wtorek, 15 października 2013

Najgorsze jest czekanie/Rozdział 24

Siedzieliśmy na korytarzu z sali cały czas wybiegały pielęgniarki. Nawet oddawałem krew. Zobaczyliśmy że z sali wychodzi lekarz. Nie miałem siły by z nim gadać zrobił to za mnie Liam.
-Mam złą wiadomość-usłyszałem jak lekarz mówił do Liama, serce podeszło mi do gardła
-Co się stało?-zapytał lekarza.
-Pacjentka żyje, ale jest w stanie krytycznym, wykrwawia się.
-To przez tego skurwysyna-krzyknąłem.
-Proszę się uspokoić-mówił lekarz.
-Jak ja mam się uspokoić przez niego Rose może umrzeć a ja mam się uspokoić.
-Muszę już wracać na salę.-
-A ile to będzie jeszcze trwało?
-Tyle ile będzie trzeba.
-Kurwa zabiję gnoja.
Miałem tego dosyć było mi jej tak szkoda przyjechała tu żeby odpocząć a cierpi jeszcze bardziej. Mogła zostać w Ameryce.
-Niall może zadzwoń do jej rodziców.
Uświadomił mnie Harry. Rose mówiła mi, że nic mam im o tym nie mówić ale w tej sytuacji powinienem to zrobić.
-Może masz rację zadzwonię.
Wyjąłem z kieszeni telefon Rose, ponieważ w moim nie miałem ich numeru....zadzwoniłem.
-Tak słucham-odebrała jej mama.
-Dzień dobry to ja Niall.
-Dzień dobry czy coś się stało?
-Tak...
-Co???-usłyszałem w jej głosie przerażenie.
-Rose jest w szpitalu miała wypadek.
-Słucham? Jaki wypadek?
-Yyyyy może niech tu pani przyjedzie a raczej przyleci to lekarz pani wszystko wyjaśni.
-Dobrze postaramy się niedługo być.
Czułem się winny obiecałem jej, że będę się opiekował Rose. Wszystko spieprzyłem to moja wina.
-I co?-zapytał Liam.
-Postarają się jak najszybciej tu przylecieć.
-A jak zabiorą ją do Ameryki?
-Nie pozwolę na to za  bardzo ja kocham.
To czekanie było najgorsze nie wiedziałem czego mam się spodziewać. Miałem ochotę wejść na tą salę i ją zabrać. Była 8:00 rano z sali wyszedł lekarz.
-I co??-pytaliśmy.
-Pani Rose żyje, ale zapadła w śpiączkę i nie mam pojęcia kiedy się wybudzi.
-Że co?
Z jednej strony się cieszyłem że ona żyje a z drugiej nie mogłem z nią porozmawiać bo zapadła w śpiączkę a jeśli obudzi się za parę lat i nic nie będzie pamiętać. To było najgorsze.
-Panie doktorze a mogę do niej wejść?
-Tak za jakieś 10 minut.
Minęło 10 minut wszyscy wpadliśmy na salę. Była taka blada, najgorsze było to, że nie mogłem z nią pogadać. Tak bardzo chciałem jej powiedzieć że ją kocham. Chłopaki pojechali zostałem sam, czasami wpadali. Było popołudnie do sali wbiegli rodzice Rose.
-Moje dziecko-krzyczała mama Rose.
-Co się stało? Dlaczego ktoś ją postrzelił?
-Mogę to państwu wytłumaczyć kiedy indziej?
-Ona zapadła w śpiączkę-żaliła się matka Rose.
-To wszystko przez ciebie-nagle krzyknął na mnie ojciec Rose jak on mógł tak pomyśleć.
-Ja do niej nie strzeliłem.
-To i tak twoja wina. Po co my się w ogóle zgodziliśmy na ten wyjazd Rose do Londynu, gdyby została z nami w Ameryce nic takiego by się nie stało.
-Jak możecie tak w ogóle myśleć-krzyknąłem na nich i wyszedłem z sali nie chciałem rozmawiać już z ojcem Rose.
~~~~~
Mijały kolejne dni a Rose nadal spała nie wiedziałem ile to może trwać ale cały czas byłem w szpitalu. do sali Rose wchodziłem tylko wtedy gdy jej rodzice z niej wychodzili, nie chciałem z nimi rozmawiać. Cały czas ją obserwowałem miałem wielką nadzieję, że się wybudzi. Nagle, to nie możliwe czy ona....................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz