeby nie wyjść na jakąś dzikuskę bo wiedziałam że ten cały James także stał pod drzwiami.
-Rose jak ty się zachowujesz!
-Normalnie.
-Poznaj James'a
-James miło mi.
-Rose.
-No to może zaprosisz kolegę do pokoju.
-Muszę?
-Rose...
Zaprosiłam go do pokoju żeby nie denerwować matki nie byłam z tego powodu zadowolona ale i tak nie maiłabym co robić.
Siadaj-odezwałam się do niego.
-Dzięki.
-Chcesz coś do picia?
-Nie.
Rozmowa nam się nie kleiła.
-Yyy to wiesz że moja matka chce nas zeswatać-powiedziałam mu.
-No wiem.
-Ale ja nie chcę jak by co!
-Rozumiem.
środa, 23 października 2013
Nie mogę zapomnieć chwil spędzonych z tobą/Rozdział 29
Wypiliśmy czekoladę i zjedliśmy pianki. Czas było iść spać.
-To my już idziemy-poinformował mnie i Nialla Zayn i poszedł wraz z chłopakami do ich namiotu. Zostałam sama z moim ukochanym było bardzo romantycznie wtuliłam się w niego i wpatrywałam się w ogień.
-Jutro wyjeżdżacie.
-Tak Rose.
-Możecie zostać dłużej.
-Nie możemy, musimy wracać.
-A kiedy znów przylecisz?
-Nie wiem Rose.
-Jak to?-odwróciłam się w jego stronę.
-Rose, musisz o mnie zapomnieć.
-Co? jak zapomnieć o czym ty mówisz?-krzyczałam do niego ze łzami w oczach.
-Nie możemy być razem-powiedział ze łzami w oczach.
-Niall, dlaczego co się stało-krzyczałam.
-Nie będę do ciebie przyjeżdżał!
-Nie kochasz mnie?
-Kocham, ale chcę żebyś ułożyła sobie życie tu.
-Niall ja cie kocham.
-Rose proszę cię rozstańmy się.
Wstałam i zaczęłam biec ze łzami w stronę jakiegoś lasu. Zatrzymałam się przy jakimś starym pniu. Usiadłam i zaczęłam myśleć. Dlaczego chce się ze mną rozstać co się takiego stało, to wszystko przez rodziców, nienawidziłam ich. Nie mogę sobie ułożyć życia z kimś innym, chciałam wziąć z nim ślub mieć dzieci a on zrywa ze mną, nie mogłam tego zrozumieć. Zobaczyłam jak w moją stronę zbliża się jakaś postać to był Niall.
-Rose wybacz mi, ale tak trzeba.
-Wcale nie!
-Rose zapomnij o mnie, proszę zrób to żebyś bardziej nie cierpiała.
Złapałam go za policzki i przyciągnęłam do siebie, po czym powiedziałam.
-Nie mogę zapomnieć...chwil spędzonych z tobą...zrozum-i odeszłam poszłam do namiotu i się położyłam. Nie mogłam zasnąć mijały godziny a Niall nie przychodził. Postanowiłam wyjść i sprawdzić. Okazało się, że śpi na kocach obok ogniska. Postanowiłam go nie budzić. Nie wiedziałam nawet czy on mówił mi prawdę czy kłamał że mnie kocha, może wcale tak nie jest......Obudziłam się bardzo wcześnie chłopaki jeszcze spali wyszłam na zewnątrz. Było chłodno a Niall nadal spał na dworze. Postanowiłam go przykryć kilkoma kocami, zrobiłam to i usiadłam obok. Chciałam z nim porozmawiać chociaż sama nie wiedziałam oczym. Siedziałam obok niego ponad godzinę, nareszcie się obudził.
-Rose, co ty tu robisz?
-Siedzę.
-Aha, długo?
-Nie ważne, powiedz mi czy ty naprawdę mnie kochasz, czy kłamałeś.
-Rose proszę cię dobrze wiesz.
-No własnie nie wiem.
-Kocham Cię.
-To dlaczego ze mną zerwałeś bo nie rozumiem.
-Bo tak trzeba.
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, po chwili leżałam obok niego, cały czas trzymał mnie za rękę.
-Mnie też to boli Rose.
Leżeliśmy tak długo, a przyszedł Hazza.
-A wy co wczoraj się kłóciliście a dzisiaj już pogodzeni!
-Słyszeliście?
-Trudno było nie słyszeć.
-Przepraszam.
-Nie no spoko, będzie śniadanie?
-Tak.
-A co?
-Dużo owoców!
Wstałam i poszłam po owoce które wczoraj kupiłam, postanowiłam że zjemy w naszym namiocie, ponieważ jest chłodno rozłożyłam koce a na środku postawiłam deskę na której leżały owoce a obok kawa.
-Chłopaki zapraszam do namiotu.
-Dlaczego owoce?
-Nic innego nie mieliśmy.
-A zostało coś z grilla?
-Trzy szaszłyki, ale są zimne.
-To nic daj nam.
Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy sprzątać po sobie, po czym zaczęliśmy składać namioty a chłopaki również się pakować. Tak bardzo nie chciałam żeby wracali do Londynu. Gdy byli gotowi zadzwoniłam po taksówkę i ruszyliśmy na lotnisko.
~~Na lotnisku~~
-Przyjedziecie jeszcze?
-Rose mówiłem ci.
-Wiem Niall, że nie przyjedziesz ale chłopaki.
-Przyjedziemy.
-Zaraz mamy samolot-pożegnałam się z chłopakami teraz musiałam z Niallem.
-Rose wiedz, że cię kocham ale z nami koniec tak będzie lepiej. Zapomnij o mnie.
-Niall, nigdy o tobie nie zapomnę.-mówiłam z płaczem.
-Kocham cię.
-To my już idziemy-poinformował mnie i Nialla Zayn i poszedł wraz z chłopakami do ich namiotu. Zostałam sama z moim ukochanym było bardzo romantycznie wtuliłam się w niego i wpatrywałam się w ogień.
-Jutro wyjeżdżacie.
-Tak Rose.
-Możecie zostać dłużej.
-Nie możemy, musimy wracać.
-A kiedy znów przylecisz?
-Nie wiem Rose.
-Jak to?-odwróciłam się w jego stronę.
-Rose, musisz o mnie zapomnieć.
-Co? jak zapomnieć o czym ty mówisz?-krzyczałam do niego ze łzami w oczach.
-Nie możemy być razem-powiedział ze łzami w oczach.
-Niall, dlaczego co się stało-krzyczałam.
-Nie będę do ciebie przyjeżdżał!
-Nie kochasz mnie?
-Kocham, ale chcę żebyś ułożyła sobie życie tu.
-Niall ja cie kocham.
-Rose proszę cię rozstańmy się.
Wstałam i zaczęłam biec ze łzami w stronę jakiegoś lasu. Zatrzymałam się przy jakimś starym pniu. Usiadłam i zaczęłam myśleć. Dlaczego chce się ze mną rozstać co się takiego stało, to wszystko przez rodziców, nienawidziłam ich. Nie mogę sobie ułożyć życia z kimś innym, chciałam wziąć z nim ślub mieć dzieci a on zrywa ze mną, nie mogłam tego zrozumieć. Zobaczyłam jak w moją stronę zbliża się jakaś postać to był Niall.
-Rose wybacz mi, ale tak trzeba.
-Wcale nie!
-Rose zapomnij o mnie, proszę zrób to żebyś bardziej nie cierpiała.
Złapałam go za policzki i przyciągnęłam do siebie, po czym powiedziałam.
-Nie mogę zapomnieć...chwil spędzonych z tobą...zrozum-i odeszłam poszłam do namiotu i się położyłam. Nie mogłam zasnąć mijały godziny a Niall nie przychodził. Postanowiłam wyjść i sprawdzić. Okazało się, że śpi na kocach obok ogniska. Postanowiłam go nie budzić. Nie wiedziałam nawet czy on mówił mi prawdę czy kłamał że mnie kocha, może wcale tak nie jest......Obudziłam się bardzo wcześnie chłopaki jeszcze spali wyszłam na zewnątrz. Było chłodno a Niall nadal spał na dworze. Postanowiłam go przykryć kilkoma kocami, zrobiłam to i usiadłam obok. Chciałam z nim porozmawiać chociaż sama nie wiedziałam oczym. Siedziałam obok niego ponad godzinę, nareszcie się obudził.
-Rose, co ty tu robisz?
-Siedzę.
-Aha, długo?
-Nie ważne, powiedz mi czy ty naprawdę mnie kochasz, czy kłamałeś.
-Rose proszę cię dobrze wiesz.
-No własnie nie wiem.
-Kocham Cię.
-To dlaczego ze mną zerwałeś bo nie rozumiem.
-Bo tak trzeba.
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, po chwili leżałam obok niego, cały czas trzymał mnie za rękę.
-Mnie też to boli Rose.
Leżeliśmy tak długo, a przyszedł Hazza.
-A wy co wczoraj się kłóciliście a dzisiaj już pogodzeni!
-Słyszeliście?
-Trudno było nie słyszeć.
-Przepraszam.
-Nie no spoko, będzie śniadanie?
-Tak.
-A co?
-Dużo owoców!
Wstałam i poszłam po owoce które wczoraj kupiłam, postanowiłam że zjemy w naszym namiocie, ponieważ jest chłodno rozłożyłam koce a na środku postawiłam deskę na której leżały owoce a obok kawa.
-Chłopaki zapraszam do namiotu.
-Dlaczego owoce?
-Nic innego nie mieliśmy.
-A zostało coś z grilla?
-Trzy szaszłyki, ale są zimne.
-To nic daj nam.
Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy sprzątać po sobie, po czym zaczęliśmy składać namioty a chłopaki również się pakować. Tak bardzo nie chciałam żeby wracali do Londynu. Gdy byli gotowi zadzwoniłam po taksówkę i ruszyliśmy na lotnisko.
~~Na lotnisku~~
-Przyjedziecie jeszcze?
-Rose mówiłem ci.
-Wiem Niall, że nie przyjedziesz ale chłopaki.
-Przyjedziemy.
-Zaraz mamy samolot-pożegnałam się z chłopakami teraz musiałam z Niallem.
-Rose wiedz, że cię kocham ale z nami koniec tak będzie lepiej. Zapomnij o mnie.
-Niall, nigdy o tobie nie zapomnę.-mówiłam z płaczem.
-Kocham cię.
wtorek, 22 października 2013
Rozmowa/Rozdział 28
Rozbijanie namiotów długo nam zajęło bo aż do południa. Zdecydowaliśmy że jeden namiot jest mój i Nialla a drugi pozostałych. Na obiad zrobiliśmy sobie grilla. Po posiłku chłopaki postanowili popływać w jeziorze, bardzo się przy tym wygłupiali.
-Rose chodź do nas.-namawiali mnie abym też popływała.
-Nie, wolę na was popatrzeć, a poza tym nie wzięłam stroju kąpielowego-zobaczyłam jak Niall wychodzi z wody i idzie w moją stronę, wziął mnie na ręce i rzucił do jeziora, nic nie mówiąc.
-Niall, jestem cała mokra!!!
-Oj Rose tak narzekałaś, że nie mogłem tego słuchać-podpłynął do mnie po czym oboje zanurkowaliśmy. Pocałował mnie.....to był pocałunek pod wodą, pierwszy raz całowałam się pod wodą to było niesamowite.
-Kocham Cię Rose i zawsze będę.
-Niall ja też.
Wziął mnie na ręce i zaniósł na brzeg.
-Wysusz się księżniczko.
-Pójdę do namiotu się przebrać.
-Jak chcesz.
Weszłam do namiotu i szybko się ubrałam, zbliżał się wieczór. Chłopaki szukali jakichś gałęzi na ognisko a ja poszłam do domu po koce, gruby sweter i oczywiście moja gitarę. Gdy wróciłam rozpalili już ognisko.
-Już jestem-krzyknęłam,
-O Rose, masz gitarę-powiedział Niall.
-Tak mówiłam ci przecież, fajna?
-No fajna, nastroiłaś ją?
-Sprzedawca, ja nie umiałam.
-Pokarz-wziął gitarę i zaczął coś brzdąkać.
-I jak?
-Nie no fajna, taka jak moja nawet kolor taki sam!
-Wiem!
-Chodźcie gołąbeczki-krzyknął do nas Louis.
Rozścieliłam wokół ogniska koce i zaczęłam przygotowywać gorącą czekoladę na mini kuchence gazowej, zauważyłam że zapomniałam wziąć z domu pianek, postanowiłam pójść po nie do domu.
-Chłopaki, zaraz wrócę!
-Gdzie idziesz?-zapytał Niall.
-Do domu po pianki.
-Pójdę z tobą-trochę mnie to zdziwiło, mówił że nie chce się widzieć z moimi rodzicami.
-Dobrze to chodź-objął mnie i ruszyliśmy w stronę domu. Gdy dotarliśmy poszłam po pianki a Niall czekał pod domem, weszłam do kuchni niestety była w niej mama.
-Rose, dziecko śpij w domu!
-Mamo przestań nic mi się nie stanie, przestań się o mnie tak martwić.
-Rose a jeśli oni ci coś zrobią!
-Kto?
-No ci chłopaki.
-Co?? Jak możesz tak mówić to moi najlepsi przyjaciele-byłam w szoku, że coś takiego powiedziała.
-A jak cię porwą?
-Jesteś śmieszna.
~~W tym samym czasie~~
Zobaczyłem jak w moją stronę idzie ojciec Rose.
-Dobry wieczór-przywitałem się.
-Zostaw Rose w spokoju.
-O czym pan mówi?
-Po co tu przyjechaliście?
-Chcieliśmy ją odwiedzić o co panu chodzi?
Chcesz ja jeszcze bardziej w sobie rozkochać żeby później cierpiała, a jak popadnie w depresję. Zostaw ją w spokoju.
-Nic takiego nie chcę jak pan może tak mówić.
-Masz tu ze swoimi koleżkami więcej nie przyjeżdżać rozumiesz. zabraniam ci.
-Nie może pan.
-Mogę, jak tu znowu przyjedziecie to zamknę ja w domu, ona nie może jeszcze bardziej cierpieć już wystarczająco dużo wylała łez.
-Ma pan serce?
-Mam i dlatego chce aby spotykała się z kimś na poziomie kto będzie potrafił stworzyć dla niej rodzinę, bezpieczną rodzinę.
Myślami Nialla...
Odszedłem nie mogłem tego słuchać czy ten stary Rose naprawdę nic nie rozumiał, po tej rozmowie znienawidziłem go. Usłyszałem za sobą krzyki Rose.
-Niall zaczekaj-zatrzymałem się i udawałem że nic się nie stało.
-Dlaczego nie zaczekałeś?
-Nudziło mi się byłaś tam tak długo!
-Wiem, mama znów się czepiała-czyli ona też miała rozmowę.
Myślami Rose...
Niall był jakiś dziwny czułam, że coś się stało był przygnębiony, nawet mnie nie przytulił i nie złapał za rękę nie rozumiałam tego. Doszliśmy na miejsce ognisko było rozpalone. Była idealna pogoda, niebo było gwieździste a powietrze ciepłe.
-Gdzie wy tyle byliście-zapytał Harry.
-Po pianki, wiem trochę nam zeszło.
Poszłam do namiotu po gitarę. Gdy wróciłam usiadłam obok Nialla.
-To co Niall zagrasz nam coś.
-Yyyy...może ty.?
-Dobrze, a więc zagram wam piosenkę której nauczył mnie Niall ,, Over Again''
Zaczęłam grać, po czym usłyszałam śpiew chłopaków, jak oni ślicznie razem śpiewali.
Kliknij i włącz
Postanowiłam się przyłączyć.
-Rose chodź do nas.-namawiali mnie abym też popływała.
-Nie, wolę na was popatrzeć, a poza tym nie wzięłam stroju kąpielowego-zobaczyłam jak Niall wychodzi z wody i idzie w moją stronę, wziął mnie na ręce i rzucił do jeziora, nic nie mówiąc.
-Niall, jestem cała mokra!!!
-Oj Rose tak narzekałaś, że nie mogłem tego słuchać-podpłynął do mnie po czym oboje zanurkowaliśmy. Pocałował mnie.....to był pocałunek pod wodą, pierwszy raz całowałam się pod wodą to było niesamowite.
-Kocham Cię Rose i zawsze będę.
-Niall ja też.
Wziął mnie na ręce i zaniósł na brzeg.
-Wysusz się księżniczko.
-Pójdę do namiotu się przebrać.
-Jak chcesz.
Weszłam do namiotu i szybko się ubrałam, zbliżał się wieczór. Chłopaki szukali jakichś gałęzi na ognisko a ja poszłam do domu po koce, gruby sweter i oczywiście moja gitarę. Gdy wróciłam rozpalili już ognisko.
-Już jestem-krzyknęłam,
-O Rose, masz gitarę-powiedział Niall.
-Tak mówiłam ci przecież, fajna?
-No fajna, nastroiłaś ją?
-Sprzedawca, ja nie umiałam.
-Pokarz-wziął gitarę i zaczął coś brzdąkać.
-I jak?
-Nie no fajna, taka jak moja nawet kolor taki sam!
-Wiem!
-Chodźcie gołąbeczki-krzyknął do nas Louis.
Rozścieliłam wokół ogniska koce i zaczęłam przygotowywać gorącą czekoladę na mini kuchence gazowej, zauważyłam że zapomniałam wziąć z domu pianek, postanowiłam pójść po nie do domu.
-Chłopaki, zaraz wrócę!
-Gdzie idziesz?-zapytał Niall.
-Do domu po pianki.
-Pójdę z tobą-trochę mnie to zdziwiło, mówił że nie chce się widzieć z moimi rodzicami.
-Dobrze to chodź-objął mnie i ruszyliśmy w stronę domu. Gdy dotarliśmy poszłam po pianki a Niall czekał pod domem, weszłam do kuchni niestety była w niej mama.
-Rose, dziecko śpij w domu!
-Mamo przestań nic mi się nie stanie, przestań się o mnie tak martwić.
-Rose a jeśli oni ci coś zrobią!
-Kto?
-No ci chłopaki.
-Co?? Jak możesz tak mówić to moi najlepsi przyjaciele-byłam w szoku, że coś takiego powiedziała.
-A jak cię porwą?
-Jesteś śmieszna.
~~W tym samym czasie~~
Zobaczyłem jak w moją stronę idzie ojciec Rose.
-Dobry wieczór-przywitałem się.
-Zostaw Rose w spokoju.
-O czym pan mówi?
-Po co tu przyjechaliście?
-Chcieliśmy ją odwiedzić o co panu chodzi?
Chcesz ja jeszcze bardziej w sobie rozkochać żeby później cierpiała, a jak popadnie w depresję. Zostaw ją w spokoju.
-Nic takiego nie chcę jak pan może tak mówić.
-Masz tu ze swoimi koleżkami więcej nie przyjeżdżać rozumiesz. zabraniam ci.
-Nie może pan.
-Mogę, jak tu znowu przyjedziecie to zamknę ja w domu, ona nie może jeszcze bardziej cierpieć już wystarczająco dużo wylała łez.
-Ma pan serce?
-Mam i dlatego chce aby spotykała się z kimś na poziomie kto będzie potrafił stworzyć dla niej rodzinę, bezpieczną rodzinę.
Myślami Nialla...
Odszedłem nie mogłem tego słuchać czy ten stary Rose naprawdę nic nie rozumiał, po tej rozmowie znienawidziłem go. Usłyszałem za sobą krzyki Rose.
-Niall zaczekaj-zatrzymałem się i udawałem że nic się nie stało.
-Dlaczego nie zaczekałeś?
-Nudziło mi się byłaś tam tak długo!
-Wiem, mama znów się czepiała-czyli ona też miała rozmowę.
Myślami Rose...
Niall był jakiś dziwny czułam, że coś się stało był przygnębiony, nawet mnie nie przytulił i nie złapał za rękę nie rozumiałam tego. Doszliśmy na miejsce ognisko było rozpalone. Była idealna pogoda, niebo było gwieździste a powietrze ciepłe.
-Gdzie wy tyle byliście-zapytał Harry.
-Po pianki, wiem trochę nam zeszło.
Poszłam do namiotu po gitarę. Gdy wróciłam usiadłam obok Nialla.
-To co Niall zagrasz nam coś.
-Yyyy...może ty.?
-Dobrze, a więc zagram wam piosenkę której nauczył mnie Niall ,, Over Again''
Zaczęłam grać, po czym usłyszałam śpiew chłopaków, jak oni ślicznie razem śpiewali.
Kliknij i włącz
Postanowiłam się przyłączyć.
poniedziałek, 21 października 2013
SMS/Rozdział 27
Siedziałam tam bardzo długo, a raczej leżałam na trawie tak jak wtedy z Niallem tak bardzo mi go brakowało. W pewnym momencie wpadłam na pewien pomysł. Poszłam do domu po pieniądze i udałam się do sklepu muzycznego. Chciałam sobie kupić gitarę taką samą jaką ma Niall. Wybrałam identyczną nawet kolor był taki sam. Sprzedawca mi ją odpowiednio nastroił. Wróciłam nad jezioro i próbowałam zagrać to czego nauczył mnie Niall, za ósmym razem się udało grałam tą piosenkę gdy przypomniała mi się piosenka którą napisałam właśnie dla niego. Siedziałam tam do późnej nocy. Zobaczyłam jak w moją stronę idzie jakaś postać. Okazało się że to mój ojciec.
-Rose wracaj do domu.
-Wolę tu zostać.
-Nie złość się na nas.
-Wy mnie nie rozumiecie i nigdy nie zrozumiecie.
-Rose posłuchaj chcieliśmy dla ciebie dobrze nie chcemy aby ci się coś stało.
-Jestem dorosła.
-Ale nie na tyle by się sobą zająć.
-Dajcie mi spokój.
Wróciłam obrażona do domu zrobiłam sobie kanapki i herbatę na kolację i zamknęłam się w pokoju. Na szczęście zabrałam ze sobą kilka zdjęć. W jedno wpatrywałam się bardzo długo byliśmy na nim tacy szczęśliwi.
Byłam już trochę zmęczona położyłam się spać. Obudziłam się w środku nocy wzięłam telefon i napisałam do Nialla.
sms.Rose-Śpisz?
sms.Niall-Rose kochanie.
sms.Rose-Tęsknie za tobą.
sms.Niall-Ja za tobą też, kocham cię <3
sms.Rose-Kiedy mnie odwiedzisz?
sms.Niall-Może w sobotę o ile twoi rodzice się zgodzą.
sms.Rose-Na pewno ich przekonam zabierz ze sobą chłopaków za nimi też tęsknię.
sms.Niall-Ja ciebie też.
sms.Rose-Kolorowych snów dobranoc :*
sms.Niall-Dobranoc :*
To mi pomogło zasnąć dzisiaj jest środa do soboty jeszcze dwa dni cała wieczność. Już się nie mogę doczekać kiedy ich zobaczę a przede wszystkim Nialla.
~~Dwa dni później~~
To dzisiaj, to dzisiaj zobaczę Nialla i resztę. Już się nie mogłam doczekać sprzątałam mój pokój. Poszłam do kuchni zapomniałam z tego wszystkiego powiedzieć o tym rodzicom.
-Rose nareszcie przyszłaś.
-Niall mnie dzisiaj odwiedzi razem z Harrym, Louisem, Liamem, i Zaynem.
-Co, dlaczego nam wcześniej nie powiedziałaś?
-Przecież mówiłem ci żebyś ich nie zapraszała.
-Będziemy spać w moim pokoju wszyscy aby wam nie zawadzać.
-Rose przestań.
-Oni wiedzą o tym że są niemiło widziani przez was, ale i tak przyjadą.
-Dobrze wiesz że mogą spać w gościnnym i u Ellie.
-Nie będziecie na nas musieli patrzeć, będą spali u mnie.
-Kiedy przyjeżdżają?
-Za godzinę.
-To przygotuje wam coś do jedzenia.
-Sama przygotuję niczego od was nie potrzebuje.
Wyszłam z kuchni i poszłam się szykować chciałam pojechać po nich na lotnisko. Czekałam niecałe 30 minut.
-Rose-biegli do mnie, tak się cieszyłam.
-Kochani.
-Rose-przytulił mnie Niall, za tym najbardziej tęskniłam, za przytuleniem się do niego.
-Niall, nareszcie tak bardzo za wami tęskniłam...wiecie że rodzice.
-Tak wiemy,że nie jesteśmy mile widziani dlatego kupiliśmy dwa namioty.
-Po co?
-Będziemy spać nad jeziorem pod namiotem, co o tym myślisz?
-Świetny pomysł.
-Zrobimy sobie wieczorem ognisko, tylko że zapomniałem gitary.
-To nic ja kupiłam sobie gitarę, grałam już na niej tą piosenkę, którą mnie nauczyłeś.
-Naprawdę?
-Tak, to co jedziemy?
-Jedziemy tylko od razu nad jezioro ok? nie chcę rozmawiać z twoimi rodzicami.
-Nie ma sprawy.
Dojechaliśmy pod mój dom zabrałam kilka rzeczy i jedzenie, które kupiłam i ruszyliśmy w stronę jeziora.
-Jak tu pięknie-zachwycił się Liam.
-Prawda.
-To co rozbijamy namioty.
-Taak!
To był najlepszy dzień jaki spotkał mnie w tym tygodniu. świetnie się razem bawiliśmy.
-Rose wracaj do domu.
-Wolę tu zostać.
-Nie złość się na nas.
-Wy mnie nie rozumiecie i nigdy nie zrozumiecie.
-Rose posłuchaj chcieliśmy dla ciebie dobrze nie chcemy aby ci się coś stało.
-Jestem dorosła.
-Ale nie na tyle by się sobą zająć.
-Dajcie mi spokój.
Wróciłam obrażona do domu zrobiłam sobie kanapki i herbatę na kolację i zamknęłam się w pokoju. Na szczęście zabrałam ze sobą kilka zdjęć. W jedno wpatrywałam się bardzo długo byliśmy na nim tacy szczęśliwi.
Byłam już trochę zmęczona położyłam się spać. Obudziłam się w środku nocy wzięłam telefon i napisałam do Nialla.
sms.Rose-Śpisz?
sms.Niall-Rose kochanie.
sms.Rose-Tęsknie za tobą.
sms.Niall-Ja za tobą też, kocham cię <3
sms.Rose-Kiedy mnie odwiedzisz?
sms.Niall-Może w sobotę o ile twoi rodzice się zgodzą.
sms.Rose-Na pewno ich przekonam zabierz ze sobą chłopaków za nimi też tęsknię.
sms.Niall-Ja ciebie też.
sms.Rose-Kolorowych snów dobranoc :*
sms.Niall-Dobranoc :*
To mi pomogło zasnąć dzisiaj jest środa do soboty jeszcze dwa dni cała wieczność. Już się nie mogę doczekać kiedy ich zobaczę a przede wszystkim Nialla.
~~Dwa dni później~~
To dzisiaj, to dzisiaj zobaczę Nialla i resztę. Już się nie mogłam doczekać sprzątałam mój pokój. Poszłam do kuchni zapomniałam z tego wszystkiego powiedzieć o tym rodzicom.
-Rose nareszcie przyszłaś.
-Niall mnie dzisiaj odwiedzi razem z Harrym, Louisem, Liamem, i Zaynem.
-Co, dlaczego nam wcześniej nie powiedziałaś?
-Przecież mówiłem ci żebyś ich nie zapraszała.
-Będziemy spać w moim pokoju wszyscy aby wam nie zawadzać.
-Rose przestań.
-Oni wiedzą o tym że są niemiło widziani przez was, ale i tak przyjadą.
-Dobrze wiesz że mogą spać w gościnnym i u Ellie.
-Nie będziecie na nas musieli patrzeć, będą spali u mnie.
-Kiedy przyjeżdżają?
-Za godzinę.
-To przygotuje wam coś do jedzenia.
-Sama przygotuję niczego od was nie potrzebuje.
Wyszłam z kuchni i poszłam się szykować chciałam pojechać po nich na lotnisko. Czekałam niecałe 30 minut.
-Rose-biegli do mnie, tak się cieszyłam.
-Kochani.
-Rose-przytulił mnie Niall, za tym najbardziej tęskniłam, za przytuleniem się do niego.
-Niall, nareszcie tak bardzo za wami tęskniłam...wiecie że rodzice.
-Tak wiemy,że nie jesteśmy mile widziani dlatego kupiliśmy dwa namioty.
-Po co?
-Będziemy spać nad jeziorem pod namiotem, co o tym myślisz?
-Świetny pomysł.
-Zrobimy sobie wieczorem ognisko, tylko że zapomniałem gitary.
-To nic ja kupiłam sobie gitarę, grałam już na niej tą piosenkę, którą mnie nauczyłeś.
-Naprawdę?
-Tak, to co jedziemy?
-Jedziemy tylko od razu nad jezioro ok? nie chcę rozmawiać z twoimi rodzicami.
-Nie ma sprawy.
Dojechaliśmy pod mój dom zabrałam kilka rzeczy i jedzenie, które kupiłam i ruszyliśmy w stronę jeziora.
-Jak tu pięknie-zachwycił się Liam.
-Prawda.
-To co rozbijamy namioty.
-Taak!
To był najlepszy dzień jaki spotkał mnie w tym tygodniu. świetnie się razem bawiliśmy.
niedziela, 20 października 2013
Zwiastun...
I oto jest trailer zapowiadający naszego bloga ,,Ocalić i Zginąć''
Piszcie czy się podoba...mam nadzieje że tak.
Pozdrawiam Majka...
sobota, 19 października 2013
Uwaga!!!
Jutro na naszym blogu pojawi się trailer. To będzie z dedykacją dla naszej komentatorki a zarazem czytelniczki Wiki...Pozdrawiam
Majka...
Majka...
Pożegnanie/Rozdział 26
~~Następny dzień~~
Wróciłam z Niallem do domu, szczerze wolałam zostać w szpitalu. Świadomość że muszę wyjechać sprawiała we mnie wielki ból. Teraz mam to wszystko przekreślić, bo moi rodzice tak chcieli, Niall był taki smutny, prawie w ogóle się nie odzywał tylko dusił to w sobie.
-Niell wiesz, że cię kocham.
-Wiem Rose.
-A ja wiem, że nie chcę wyjechać.
-Ale musisz.
-Nie muszę.
-Rose nie zaczynaj.
-Tak a może ty chcesz abym wyjechała, co już mnie nie kochasz?
-To nie fair Rose, nawet tak nie myśl.
-Już sama nie wiem co mam myśleć.
Wyszłam z pokoju i udałam się w stronę kuchni nie wiedziałam dlaczego ale to miejsce lubiłam najbardziej. Lubiłam także mały ogród w którym Niall wieczorami rozpalał ogniska i grał dla mnie na gitarze. Nigdy nie zapomnę tych chwil, byłam wtedy taka szczęśliwa obiecał mi, że będziemy zawsze razem, że jestem dla niego ta jedyną. A teraz co...rodzice to wszystko zepsuli. Niall siebie obwinia bo rodzice mu to wmówili, wmówili mu to że to wszystko przez niego a to nie prawda sama się w to wpakowałam. Postanowiłam zadzwonić do chłopaków chciałam się z nimi pożegnać.
-Halo.
-Cześć Harry-zadzwoniłam do niego, bo to on był mi z nich najbliższy.
-Co tam piękna?
-Możesz wziąć chłopaków i przyjechać do nas?
-Pewnie zaraz będziemy.
-Ok do zobaczenia.
Poszłam do sypialni w której był Niall aby powiedzieć mu o tym, że zaprosiłam chłopaków.
-Niall.
-Tak?
-Zaprosiłam chłopaków, chcę się z nimi pożegnać nie będziesz miał nic przeciwko?
-Nie i przepraszam.
-To ja przepraszam, nie powinnam ci tego mówić.
Przytuliłam go mocno po czym poszliśmy do salonu. Niall usiadł na kanapie a ja dołączyłam do niego. Siedzieliśmy wtuleni w siebie jakieś pół godziny gdy usłyszałam pukanie. Poszłam otworzyć.
-Cześć Rose.
-Cześć wszystkim, zapraszam.
Weszliśmy do salonu podałam im soki i usiadłam z nimi.
-Słuchajcie chce się z wami pożegnać.
-Jak to? Dlaczego?
-Bo wyjeżdżam do Ameryki z rodzicami.
-Co? Na ile?
-Nie wiem, ale na długo.
-Z Niallem?
-Beze mnie Rose wyjeżdża z rodzicami.
-Czekajcie, bo nie rozumiem-powiedział zszokowany Hazza.
-Rodzice chcą abym była bezpieczna.
Mówiłam przez łzy. Rozmawialiśmy tak długo aż przyjechali po mnie rodzice, to był najgorszy moment najgorszy dzień w moim życiu. Chłopaki pojechali ze mną na lotnisko.
~~Na lotnisku~~
Rodzice poszli po bilety a ja musiałam się z nimi pożegnać. Musiałam się pożegnać z moim ukochanym i z moimi przyjaciółmi.
-To czas się pożegnać-mówiłam zaczynając szlochać.
-Będziemy cię odwiedzać z Niallem.
-Mam nadzieję, macie być co tydzień.
-Spoko-przytulili mnie wszyscy oprócz Nialla, podeszłam do niego był taki smutny.
-Niall kocham cię i zawsze będę cie kochała.
-Rose ja też cię bardzo kocham. Pamiętaj o mnie-wtuliłam się w jego ramiona i zaczęłam płakać chyba każdy mnie słyszał. Poczułam na moich włosach łzy Nialla.
-Rose.
-Tak?
-Wrócisz?
-Nie wiem! a będziesz mnie odwiedzał?
-Będę.
Jeszcze raz się ze wszystkimi pożegnałam i musiałam iść na odprawę. Niall krzyczał do mnie że mnie kocha. Płakałam przez całą podróż. Gdy dojechaliśmy do domu w ogóle się nie cieszyłam nie odzywając się słowem do rodziców weszłam do swojego ,,dawnego'' pokoju i runęłam z płaczem na łóżko. Zrozumiałam, że już nie będzie tak jak wcześniej że straciłam Nialla, że wieczorami nie będę mogła się do niego przytulić. poczułam w sobie taką pustkę. Siedziałam do rana w swoim pokoju nie wychodząc z niego nawet na kolację. Później było tak samo rodzice krzyczeli, ale do mnie nic nie docierało. Była 18:00 postanowiłam pójść nad jezioro. Wtedy byłam tam z Niallem i również była 18:00. Nie mogłam o nim zapomnieć. Doszłam nad jezioro poczułam się tak jak wtedy tylko brakowało mi kogoś.....właśnie Nialla.
Wróciłam z Niallem do domu, szczerze wolałam zostać w szpitalu. Świadomość że muszę wyjechać sprawiała we mnie wielki ból. Teraz mam to wszystko przekreślić, bo moi rodzice tak chcieli, Niall był taki smutny, prawie w ogóle się nie odzywał tylko dusił to w sobie.
-Niell wiesz, że cię kocham.
-Wiem Rose.
-A ja wiem, że nie chcę wyjechać.
-Ale musisz.
-Nie muszę.
-Rose nie zaczynaj.
-Tak a może ty chcesz abym wyjechała, co już mnie nie kochasz?
-To nie fair Rose, nawet tak nie myśl.
-Już sama nie wiem co mam myśleć.
Wyszłam z pokoju i udałam się w stronę kuchni nie wiedziałam dlaczego ale to miejsce lubiłam najbardziej. Lubiłam także mały ogród w którym Niall wieczorami rozpalał ogniska i grał dla mnie na gitarze. Nigdy nie zapomnę tych chwil, byłam wtedy taka szczęśliwa obiecał mi, że będziemy zawsze razem, że jestem dla niego ta jedyną. A teraz co...rodzice to wszystko zepsuli. Niall siebie obwinia bo rodzice mu to wmówili, wmówili mu to że to wszystko przez niego a to nie prawda sama się w to wpakowałam. Postanowiłam zadzwonić do chłopaków chciałam się z nimi pożegnać.
-Halo.
-Cześć Harry-zadzwoniłam do niego, bo to on był mi z nich najbliższy.
-Co tam piękna?
-Możesz wziąć chłopaków i przyjechać do nas?
-Pewnie zaraz będziemy.
-Ok do zobaczenia.
Poszłam do sypialni w której był Niall aby powiedzieć mu o tym, że zaprosiłam chłopaków.
-Niall.
-Tak?
-Zaprosiłam chłopaków, chcę się z nimi pożegnać nie będziesz miał nic przeciwko?
-Nie i przepraszam.
-To ja przepraszam, nie powinnam ci tego mówić.
Przytuliłam go mocno po czym poszliśmy do salonu. Niall usiadł na kanapie a ja dołączyłam do niego. Siedzieliśmy wtuleni w siebie jakieś pół godziny gdy usłyszałam pukanie. Poszłam otworzyć.
-Cześć Rose.
-Cześć wszystkim, zapraszam.
Weszliśmy do salonu podałam im soki i usiadłam z nimi.
-Słuchajcie chce się z wami pożegnać.
-Jak to? Dlaczego?
-Bo wyjeżdżam do Ameryki z rodzicami.
-Co? Na ile?
-Nie wiem, ale na długo.
-Z Niallem?
-Beze mnie Rose wyjeżdża z rodzicami.
-Czekajcie, bo nie rozumiem-powiedział zszokowany Hazza.
-Rodzice chcą abym była bezpieczna.
Mówiłam przez łzy. Rozmawialiśmy tak długo aż przyjechali po mnie rodzice, to był najgorszy moment najgorszy dzień w moim życiu. Chłopaki pojechali ze mną na lotnisko.
~~Na lotnisku~~
Rodzice poszli po bilety a ja musiałam się z nimi pożegnać. Musiałam się pożegnać z moim ukochanym i z moimi przyjaciółmi.
-To czas się pożegnać-mówiłam zaczynając szlochać.
-Będziemy cię odwiedzać z Niallem.
-Mam nadzieję, macie być co tydzień.
-Spoko-przytulili mnie wszyscy oprócz Nialla, podeszłam do niego był taki smutny.
-Niall kocham cię i zawsze będę cie kochała.
-Rose ja też cię bardzo kocham. Pamiętaj o mnie-wtuliłam się w jego ramiona i zaczęłam płakać chyba każdy mnie słyszał. Poczułam na moich włosach łzy Nialla.
-Rose.
-Tak?
-Wrócisz?
-Nie wiem! a będziesz mnie odwiedzał?
-Będę.
Jeszcze raz się ze wszystkimi pożegnałam i musiałam iść na odprawę. Niall krzyczał do mnie że mnie kocha. Płakałam przez całą podróż. Gdy dojechaliśmy do domu w ogóle się nie cieszyłam nie odzywając się słowem do rodziców weszłam do swojego ,,dawnego'' pokoju i runęłam z płaczem na łóżko. Zrozumiałam, że już nie będzie tak jak wcześniej że straciłam Nialla, że wieczorami nie będę mogła się do niego przytulić. poczułam w sobie taką pustkę. Siedziałam do rana w swoim pokoju nie wychodząc z niego nawet na kolację. Później było tak samo rodzice krzyczeli, ale do mnie nic nie docierało. Była 18:00 postanowiłam pójść nad jezioro. Wtedy byłam tam z Niallem i również była 18:00. Nie mogłam o nim zapomnieć. Doszłam nad jezioro poczułam się tak jak wtedy tylko brakowało mi kogoś.....właśnie Nialla.
czwartek, 17 października 2013
Nie chcę wyjeżdżać/Rozdział 25
Otworzyła oczy tak! Obudziła się!
Byłem taki szczęśliwy!!!
-Rose kochanie!
-Niall-pamiętała mnie,przytuliłem ją mocno i ucałowałem po czym szybko wybiegłem na korytarz po jej rodziców i po lekarza. Gdy wróciłem z lekarzem jaj rodzice już tam byli.
-Proszę się odsunąć muszę zbadać pannę Rose-powiedział lekarz zwracając się do jej rodziców. Gdy zbadał Ros wyszedł powiedział jeszcze, że mieliśmy szczęście że tak szybko się obudziła.
-Niall możesz do mnie podejść?-powiedziała cichym i osłabionym głosem.
-Tak-podszedłem do niej i się nachyliłem a ona mnie pocałowała.
-Długo spałam?
-Tydzień córeczko-powiedziała jej matka.
-A co się stało?
-Rose później ci o wszystkim powiem-nie chciałem opowiadać tego wszystkiego przy jej rodzicach.
-Kiedy będę mogła wrócić do naszego domu?
-Córeczko jeszcze nie wiadomo.
-Ale ja nie mówiłam do was tylko do Nialla-co Rose powiedziała do naszego domu, tak bardzo chciałem to usłyszeć. Spojrzałem na mamę Rose była rozczarowana.
-Mamo, tato a możecie zapytać lekarza proszę!
-Dobrze córeczko zaraz wracamy.
Gdy jej rodzice wyszli złapała mnie za rękę.
-No to teraz mi powiedz co się stało.
-Muszę teraz?
-Musisz, tylko mów ze szczegółami, chcę wiedzieć.
-Dobrze Rose. Pamiętasz jak on porwał to dziecko?
-Tak pamiętam że weszłam do środka później zostałam z nim sama i że nagle przybiegli ci policjanci i dalej nic nie pamiętam.
-Bo on cię Rose postrzelił w brzuch.
-Coo?
-Ale to nie wszystko. Zawieźliśmy cię do szpitala i gdy w nocy poszedłem z chłopakami wypić kawę to on cię porwał i cię szukaliśmy.
-O boże gdzie ja byłam?
-Znaleźliśmy cię nieprzytomną u niego w domu. Byłaś naga on krzyczał, że jesteś jego i że go kochasz. No i zabraliśmy cię stamtąd do szpitala i później miałaś bardzo długą operację.
-Niall czy on mnie zgwałcił?-zobaczyłem jak zaczyna płakać.
-Na szczęście nie.
W tamtym momencie weszli rodzice Rose.
-Lekarz powiedział, że zostaniesz tu jeszcze tydzień.
-Aż tyle?
-Dasz radę.
~~Sześć dni później~~
Był ranek Rose jeszcze spała a ja siedziałem obok łózka i myślałem o niespodziance, którą miałem dla niej jeszcze przed śmiercią jej siostry.
-Dzień dobry kochanie-obudziła się
-Dzień dobry, wyspana?
-Jak nigdy, jutro wychodzę...
-Już się nie mogę doczekać.
-Ja też, chcę już do domu.
Uśmiechnęła się w końcu mówiła, że to nasz dom. Nagle do sali weszli rodzice Rose. Byli przewrażliwieni na jej punkcie w sumie się nie dziwię.
-Rose musimy porozmawiać-odezwała się jej mama.
-O czym?
-A czy Niall mógłby wyjść?-zwróciła się do mnie, to było dziwne wyszedłem.
-Posłuchaj nas. Obiecałaś, że będziesz na siebie uważała a ty co. Niall też powiedział że będziesz bezpieczna.
-Mamo proszę cię.
-Nie przerywaj mi. Zdecydowaliśmy że gdy wyjdziesz ze szpitala to wrócisz z nami do Ameryki jesteś jeszcze młoda masz 19 lat. nie możemy narażać twojego życia.
-Mamo proszę cię. Nie chcę wyjeżdżać.
-nie interesuje mnie to wyjeżdżasz i koniec.
-Dobrze ale z Niallem.
-Nie córeczko z nami bez Nialla, namieszał ci w głowie i to wszystko przez niego.
-Nie mamo ty o niczym nie wiesz nie rozumiesz!
-Rose przestań krzyczeć.
-Chcę tu zostać z Niallem rozumiesz.
-Nie rozumiem.
Myślami Rose...
Jak oni mogli mi to zrobić. Jak! Nie miałam zamiaru nigdzie wyjeżdżać za bardzo kochałam Nialla. Z moich oczu polały się łzy a potem szlochałam tak, że do sali wbiegł Niall, był przestraszony.
-Rose co się stało?
-To my was zostawimy-powiedzieli moi rodzice.
-Niall oni....oni chcą mnie zabrać do Ameryki.
-Co? Jak to?
-Ja nie chcę tam wracać, zrób coś.
-Dobrze, zaraz z nimi porozmawiam.
Wyszedłem wściekły i ruszyłem w stronę rodziców Rose.
-Dlaczego chcecie ja zabrać?-powiedziałem do nich, nie zważając na to że mówię do nich na ,,Ty''
-Chcemy aby była bezpieczna nie rozumiesz, odkąd tu jest co się z nią dzieje...leży w szpitalu. Nie dotrzymałeś słowa obiecałeś że będziesz się nią opiekował i, że będzie bezpieczna. Zrozumiałam, że w Chicago będzie bezpieczna, bo będzie z nami. I nawet nie myśl, żeby za nią jechać. Ściągasz na nią problemy i to wszystko twoja wina.
-Co pani w ogóle mówi. Czy pani nie rozumie. Kocham ja.
-To co, że ja kochasz, nie umiesz się nią zaopiekować jesteś nieodpowiedzialny. Będzie lepiej jak wróci do Chicago i może tam znajdzie sobie kogoś odpowiedzialnego a nie jakiegoś gówniarza.
Myślami Nialla...
Nie mogłem w to uwierzyć. Może i matka Rose miała rację, może rzeczywiście nie potrafiłem się nią zająć, wyszedłem ze szpitala by zaczerpnąć powietrza. Doszło do mnie, że to dobry pomysł, że Rose powinna znaleźć sobie kogoś odpowiedzialnego. A najlepiej według jej rodziców kogoś z dobrego domu kto ma dużo kasy. Było mi ciężko, było mi ciężko myśleć o tym że jutro będę musiał się z nią pożegnać, że ja stracę. Mogłem jaj nie pozwolić wtedy tam iść. Trochę myślałem i poszedłem do Rose.
-Cześć Rose.
-Niall powiedz, że będę mogła zostać.
-Rose, przykro mi.
-Coo?
-Trochę się z tym zgadzam miałem się tobą zaopiekować. Twoi rodzice już mi wszystko wyjaśnili. Przykro mi Rose ale jutro wyjeżdżasz do Ameryki tak będzie najlepiej.
-Jak możesz tak mówić, tak będzie najlepiej chyba dla ciebie i moich rodziców ale nie dla mnie.
Byłem taki szczęśliwy!!!
-Rose kochanie!
-Niall-pamiętała mnie,przytuliłem ją mocno i ucałowałem po czym szybko wybiegłem na korytarz po jej rodziców i po lekarza. Gdy wróciłem z lekarzem jaj rodzice już tam byli.
-Proszę się odsunąć muszę zbadać pannę Rose-powiedział lekarz zwracając się do jej rodziców. Gdy zbadał Ros wyszedł powiedział jeszcze, że mieliśmy szczęście że tak szybko się obudziła.
-Niall możesz do mnie podejść?-powiedziała cichym i osłabionym głosem.
-Tak-podszedłem do niej i się nachyliłem a ona mnie pocałowała.
-Długo spałam?
-Tydzień córeczko-powiedziała jej matka.
-A co się stało?
-Rose później ci o wszystkim powiem-nie chciałem opowiadać tego wszystkiego przy jej rodzicach.
-Kiedy będę mogła wrócić do naszego domu?
-Córeczko jeszcze nie wiadomo.
-Ale ja nie mówiłam do was tylko do Nialla-co Rose powiedziała do naszego domu, tak bardzo chciałem to usłyszeć. Spojrzałem na mamę Rose była rozczarowana.
-Mamo, tato a możecie zapytać lekarza proszę!
-Dobrze córeczko zaraz wracamy.
Gdy jej rodzice wyszli złapała mnie za rękę.
-No to teraz mi powiedz co się stało.
-Muszę teraz?
-Musisz, tylko mów ze szczegółami, chcę wiedzieć.
-Dobrze Rose. Pamiętasz jak on porwał to dziecko?
-Tak pamiętam że weszłam do środka później zostałam z nim sama i że nagle przybiegli ci policjanci i dalej nic nie pamiętam.
-Bo on cię Rose postrzelił w brzuch.
-Coo?
-Ale to nie wszystko. Zawieźliśmy cię do szpitala i gdy w nocy poszedłem z chłopakami wypić kawę to on cię porwał i cię szukaliśmy.
-O boże gdzie ja byłam?
-Znaleźliśmy cię nieprzytomną u niego w domu. Byłaś naga on krzyczał, że jesteś jego i że go kochasz. No i zabraliśmy cię stamtąd do szpitala i później miałaś bardzo długą operację.
-Niall czy on mnie zgwałcił?-zobaczyłem jak zaczyna płakać.
-Na szczęście nie.
W tamtym momencie weszli rodzice Rose.
-Lekarz powiedział, że zostaniesz tu jeszcze tydzień.
-Aż tyle?
-Dasz radę.
~~Sześć dni później~~
Był ranek Rose jeszcze spała a ja siedziałem obok łózka i myślałem o niespodziance, którą miałem dla niej jeszcze przed śmiercią jej siostry.
-Dzień dobry kochanie-obudziła się
-Dzień dobry, wyspana?
-Jak nigdy, jutro wychodzę...
-Już się nie mogę doczekać.
-Ja też, chcę już do domu.
Uśmiechnęła się w końcu mówiła, że to nasz dom. Nagle do sali weszli rodzice Rose. Byli przewrażliwieni na jej punkcie w sumie się nie dziwię.
-Rose musimy porozmawiać-odezwała się jej mama.
-O czym?
-A czy Niall mógłby wyjść?-zwróciła się do mnie, to było dziwne wyszedłem.
-Posłuchaj nas. Obiecałaś, że będziesz na siebie uważała a ty co. Niall też powiedział że będziesz bezpieczna.
-Mamo proszę cię.
-Nie przerywaj mi. Zdecydowaliśmy że gdy wyjdziesz ze szpitala to wrócisz z nami do Ameryki jesteś jeszcze młoda masz 19 lat. nie możemy narażać twojego życia.
-Mamo proszę cię. Nie chcę wyjeżdżać.
-nie interesuje mnie to wyjeżdżasz i koniec.
-Dobrze ale z Niallem.
-Nie córeczko z nami bez Nialla, namieszał ci w głowie i to wszystko przez niego.
-Nie mamo ty o niczym nie wiesz nie rozumiesz!
-Rose przestań krzyczeć.
-Chcę tu zostać z Niallem rozumiesz.
-Nie rozumiem.
Myślami Rose...
Jak oni mogli mi to zrobić. Jak! Nie miałam zamiaru nigdzie wyjeżdżać za bardzo kochałam Nialla. Z moich oczu polały się łzy a potem szlochałam tak, że do sali wbiegł Niall, był przestraszony.
-Rose co się stało?
-To my was zostawimy-powiedzieli moi rodzice.
-Niall oni....oni chcą mnie zabrać do Ameryki.
-Co? Jak to?
-Ja nie chcę tam wracać, zrób coś.
-Dobrze, zaraz z nimi porozmawiam.
Wyszedłem wściekły i ruszyłem w stronę rodziców Rose.
-Dlaczego chcecie ja zabrać?-powiedziałem do nich, nie zważając na to że mówię do nich na ,,Ty''
-Chcemy aby była bezpieczna nie rozumiesz, odkąd tu jest co się z nią dzieje...leży w szpitalu. Nie dotrzymałeś słowa obiecałeś że będziesz się nią opiekował i, że będzie bezpieczna. Zrozumiałam, że w Chicago będzie bezpieczna, bo będzie z nami. I nawet nie myśl, żeby za nią jechać. Ściągasz na nią problemy i to wszystko twoja wina.
-Co pani w ogóle mówi. Czy pani nie rozumie. Kocham ja.
-To co, że ja kochasz, nie umiesz się nią zaopiekować jesteś nieodpowiedzialny. Będzie lepiej jak wróci do Chicago i może tam znajdzie sobie kogoś odpowiedzialnego a nie jakiegoś gówniarza.
Myślami Nialla...
Nie mogłem w to uwierzyć. Może i matka Rose miała rację, może rzeczywiście nie potrafiłem się nią zająć, wyszedłem ze szpitala by zaczerpnąć powietrza. Doszło do mnie, że to dobry pomysł, że Rose powinna znaleźć sobie kogoś odpowiedzialnego. A najlepiej według jej rodziców kogoś z dobrego domu kto ma dużo kasy. Było mi ciężko, było mi ciężko myśleć o tym że jutro będę musiał się z nią pożegnać, że ja stracę. Mogłem jaj nie pozwolić wtedy tam iść. Trochę myślałem i poszedłem do Rose.
-Cześć Rose.
-Niall powiedz, że będę mogła zostać.
-Rose, przykro mi.
-Coo?
-Trochę się z tym zgadzam miałem się tobą zaopiekować. Twoi rodzice już mi wszystko wyjaśnili. Przykro mi Rose ale jutro wyjeżdżasz do Ameryki tak będzie najlepiej.
-Jak możesz tak mówić, tak będzie najlepiej chyba dla ciebie i moich rodziców ale nie dla mnie.
wtorek, 15 października 2013
Najgorsze jest czekanie/Rozdział 24
Siedzieliśmy na korytarzu z sali cały czas wybiegały pielęgniarki. Nawet oddawałem krew. Zobaczyliśmy że z sali wychodzi lekarz. Nie miałem siły by z nim gadać zrobił to za mnie Liam.
-Mam złą wiadomość-usłyszałem jak lekarz mówił do Liama, serce podeszło mi do gardła
-Co się stało?-zapytał lekarza.
-Pacjentka żyje, ale jest w stanie krytycznym, wykrwawia się.
-To przez tego skurwysyna-krzyknąłem.
-Proszę się uspokoić-mówił lekarz.
-Jak ja mam się uspokoić przez niego Rose może umrzeć a ja mam się uspokoić.
-Muszę już wracać na salę.-
-A ile to będzie jeszcze trwało?
-Tyle ile będzie trzeba.
-Kurwa zabiję gnoja.
Miałem tego dosyć było mi jej tak szkoda przyjechała tu żeby odpocząć a cierpi jeszcze bardziej. Mogła zostać w Ameryce.
-Niall może zadzwoń do jej rodziców.
Uświadomił mnie Harry. Rose mówiła mi, że nic mam im o tym nie mówić ale w tej sytuacji powinienem to zrobić.
-Może masz rację zadzwonię.
Wyjąłem z kieszeni telefon Rose, ponieważ w moim nie miałem ich numeru....zadzwoniłem.
-Tak słucham-odebrała jej mama.
-Dzień dobry to ja Niall.
-Dzień dobry czy coś się stało?
-Tak...
-Co???-usłyszałem w jej głosie przerażenie.
-Rose jest w szpitalu miała wypadek.
-Słucham? Jaki wypadek?
-Yyyyy może niech tu pani przyjedzie a raczej przyleci to lekarz pani wszystko wyjaśni.
-Dobrze postaramy się niedługo być.
Czułem się winny obiecałem jej, że będę się opiekował Rose. Wszystko spieprzyłem to moja wina.
-I co?-zapytał Liam.
-Postarają się jak najszybciej tu przylecieć.
-A jak zabiorą ją do Ameryki?
-Nie pozwolę na to za bardzo ja kocham.
To czekanie było najgorsze nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Miałem ochotę wejść na tą salę i ją zabrać. Była 8:00 rano z sali wyszedł lekarz.
-I co??-pytaliśmy.
-Pani Rose żyje, ale zapadła w śpiączkę i nie mam pojęcia kiedy się wybudzi.
-Że co?
Z jednej strony się cieszyłem że ona żyje a z drugiej nie mogłem z nią porozmawiać bo zapadła w śpiączkę a jeśli obudzi się za parę lat i nic nie będzie pamiętać. To było najgorsze.
-Panie doktorze a mogę do niej wejść?
-Tak za jakieś 10 minut.
Minęło 10 minut wszyscy wpadliśmy na salę. Była taka blada, najgorsze było to, że nie mogłem z nią pogadać. Tak bardzo chciałem jej powiedzieć że ją kocham. Chłopaki pojechali zostałem sam, czasami wpadali. Było popołudnie do sali wbiegli rodzice Rose.
-Moje dziecko-krzyczała mama Rose.
-Co się stało? Dlaczego ktoś ją postrzelił?
-Mogę to państwu wytłumaczyć kiedy indziej?
-Ona zapadła w śpiączkę-żaliła się matka Rose.
-To wszystko przez ciebie-nagle krzyknął na mnie ojciec Rose jak on mógł tak pomyśleć.
-Ja do niej nie strzeliłem.
-To i tak twoja wina. Po co my się w ogóle zgodziliśmy na ten wyjazd Rose do Londynu, gdyby została z nami w Ameryce nic takiego by się nie stało.
-Jak możecie tak w ogóle myśleć-krzyknąłem na nich i wyszedłem z sali nie chciałem rozmawiać już z ojcem Rose.
~~~~~
Mijały kolejne dni a Rose nadal spała nie wiedziałem ile to może trwać ale cały czas byłem w szpitalu. do sali Rose wchodziłem tylko wtedy gdy jej rodzice z niej wychodzili, nie chciałem z nimi rozmawiać. Cały czas ją obserwowałem miałem wielką nadzieję, że się wybudzi. Nagle, to nie możliwe czy ona....................
-Mam złą wiadomość-usłyszałem jak lekarz mówił do Liama, serce podeszło mi do gardła
-Co się stało?-zapytał lekarza.
-Pacjentka żyje, ale jest w stanie krytycznym, wykrwawia się.
-To przez tego skurwysyna-krzyknąłem.
-Proszę się uspokoić-mówił lekarz.
-Jak ja mam się uspokoić przez niego Rose może umrzeć a ja mam się uspokoić.
-Muszę już wracać na salę.-
-A ile to będzie jeszcze trwało?
-Tyle ile będzie trzeba.
-Kurwa zabiję gnoja.
Miałem tego dosyć było mi jej tak szkoda przyjechała tu żeby odpocząć a cierpi jeszcze bardziej. Mogła zostać w Ameryce.
-Niall może zadzwoń do jej rodziców.
Uświadomił mnie Harry. Rose mówiła mi, że nic mam im o tym nie mówić ale w tej sytuacji powinienem to zrobić.
-Może masz rację zadzwonię.
Wyjąłem z kieszeni telefon Rose, ponieważ w moim nie miałem ich numeru....zadzwoniłem.
-Tak słucham-odebrała jej mama.
-Dzień dobry to ja Niall.
-Dzień dobry czy coś się stało?
-Tak...
-Co???-usłyszałem w jej głosie przerażenie.
-Rose jest w szpitalu miała wypadek.
-Słucham? Jaki wypadek?
-Yyyyy może niech tu pani przyjedzie a raczej przyleci to lekarz pani wszystko wyjaśni.
-Dobrze postaramy się niedługo być.
Czułem się winny obiecałem jej, że będę się opiekował Rose. Wszystko spieprzyłem to moja wina.
-I co?-zapytał Liam.
-Postarają się jak najszybciej tu przylecieć.
-A jak zabiorą ją do Ameryki?
-Nie pozwolę na to za bardzo ja kocham.
To czekanie było najgorsze nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Miałem ochotę wejść na tą salę i ją zabrać. Była 8:00 rano z sali wyszedł lekarz.
-I co??-pytaliśmy.
-Pani Rose żyje, ale zapadła w śpiączkę i nie mam pojęcia kiedy się wybudzi.
-Że co?
Z jednej strony się cieszyłem że ona żyje a z drugiej nie mogłem z nią porozmawiać bo zapadła w śpiączkę a jeśli obudzi się za parę lat i nic nie będzie pamiętać. To było najgorsze.
-Panie doktorze a mogę do niej wejść?
-Tak za jakieś 10 minut.
Minęło 10 minut wszyscy wpadliśmy na salę. Była taka blada, najgorsze było to, że nie mogłem z nią pogadać. Tak bardzo chciałem jej powiedzieć że ją kocham. Chłopaki pojechali zostałem sam, czasami wpadali. Było popołudnie do sali wbiegli rodzice Rose.
-Moje dziecko-krzyczała mama Rose.
-Co się stało? Dlaczego ktoś ją postrzelił?
-Mogę to państwu wytłumaczyć kiedy indziej?
-Ona zapadła w śpiączkę-żaliła się matka Rose.
-To wszystko przez ciebie-nagle krzyknął na mnie ojciec Rose jak on mógł tak pomyśleć.
-Ja do niej nie strzeliłem.
-To i tak twoja wina. Po co my się w ogóle zgodziliśmy na ten wyjazd Rose do Londynu, gdyby została z nami w Ameryce nic takiego by się nie stało.
-Jak możecie tak w ogóle myśleć-krzyknąłem na nich i wyszedłem z sali nie chciałem rozmawiać już z ojcem Rose.
~~~~~
Mijały kolejne dni a Rose nadal spała nie wiedziałem ile to może trwać ale cały czas byłem w szpitalu. do sali Rose wchodziłem tylko wtedy gdy jej rodzice z niej wychodzili, nie chciałem z nimi rozmawiać. Cały czas ją obserwowałem miałem wielką nadzieję, że się wybudzi. Nagle, to nie możliwe czy ona....................
poniedziałek, 14 października 2013
Małe szanse/Rozdział 23
Opowiedziałem o wszystkim chłopakom byli w szoku on był nienormalny. Byłem taki wściekły miałem ochotę go zabić.
-Czyli z tego co mówiłeś Rose leży na łóżku, to może są w jego domu-mówił Harry.
-Ale gdzie on mieszka?
-Nie wiem, Niall mówiłeś że ona pracuje z córka Rogera.
-No tak Rose na pewno ma jej numer.
Wyjąłem telefon Rose i zadzwoniłem do jej szefowej czyli córki Rogera.
-Halo.
-Dobry wieczór to ja Niall, gdzie mieszka pani ojciec?
-A o co chodzi?
-On porwał Rose, proszę mi podać jego adres.
Podała mi adres, a ja powiedziałem chłopakom i natychmiast ruszyliśmy w drogę. Niestety to było jakieś 30 minut stąd. Znów ktoś zadzwonił.
-Halo.
-Dobry wieczór to ja lekarz pani Moore.
-Dobry wieczór o co chodzi?
-Chciałbym pana poinformować, że bez kroplówki pacjentka może się odwodnić i tego nie przeżyć.
-Ile mamy czasu?
-Jakąś godzinę.
-Za godzinę będziemy w szpitalu obiecuję..znajdę ją...
Zbliżaliśmy się do mieszkania Rogera. Waliłem w jego drzwi i krzyczałem jak opętany. Zobaczyłem Rogera wychodzącego na balkon. Był w szlafroku. Nie chciałem nawet myśleć o tym co on jej zrobił. Zabiję skurwysyna.
-Czego chcecie-krzyczał do nas z balkonu.
-Oddaj mi Rose, bo cie zabiję-odkrzyknąłem.
-Nie oddam ci jej ona jest moja nie rozumiesz?
-Człowieku ona może nie przeżyć godziny rozumiesz.
-Zostaw mnie ona jest moja i mnie kocha.-dalej krzyczał
Nie wiedziałem co mam zrobić. Harry z Zaynem próbowali wyważyć drzwi. Po paru minutach udało się. Szybko pobiegliśmy na górę. Wbiegliśmy do jakiegoś pokoju zobaczyłem Rogera stojącego na balkonie na dole został Liam i miał go zagadać. Rose leżała na łóżku całkiem naga to co miała na sobie to jedynie opatrunek na brzuchu. Po cichu okryłem ją jakimś kocem, Harry zabrał ją na dwór a ja z chłopakami mieliśmy go załatwić.
-Zabije cię!-krzyczałem i zacząłem uderzać go z całej siły wraz z Zaynem.
Biliśmy go aż do momentu kiedy stracił przytomność. Wybiegliśmy z mieszkania i szybko pojechaliśmy do szpitala. W drodze cały czas trzymałem ją za rękę, była nadal nie przytomna.....spała....Godzina minęła jakieś 20 minut temu baliśmy się że może nie przeżyć. Siedzieliśmy tam bardzo długo. Lekarz poinformował nas że Rose żyje, ale muszą teraz zrobić operację i jej szanse na przeżycie to 50/50. Kurwa przez tego sukinsyna ona może umrzeć. Miałem ochotę pojechać do niego jeszcze raz do niego i go zabić. Operacja trwała do rana.
-Czyli z tego co mówiłeś Rose leży na łóżku, to może są w jego domu-mówił Harry.
-Ale gdzie on mieszka?
-Nie wiem, Niall mówiłeś że ona pracuje z córka Rogera.
-No tak Rose na pewno ma jej numer.
Wyjąłem telefon Rose i zadzwoniłem do jej szefowej czyli córki Rogera.
-Halo.
-Dobry wieczór to ja Niall, gdzie mieszka pani ojciec?
-A o co chodzi?
-On porwał Rose, proszę mi podać jego adres.
Podała mi adres, a ja powiedziałem chłopakom i natychmiast ruszyliśmy w drogę. Niestety to było jakieś 30 minut stąd. Znów ktoś zadzwonił.
-Halo.
-Dobry wieczór to ja lekarz pani Moore.
-Dobry wieczór o co chodzi?
-Chciałbym pana poinformować, że bez kroplówki pacjentka może się odwodnić i tego nie przeżyć.
-Ile mamy czasu?
-Jakąś godzinę.
-Za godzinę będziemy w szpitalu obiecuję..znajdę ją...
Zbliżaliśmy się do mieszkania Rogera. Waliłem w jego drzwi i krzyczałem jak opętany. Zobaczyłem Rogera wychodzącego na balkon. Był w szlafroku. Nie chciałem nawet myśleć o tym co on jej zrobił. Zabiję skurwysyna.
-Czego chcecie-krzyczał do nas z balkonu.
-Oddaj mi Rose, bo cie zabiję-odkrzyknąłem.
-Nie oddam ci jej ona jest moja nie rozumiesz?
-Człowieku ona może nie przeżyć godziny rozumiesz.
-Zostaw mnie ona jest moja i mnie kocha.-dalej krzyczał
Nie wiedziałem co mam zrobić. Harry z Zaynem próbowali wyważyć drzwi. Po paru minutach udało się. Szybko pobiegliśmy na górę. Wbiegliśmy do jakiegoś pokoju zobaczyłem Rogera stojącego na balkonie na dole został Liam i miał go zagadać. Rose leżała na łóżku całkiem naga to co miała na sobie to jedynie opatrunek na brzuchu. Po cichu okryłem ją jakimś kocem, Harry zabrał ją na dwór a ja z chłopakami mieliśmy go załatwić.
-Zabije cię!-krzyczałem i zacząłem uderzać go z całej siły wraz z Zaynem.
Biliśmy go aż do momentu kiedy stracił przytomność. Wybiegliśmy z mieszkania i szybko pojechaliśmy do szpitala. W drodze cały czas trzymałem ją za rękę, była nadal nie przytomna.....spała....Godzina minęła jakieś 20 minut temu baliśmy się że może nie przeżyć. Siedzieliśmy tam bardzo długo. Lekarz poinformował nas że Rose żyje, ale muszą teraz zrobić operację i jej szanse na przeżycie to 50/50. Kurwa przez tego sukinsyna ona może umrzeć. Miałem ochotę pojechać do niego jeszcze raz do niego i go zabić. Operacja trwała do rana.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




.jpg)





