środa, 2 października 2013

Czemu mnie okłamał?/Rozdział 11

Myślami Rose...
Pojechaliśmy na komendę, tak strasznie się bałam a zarazem wstydziłam opowiadać to wszystko. Chciałam tylko o tym zapomnieć. Weszliśmy na korytarz i czekaliśmy na przyjście policjanta. Po 5 minutach zobaczyłam zbliżającego się policjanta.
-Dzień dobry czy pani Rose?
-Tak.
-To zapraszam do gabinetu.
-Dobrze a może ze mną wejść mój chłopak?
-Tak! proszę-otworzył nam drzwi po czym usiadłam na krześle na przeciwko, dzieliło nas wielki biurko.
-Będzie pani zeznawać przeciwko panu Rogerowi?
-Tak on mnie próbował zgwałcić.
-Dobrze proszę mi opowiedzieć wszystko od początku.
Opowiedziałam wszystko, każdy szczegół to była bardzo długa rozmowa. Miałam łzy w oczach a w oczach Nialla widziałam wściekłość.
-Dobrze pani Rose, w takim razie rozpoczynamy postępowanie przeciwko panu Rogerowi, musi pani wypełnić te dokumenty i na razie jest pani wolna...
-Dobrze.
-A pan chce zeznawać?
-Tak, akurat ten pierwszy raz którym on próbował zgwałcić Rose to ja byłem świadkiem, to znaczy on ją zamknął a ja słyszałem krzyk i wtedy wyważyłem drzwi i o pobiłem.
-Aha dobrze, czyli zapewne chcą państwo wnieść sprawę do sądu.?
-Tak-odpowiedział Niall, nie byłam aż taka przekonana, musiałabym opowiadać to wszystko jeszcze raz ale w końcu się zgodziłam.
-Dobrze to są państwo wolni.
-Przepraszam a jest już coś wiadomo na temat mojego pobicia?-zapytał policjanta Niall.
-Tak właśnie miałem panu o tym mówić. O to pobicie podejrzany jest pan Roger, a raczej jego ludzie.
-Coooo???
-Tak, ale będziemy to jeszcze wyjaśniać, wezwiemy pana niedługo.
-Dobrze to do widzenia.
Wyszliśmy, Niall powtarzał mi że go zabije, był wściekły, a ja byłam przerażona. Wróciliśmy do domu siedziałam na kanapie i czekałam na Nialla, bo on miał coś załatwić, bałam się że w każdej chwili ludzie Rogera- bo tak miał na nazwisko gwałciciel-mogą tu przyjść. Niall powiedział mi że jedzie do Harry'ego. Miałam nadzieję że nic nie zrobi . Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, bałam się otworzyć ale usłyszałam głos Harry'ego...
-Rose to ja Harry-natychmiast mu otworzyłam.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechałem po Nialla.
-Jak to przecież on mi powiedział, że jedzie do ciebie coś załatwić.
-A kiedy wyszedł?
-Godzinę temu!-serce zaczęło mi walić z przerażenia, miałam nadzieję, że nic głupiego nie zrobi.
-Czekaj zadzwonię do niego-zaoferował Harry.
-Ok.
-Halo Niall gdzie jesteś?-ulżyło mi gdy usłyszałam że Niall odebrał. Harry pytał go gdzie jest a ja stałam i przyglądałam się mu z niepokojem.
-U Zayna.-powiedział Niall do telefonu.
-Jak to czemu okłamałeś Rose-co on mnie okłamał?
-Gdzie on jest ?-zapytałam Harry'ego ze złością.
-U Zayna-odpowiedział cicho.
Co. on był u Zayna, dlaczego mi nie powiedział, Ze jedzie do niego. Miałam nadzieję że nic głupiego nie zrobi.
-Po co tam pojechałeś-Harry dalej ciągnął rozmowę.
-Musimy obgadać sprawę, powiedz Rose żeby się nie martwiła, nic nikomu nie zrobimy i że za jakąś godzinę wrócę.
-Ok nara.-rozłączył się.
-Słuchaj Rose Niall kazał przekazać, że za godzinę wróci i żebyś się nie martwiła.
-Dobra.
-To ja idę na razie.
-Pa.
Poszedł a ja znowu zostałam sama, zastanawiałam się dlaczego Niall nie powiedział mi, że idzie do Zayna, tylko okłamał mnie że idzie do Harry'ego.
~~~Po godzinie~~~~
Usłyszałam zamykające się drzwi. Miałam tyle pytań do Nialla pierwsze to dlaczego mnie okłamał.
-Hej Rose.
-Cześć-zobaczyłam Nialla z siatkami pełnymi jedzenia.
-Po co ci tyle jedzenia?
-Pomyślałem że możemy zrobić wypasioną kolację, chcę abyś trochę odpoczęła i zapomniała o tym wszystkim.
-Dobrze Niall, ale mam do ciebie pytanie .
-Chyba się domyślam, nie powiedziałem ci że jadę do Zayna, bo pomyślałem że zaraz będziesz się martwiła, że zrobię coś głupiego. Więc wolałem żebyś była spokojna i myślała że jestem u Harry'ego i gadamy o pracy.
-Niall mogłeś mi powiedzieć.
-Wiem przepraszam-siedziałam na kanapie a on kucnął przede mną i pocałował mnie. Tak strasznie go kochałam że nie mogłam się dłużej gniewać.
-Ok wybaczę ci jeśli zrobisz mi coś specjalnego na kolację.
-Dobrze, ale mi pomóż.
-Niall!
-Proszę.
-No dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz